|
Mojemu Dziadkowi - Edwardowi CYGANKIEWICZOWI -
posterunkowemu Policji Państwowej, urodzonemu 17 lipca 1891 roku w Sułoszowej. Więźniowi obozu w Ostaszkowie, Zamordowanemu w dniu 13 lub 14 kwietnia 1940 roku w Kalininie (d. Twer), spoczywającemu w lesie pod Miednoje z kolegami i przyjaciółmi, z którymi we wrześniu 1939 roku wyruszył bronić Polski |
![]() |
| Leszek Wiktor Klimek |
|
Dziadek pochodził z południa, z Sułoszowej. Był synem Jana Cygankiewicza i
Joanny Płazak. Była to największa co do wielkości rodzina w okolicy. Dzisiaj w Sułoszowej
prym wiedzie rodzina Gorajów, znana ze swych rodzinnych zjazdów.
Nie wiem, co skłoniło dziadka, by wstąpić do policji. Służbę rozpoczął w Piotrkowie Trybunalskim, potem przeniesiono go do Ręczna,
by w końcu trafić do Łodzi. Zamieszkali przy ul. Kilińskiego 228. W Łodzi spotkał
go pierwszy kłopot, który niemalże nie zakończył jego pracy w Policji.
Mama opowiadała jak pewnego razu przewoził tramwajem aresztanta,
anarchistę albo komunistę, i ten po prostu mu uciekł.
Tylko piękny szal z
prawdziwej wełny, zrobiony przez babcię dla pani komendantowej załagodził sprawę.
W domu nie było bogato. Pracował tylko dziadek, a do wyżywienia i
ubrania miał pięć osób. Tak żyli do wybuchu wojny.
Wiem z historii, że Policja Państwowa dopiero w końcu lat dwudziestych otrzymała
zadania na wypadek wojny. Miała stać się formacją militarną pod nazwą Wojskowy Korpus Służby
Bezpieczeństwa. Wojna zbliżała się szybko, ale dopiero 28 sierpnia 1939 r. marszałek
Rydz-Śmigły polecił głównemu komendantowi policji przeprowadzić mobilizację "na gwałt i
za wszelką cenę". 29.VIII.1939 r. wydano odpowiednie rozkazy dla policji w całym państwie.
Ostatniego sierpnia lub na początku września dziadek stawił się w punkcie mobilizacji
w Łodzi i od tej pory losy
jego nie są nam znane. Wiadomo, że 4 września 1939 r. w Łodzi rozpoczęto ewakuację
administracji państwowej.
Policyjne okręgi północno-zachodniej Polski koncentrować się miały w Kowlu,
południowo-zachodnich wycofywały się do Tarnopola (Dwa były kierunki ewakuacji
policji - do Tarnopola i Brześcia nad Bugiem. J. Tucholski "Dzieje zbrodni" ). Jednostki policji miały się
ufortyfikować na linii Bugu i tam czekać na Niemców. Niestety, 17 września, na mocy
tajnego paktu Ribbentrop-Mołotow, Stalin zaatakował ziemie wschodnie II Rzeczypospolitej.
Tysiące policjantów zginęło w czasie walk i masowych rozstrzeliwań, resztę na podstawie
tzw. list proskrypcyjnych, zostało aresztowanych przez NKWD z pomocą stalinowskiego
wojska.
Oblicza się, że w pierwszych dniach wojny z Robotniczo-Chłopską Armią Czerwoną poległo lub zostało zamordowanych
około 3 tys. policjantów, drugie tyle zdołało ujść za granicę, aresztowano około 12 tys. policjantów. |
|
|
Już 19 września 1939 r. Beria powziął decyzję o utworzeniu zarządu ds. jeńców wojennych i wydał
dyrektywę do utworzenia obozów przejściowo-rozdzielczych w Juchniowie, Kozielszczyźnie,
Putywlu, Orankach, Ostaszkowie, Starobielsku, Kozielsku, Juży, Griazowcu i Zonkijewie.
Wszyscy policjanci byli przewożeni do obozu w Ostaszkowie.
Pierwszych więźniów do monastyru transportowano łodziami, dopiero później jeńcy odbudowali groblę
łączącą wysepkę Stołbnyj z półwyspem. Tu na skraju półwyspu znajduje się osada Świetlica,
a obok niej cmentarz Trojeruczicki, gdzie pochowano 92 zmarłych z chorób i wycieńczenia.
Na zdjęciu obok kapelan Rodzin Katyńskich ks. Zdzisław Peszkowski błogosławi miejsce
ich ostatniego spoczynku.
Nazwa cmentarza pochodzi od ikony Matki Bożej Trzyręcznej z Ostaszkowa.
Decyzją Politbiura w końcu lutego lub w początkach marca zarządzono likwidację obozów jenieckich.
Znaczyło to tylko jedno - rozstrzelanie. Jeńców likwidowano na podstawie ściśle tajnych list przekazywanych bezpośrednio
z Moskwy do obozów (ocaleni świadkowie twierdzą, że listy były dyktowane komendantom obozów
przez telefon).
Fragment takiej listy, z nazwiskiem mojego Dziadka (nr 27), pokazuję niżej.
![]()
"Lista śmierci" w tłumaczeniu:     
Sądzę jednak, że liczba "100" była dobrana także ze względu na "wysoką" inteligencję rewolucyjnego personelu. Już Lenin doskonale rozumiał, że inteligencja jest niebezpieczna dla jego rządów i ci, którzy nie byli z nim lub przy nim zostali wymordowani. Reszta to sól ziemi, ślepo oddani, debilowaci robotnicy i chłopi dla których dostępnym liczydłem były tylko własne ręce. Ta "setka" to wszystkie palce u rąk tyle razy ile tych palców. Łatwo było się doliczyć, czy wszyscy dotarli do łap oprawców.
Likwidacja obozu ostaszkowskiego trwała od 4 kwietnia do 19 maja 1940 r. Za przebieg fizycznej likwidacji
więźniów odpowiadał funkcjonariusz centrali NKWD, niejaki Błochin i komendant
twerskiego więzienia.
Codziennie, jeńców wybranych według list, pędzono pieszo, przez zamarznięte
jezioro (ostatnie, majowe transporty już przez Ostaszków), do stacji kolejowej Soroga, przewożono
w wagonach więziennych zwanych "stołpynkami" do Kalinina (obecnie Twer) i ze stacji
"czarnymi krukami" (potoczna nazwa samochodu-więźniarki) do więzienia
w piwnicach NKWD. Egzekucje zaczynano o zmroku, w specjalnej sali wyłożonej
materiałem dźwiękochłonnym (wojłokiem). Kończono z nastaniem świtu. Dodatkowo, aby zagłuszyć strzały, na
całą noc uruchamiano wielkie wentylatory. O świcie, zakrytymi samochodami, zwłoki wywożono
do lasu nad rzeką Twercą, do ośrodka wypoczynkowego NKWD we wsi Jamok koło Miednoje. Z obozu ostaszkowskiego ocalały 124 osoby wysłane do Griazowca, przez obóz Pawliszczew Bór. | |||||||||||||||||||||||||||
|
|
Prawda o bestialskim mordzie na polskich jeńcach wojennych była skrzętnie ukrywana. Pierwsze wieści
pochodzą od Niemców, którzy w kwietniu 1943 r. dokonali ekshumacji ofiar w Katyniu.
Jedynym legalnym wydawnictwem tego czasu była książka Wandy Wasilewskiej "Prawda o Katyniu",
gdzie 17 września był akcją obrony ludności Ukrainy i Białorusi przed Niemcami, a zbrodnia w Katyniu
dziełem hitlerowców (po prostu przepisano ustalenia komisji Burdenki).
Wanda Wasilewska, kanalia niewarta wzmianki, działaczka polskich
komunistów w ZSRR, była niczym innym jak tylko małą trąbą Stalina, której zadaniem
było przetłumaczenie z rosyjskiego i odtrąbienie tego po polsku.
Fakt przemilczania zbrodni
katyńskiej przez państwa zachodnie, skądinąd doskonale poinformowane o sprawcach, szczególnie
przez Wielką Brytanię, stawia je w moich oczach na równi ze zbrodniarzami.
Nie od dzisiaj wiadomo, że polityka to bagno osłonięte żywopłotem "dworskiej etykiety".
Wszyscy wysoko postawieni funkcjonariusze państwowi ZSRR i byłego ZSRR byli doskonale
poinformowani o zbrodni katyńskiej. Na dokumentach katyńskich przekazanych Polsce widnieją
podpisy ludzi zapoznanych ze sprawą. Są tam między innymi podpisy Breżniewa, Kosygina,
Susłowa, Andropowa, Gromyki, Rusakowa, Katuszewa, Ryżkowa, Ligaczowa, Jazowa,
Dobrynina, i Gorbaczowa. Nie kto inny jak Chruszczow wydał polecenie zniszczenia 21857
teczek personalnych jeńców wojennych zamordowanych w roku 1940. Wszyscy wiedzieli i
wszyscy milczeli przez 50 lat.
Dlaczego nie zniszczono pozostałych, nielicznych już, dokumentów? Sądzę, że zrobiła to
"magiczna" siła składanego podpisu. Stanowił on coś w rodzaju osobistej przysięgi o dozgonnym
milczeniu. Był przysięgą na "relikwie" czerwonych przodków i pisemną
zgodą na konsekwencje w razie zdrady.
Przez ten czas sprawę tuszowano, jak tylko było można. Za Bieruta, za "prawdę o Katyniu" można
było iść na stryczek, za Gomułki do więzienia, za Gierka skutecznie szykanowano,
ale już ogólnie, aparat partyjny
uważał, że mówienie o tym "nie jest w dobrym tonie". W wojsku ówczesna "sekta" polityczna miała
wyławiać "wichrzycieli" i wyrzucać z wojska. Ponad pół wieku ciszy i zasłony. Ponad pół wieku
zmowy milczenia. Ponad pół wieku więzienia prawdy i nieśmiałej nadziei.
6 maja 1996 r. Gazeta Wyborcza opublikowała Kalendarium Katyńskie (kolor niebieski
i czerwony - moje uzupełnienia):
Rozstrzelanie 7305 polskich obywateli więzionych na Białorusi i Ukrainie.
Odkrycie grobów w Katyniu (??? - panie Michnik!) i pierwsza
ekshumacja dokonana przez Niemców.
Związek Patriotów Polskich (polscy komuniści) zwracają się z prośbą do rządu ZSRR o
zgodę na utworzenie w ZSRR polskiej jednostki wojskowej.
Artykuł moskiewskiej "Prawdy" i Agencji TASS oskarżający Polaków o współpracę z Hitlerem.
Nota rządu ZSRR zrywająca stosunki z rządem polskim w Londynie.
Formowanie 1 Dywizji im. Tadeusza Kościuszki, ramienia zbrojnego dla przyszłego
komunistycznego polskiego rządu.
W lotniczym wypadku pod Gibraltarem ginie gen. Sikorski. Samolot tonie
dość długo, ale cało wychodzi tylko czeski pilot. Nikt poza nim nie próbuje opuścić
tonącego samolotu, bo prawdopodobnie już w chwili startu żaden z pasażerów nie był żywy.
Gen. Sikorski był prawdopodobnie trzecią osobą wśród aliantów,
oprócz Stalina i Churchila, która znała prawdę o Katyniu. O jedną osobę za dużo.
Działanie komisji Nikołaja Burdenki, druga ekshumacja tym razem dokonana przez
Rosjan. Zacieranie pozostałych śladów.
Prace "Komisji do przeprowadzenia pełnych i całkowitych badań masakry katyńskiej"
powołanej przez Kongres USA. Jej raport całkowicie obciążył ZSRR odpowiedzialnością
za popełnioną zbrodnię.
Komunikat TASS: zbrodnia katyńska jest dziełem stalinowskiego NKWD. Tego samego dnia
prezydent Michaił Gorbaczow przekazuje stronie polskiej pierwsze dokumenty
katyńskie (tzw. listy śmierci).
Rozpoczęcie śledztwa w "sprawie katyńskiej", dochodzenie prowadzi Naczelna
Prokuratura Wojskowa ZSRR we współpracy z Prokuraturą Generalną RP.
Ekshumacja w Charkowie i Miednoje prowadzone przez polskich ekspertów
na potrzeby śledztwa.
Wysłannik prezydenta Rosji Jelcyna prof. Rudolf Pichoja wręcza w Belwederze dokumenty
katyńskie m.in. decyzję Politbiura KC WKP(b) z 5 marca 1940 r. oraz notatkę szefa
KGB Aleksandra Szelepina z 9 marca 1959 r. do Nikity Chruszczowa z
propozycją zniszczenia 21857 teczek personalnych polskich jeńców i więźniów
zamordowanych w 1940 r.
Szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy gen. Andriej Chomicz daje polskiemu prokuratorowi
Stefanowi Śnieżko wykaz 3435 nazwisk więźniów rozstrzelanych przez NKWD na Ukrainie
na mocy decyzji Politbiura z 5 marca 1949 r. (tzw. listę Cwietuchina).
Ciąg dalszy ekshumacji w Miednoje i Katyniu.
Szef Zarządu Zasobów Archiwalnych Federalnej Służby Bezpieczeństwa gen. Anatolij
Krajuszkin oficjalnie informuje, że teczki osobowe i wyroki śmierci wydane przez
trójkę NKWD ZSRR (Mierkułow, Kabułow, Basztakow) zostały spalone na Łubiance na
przełomie marca i kwietnia 1959 r. na polecenie Chruszczowa.
Śledztwo w sprawie katyńskiej trwa! Strona rosyjska nie wykazuje zainteresowania.
Rząd polski też nie! Czy "starzy lewicowi przyjaciele" doszli do cichego
porozumienia? Czy może czekają, aż przyschnie świeża rana na ciele niewinnej Rosji
zadana przez niewdzięcznych Polaków?
Kalendarium poszukiwań "zaginionych" polskich jeńców wojennych
Prawie dokładnie rok później w dziwnych okolicznościach ginie gen. Sikorski. Wraz
ze śmiercią generała, w gronie aliantów "uśmiercona" zostaje sprawa Katynia.
|
|
|
Jedynym zadośćuczynieniem dla rodzin ofiar było przekazanie im przez Prezydenta RP medali
pamiątkowych "Katyń", nadanych pośmiertnie ich bliskim, zamordowanym na wschodzie.
Nie... nie przez naszego. Prezydenta RP na uchodźctwie w Londynie. Wałęsa
nie kiwnął nawet małym palcem. Nie stać go nawet było, by zaprosić do siebie przedstawicieli
Rodzin Katyńskich choć adres organizacji był doskonale znany. Nawet "listy śmierci"
organizacja dostała jako ostatnia.
Jak nasz rząd traktuje rodziny ofiar? Przeczytaj poniższy dokument.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych pismem z dnia 8 stycznia 1992 zajęło w tej sprawie
kompetentne stanowisko.
Minister Sprawiedliwości milczał przez lat pięćdziesiąt bez mała, a nie trzeba nikogo
przekonywać, że właśnie Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny ma szczególny obowiązek
występowania z urzędu w poruszonej przez Instytut Katyński w Polsce sprawie.
Ludzie uprawnieni do otrzymania odszkodowań - wdowy po ofiarach zbrodni katyńskiej -
przekroczyły 80 rok życia, dzieci - 50 rok życia.
Instytut Katyński w Polsce domaga się odpowiedzi na pytanie, na co jeszcze czeka
Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny? Czyżby na odejście z tego świata
zainteresowanych, którzy nie doczekają się nawet podjęcia kroków o odszkodowanie?
Napluli im w twarz. Oni odrzekli, że pada deszcz. Czy pamiętasz, kto wtedy był u władzy?
Na dobrą sprawę, czy Polak powinien przyjąć tę azjatycką jałmużnę, która jest niewiele
większa od renty rosyjskiej babci klozetowej? Czy ma pokornie przyjąć następny policzek,
tym razem od dzieci i wnuków zbrodniarzy?
Dla uczczenia pamięci pomordowanych najwięcej robią ich rodziny. Państwo nie przekazuje
tej historii następnym pokoleniom (ukłony dla komuszej minister Łybackiej i jej podobnym).
Pamięć o pomordowanych zginie wraz ze śmiercią ich
bliskich. Patriotyzm stał się pustym słowem. Niemcy doskonale wiedzieli, że naród bez historii
przestaje być narodem. Widać nasza władza czerpie z tej wiedzy pełnymi garściami. Kolejne rządy III Rzeczypospolitej
robią wszystko, aby tak się stało. I takimi już się stajemy.
Mama chciała się dowiedzieć czegoś więcej o swoim ojcu. Jeszcze w roku 1988 wysłała pismo
do Polskiego Czerwonego Krzyża, ale w odpowiedzi otrzymała tylko płachtę kwestionariusza do
wypełnienia. Dziś wiadomo po co i komu to było. Napisała też do archiwum policyjnego
w Łodzi, ale archiwum okazało się więcej niż ubogie. Czyżby PRL zniszczyło wszystko?
Zobacz zresztą sam.
Dla mojej rodziny historia dziadka urywa się z wybuchem wojny. Odkrycie czegoś więcej
ponad to co już wiemy, będzie chyba niemożliwe. Znam jeszcze policyjny numer ewidencyjny Dziadka - 2143 lub
2145. Czy był to numer "nieśmiertelnika"? Nie wiem. Także i szczątków dziadka nie sposób sprowadzić
do kraju. Tu, w swojej Łodzi, ma tylko grób - symbol.
Napisałem też wiersz dla mamy o dziadku, jej ojcu. Czułem, że jestem mu coś winny,
a tylko w ten sposób mogłem uczcić Jego Pamięć.
W imieniu Mamy - syn, Braniewo 5 maja 1996 r.
Znalazłem także nieznaną mi pieśń, śpiewaną zapewne przez jeńców w Ostaszkowie,
na melodię przedwojennej
wojskowej piosenki legionów "Szara piechota". Jej tekst opublikował tygodnik katolicki
"Niedziela" w numerze 12 z 20 marca 2005 r.
Pieśń powstała na przełomie lat 1939/1940, autor słów - nieznany.
| |||||||||||
|
|
Czy tak wyglądała droga po śmierć mojego Dziadka? Jest to możliwe. W artykule Jędrzeja
Tucholskiego "Dzieje zbrodni" opublikowanym w specjalnym numerze historycznym
Gazety Policyjnej z 1991 r. można było przeczytać:
"Dwa były kierunki ewakuacji policji - do Tarnopola i Brześcia nad Bugiem. [...]
W Tarnopolu nastąpiła koncentracja przede wszystkim Policji Województwa Śląskiego, [...]
Początkowo jeńców umieszczono w licznych obozach przejściowych m. in. w Brodach,
Podwołoczyskach, Wołoczyskach, Szepietówce, Talicy, Putiwlu oraz Kozielszczyźnie pod
Połtawą."
|
|
|
W tym samym artykule: "... obóz ostaszkowski - o obostrzonym reżimie - został
przeznaczony dla funkcjonariuszy policji polskiej. [...] Decyzja o zagładzie jeńców
zapadła na przełomie 1939/1940 r. na posiedzeniu Biura Politycznego KC WKP(b). Wywóz
z Ostaszkowa rozpoczał się 4 kwietnia 1940 r.
Obóz, w którym osadzono polskich policjantów, był zlokalizowany w odległości 11 km
od Ostaszkowa, w monastyrze Niłowa Pustyń, na wysepce Stołbnyj na jeziorze Seligier. [...]
6295 jeńców, poczynając od 4 kwietnia 1940 r., pędzono (po skutym lodem jeziorze)
dzień po dniu partiami, do przystanku kolejowego Soroga, gdzie byli ładowani do wagonów więziennych
i przez Biełogoje transportowani do Kalinina (dzisiaj Twer) [...] przewożono ich "czarnymi woronami"
ze stacji kolejowej do Zarządu Obwodowego NKWD przy ul. Sowieckiej, gdzie do wieczora
byli więzieni w celach piwnicznych.
Przez całą noc pracowały jakieś maszyny (były to prawdopodobnie wentylatory), dodatkowo
zagłuszające huk wystrzałów. O świcie kończono egzekucję i samochody odjeżdżały szosą
Moskwa - Leningrad do odległej o około 30 km miejscowości Miednoje, gdzie w lesie,
na terenie rekreacyjnym NKWD, znajdował się przygotowany przez koparkę dół głębokości
około 5 m, mogący pomieścić 250 zwłok.
Trupy zamordowanych zrzucano bezładnie z samochodów, po czym koparka przystępowała
do ich zasypywania, kopiąc od razu kolejny dół. Dołów takich znajduje się na terenie
tego lasu 25 do 26.
Ostatnią partię jeńców przywieziono z Ostaszkowa do Kalinina w dniu 19 maja 1940 r.
Według zeznań Tokariewa, szefa Zarządu Obwodowego NKWD w Kalininie, w więzieniu "rozstrzelano
6295 Polaków i jednego bandytę".
|
|
|
Nazwiska poniżej, to tylko nieliczni mordercy polskich jeńców wojennych, których udało mi się
odnaleźć w dokumentach (kolorem czerwonym - bezpośredni oprawcy jeńców z Ostaszkowa):
Niestety, prawie żaden nie żyje i żadnego nie dosięgła sprawiedliwość. W roku
1991 z żywych morderców odnaleziono
tylko Tokariewa i Soprunienkę.
Za dobrze wykonaną pracę oprawcy otrzymali nagrody pieniężne (zachowały się dokumenty).
Najbardziej aktywni - miesięczną pensję, pozostali po 800 rubli. Podejrzane dla mnie są
okoliczności, w których niektórzy z nich (najaktywniejsi) pożegnali się z tym światem.
Według zeznań żyjących świadków,
prawie wszyscy popełnili samobójstwa, dostawszy uprzednio pomieszania zmysłów.
Ręka Boga czy "rączki" NKWD?
Bezczelność potomków zbrodniarzy nie zna jednak granic. W grudniu 1991 r. sztab generalny
już byłego ZSRR podliczył, że za wyzwolenie Polski jesteśmy im winni 26,7 mld rubli.
Jakiś czerwony generałek niejaki Pokrowski uznał nawet, że cena jest zaniżona
(czyżby to synuś prokuratora ZSRR Pokrowskiego, który oskarżał w Norymberdze?). Cóż,
mentalność morderców nic się nie zmieniła
od czasów carów wielkiej Rusi. Na tyle widać wycenili narzędzia zbrodni zużyte na naszym
narodzie.
W obronie Polaków wystąpił Instytut Katyński, który pyta wprost - co
z odszkodowaniem za:
|
|
|
Nie sposób nie wspomnieć tych, którym po półwieczu pierwszym dane było ujrzeć
miejsce spoczynku pomordowanych. Byli to członkowie polskiej ekipy ekshumacyjnej, członkowie
rosyjskiej prokuratury oraz oficerowie i żołnierze, jeszcze wtedy, Armii Radzieckiej.
Ekshumację wspomagało 54 żołnierzy z Kantymirowskiej Dywizji Pancernej
pod dowództwem ppłk Wiktora Połyncowa oraz Twerski Czerwony Krzyż.
Oczywiście, nie zabrakło też funkcjonariuszy KGB, następców i spadkobierców NKWD. Co prawda nie
wymordowali naszej ekipy, ale na pewno nie będą dobrze wspominani. Gotowi bardziej przeszkadzać
(co robili) niż pomagać. Gen. Łakomcew, kpt. Kałasznikow, Kriwow, Skobielew, Kapitanow i
inne kanalie z KGB panoszyli się podczas ekshumacji, próbowali zwalniać pracę a nawet podburzać żołnierzy.
Spuścili z tonu, jak napisał Jędrzej Tucholski, dopiero po nieudanym puczu Janajewa.
Jak bolszewicy i ich progenitury nienawidzili Polaków niech świadczy fakt, że
na pogrzebanych zwłokach w wykopie nr 1 jeszcze w roku 1965 postawiono szambo.
W dniach 15-31 sierpnia 1991 r. dokonano pierwszej, sondażowej ekshumacji, pochówku
zbiorowego polskich policjantów pod Miednoje. W dniu 31 sierpnia 1991 r. po eksploracji
dołu nr 1 przeprowadzono uroczysty pochówek znalezionych szczątków w osobnym grobie.
Określono także, że pochowane szczątki należały do conajmniej 243 zwłok.
Pierwszy transport z Ostaszkowa odszedł 4 kwietnia. Z zeznań Tokariewa wynika, że
ponad 300 ludzi nie można było zabić w ciągu jednej nocy, więc prawdopodobnie egzekucję
dokończono w dniu następnym. Jeśli wielkość jednego transportu ustalono na 250 jeńców,
to prawdopodobnie dziennie rozstrzeliwano na podstawie trzech list.
Jeśli moje
rozumowanie jest słuszne (wybacz mi tą suchą szczerość), to w dniach:
|
|
|
W końcu lat 80-tych Stowarzyszenie "Rodzina Katyńska" w Łodzi rozpoczęło przygotowania do
odsłonięcia pomnika pamięci Polskim Jeńcom Wojennym z Kozielska, Starobielska, Ostaszkowa
i innych obozów zamordowanym w 1940 r.
Fundusze na budowę
pomnika zgromadzono sprzedając "cegiełki" po 1000 ówczesnych złotych. Kupowali je
przede wszystkim sami zainteresowani - matki, żony i dzieci ofiar pomordowanych
na wschodzie oraz zwykli ludzie czujący potrzebę uhonorowania ofiar. Państwo, już
przecież "wyzwolone" nie wykazało zbytniego zainteresowania. Początkowo pomnik
miał stanąć przed kościołem garnizonowym pw. św. Ducha, ale w końcu, po perypetiach natury prawnej,
akt erekcyjny wmurowano przed kościołem Matki Boskiej Zwycięskiej w dniu 15 sierpnia 1990 r.
W akcie erekcyjnym zapisano słowa - "Pomnik ten niech pozostanie przestrogą dla
agresorów dążących do pohańbienia człowieka i wieczystym świadectwem triumfu prawdy
nad zmową milczenia".
Pomnik odsłonięto w dniu 16 września 1990 r. w przeddzień 51 rocznicy napaści ZSRR na Polskę
przed kościołem pw. Matki Boskiej Zwycięskiej przy ul Łąkowej w Łodzi. Na pomniku
widnieje napis - Katyń 1940, pomordowanym z Kozielska, Starobielska, Ostaszkowa i
innych obozów. Pod napisem sylwetka krzyża Virtuti Militari.
Pięć lat później 17 września 1995 r. to samo stowarzyszenie doprowadziło do odsłonięcia tablic
pamiątkowych z nazwiskami pomordowanych. Jest także tam mój Dziadek (piąty od dołu w lewej kolumnie,
przysłonięty czerwoną różą).
* * *
W dniu 13 kwietnia 1943 r. po raz pierwszy berlińskie radio hitlerowskich Niemiec nadało komunikat o odkryciu masowych
grobów oficerów polskich w Katyniu pomordowanych wiosną 1940 r. przez bolszewików.
Ten dzień ustanowiono jako
Kwiecień 2004 r. - Warszawa, pomnik przy placu Zamkowym.
Ogólnonarodowe obchody
Światowego Dnia Pamięci Ofiar Katynia. Czy zauważyłeś to
ogromne zainteresowanie pana Prezydenta? Czy zauważyłeś to ogromne zainteresowanie
polskiego rządu? Czy zauważyłeś to ogromne zainteresowanie tych przypadkowych
"wybrańców narodu" pospolicie zwanych sejmem i senatem?
Jest też współczesny policjant, ale z zajmowanej pozycji widać, że nie ma nic
wspólnego z uroczystością i nie jest nią absolutnie zainteresowany.
On musi pilnować, żeby przypadkiem starszym paniom i panom nic "nie strzeliło do głowy".
A nuż rozgoryczeni ruszą na Wiejską, Krakowskie Przedmieście czy Belweder.
Na tym polega współczesna tragedia Katynia, Charkowa i Miednoje. Absolutny
brak zainteresowania naszych, polskich
czynników państwowych doprowadzi do takiego paradoksu, że niedługo to święto
zamiast Polaków będą obchodzić tylko Niemcy i może wnuki morderców.
Dziś o prawdę walczą już nieliczni, coraz starsi i coraz bardziej schorowani ludzie,
którym zaczyna brakować sił, a przede wszystkim życia, bo usilnie dba o to
utworzony przez lewicowego psychiatrę i pociotka dr Mengele - Narodowy
Fundusz Zgonów. Sztafetę prawdy przejmują wnuki i prawnuki pomordowanych, ale droga
do niej jest coraz bardziej wyboista i jeszcze bardziej "pod górkę". Nie wszyscy "Polacy" są tym
zainteresowani, młodzieży w szkołach nie uczy się o naszej martyrologii, a w rządzie i
w parlamencie zasiadają ludzie coraz bardziej przypadkowi - prostacy, złodzieje,
oszuści, kryminaliści,
pijacy i pieniacze, których interesuje tylko rozkradanie kraju i własna kiesa, a
cmentarze Pamięci Narodowej na wschodzie otwiera pijany "wszystkich Polaków".
Żadne Ministerstwo
Edukacji nie było i nie jest zainteresowane programem nauczania o najnowszej historii.
Komuniści w parlamencie "czwartego miotu" tłamszą i niszczą działania Instytutu
Pamięci Narodowej. Rząd nie widzi potrzeby porozumienia się w sprawie cmentarzy polskich
na wschodzie, a jeden Andrzej Przewoźnik (sekretarz Rady Ochrony Pamięci, Walk
i Męczennictwa) tego nie uczyni. Czy to jest szacunek do naszej przeszłości? Czy to jest szacunek dla tych,
którzy życie oddali za Polskę? Dzisiejsza czerwona Targowica po raz kolejny sprzedała
nas Moskwie.
Kwiecień 2005 r. - Dziwnie w tej naszej Polsce. W dniu 13 kwietnia
(Światowy Dzień Pamięci Ofiar Katynia) odbyły się tylko drobne manifestacje przed
ambasadą rosyjską, a jeśli były jakieś przed pomnikami pomordowanych, to prasa i telewizja jakoś
je przemilczały. Widać mało medialne lub zbyt kameralne, a być może brakowało wypasionych
gęb politykierów? Czy media wzięły na "przetrzymanie" czy otrzymały prezydencko-rządowe dyrektywy?
Możliwe, bo oficjalne czynniki postanowiły uczcić pomordowanych trzy dni później (dlaczego?).
Pokazali się też starzy, sprawdzeni towarzysze, bo wybory blisko, a notowania mniej niż mierne.
Wodza narodu nie było, wysłał za to nowego lokaja, prawnika i jedną nawiedzoną. Prezydentowi
Polska już "zwisa", bo jest obrażony za "Orlen" i bezczelne obnażenie działań fundacji jego żony
"Pieniądze bez barier", a i trzeciej kadencji też już nie będzie. Ważniejszy dla niego jest
wyjazd z towarzyszem Jaruzelskim na "Dien Pobiedy" do Moskwy, gdzie pokaże się w
doborowej stawce wielkich demokratów - Łukaszenki, Turkmen-paszy i
oczywiście batiuszki Putina.
Ale co się stało z innymi? Gdzie ci "patrioci" z Ligi Pana Romana? Gdzie ta jego
Wszapolska młodzież - bijące serce LPR? Gdzie te oszustki i kryminaliści z Samoobrony?
Gdzie te
"Sejmowe G..." Jagiellińskiego? Gdzie ta sól ziemi z PSL, co wszystko rozpoczyna od ryku
"Nie rzucim władzy skąd nasz zysk"? Gdzie w końcu ci przyszli "zbawcy narodu" z PiS i PO???
Nie było żadnych i nie ma się czemu dziwić, skoro w tej hołocie
przeważają tak bezczelni, że wzięli nawet państwowe diety za "prywatny" wyjazd na
pogrzeb naszego Papieża.
Rodziny Katyńskie zmieniły taktykę widząc, że polski rząd, sejm i senat nic nie
zrobili w ich sprawie, dlatego teraz w małych demonstracjach domagają się od Moskwy,
by ujawniła jeszcze miejsca pochówku ponad 7000 Polaków pomordowanych wiosną 1940 r.
przez NKWD. Historycy przypuszczają, że są to Bykownia i Kuropaty, ale nie ma możliwości
sprawdzenia tego na miejscach zbrodni, bo na Białorusi panuje Łukaszyzm. W grudniu 2004 r. polskie śledztwo w tej sprawie
rozpoczął Instytut Pamięci Narodowej, jak wbrew wcześniejszym obietnicom Rosjanie
odmówili przekazania Polsce akt 14-letniego pozorowanego śledztwa. Instytut nie ma jednak poparcia ani w
kancelarii prezydenta ani w rządzie ani w "tuczarni" z Wiejskiej, więc
dalsze rokowania są więcej niż złe.
9 maja 2005 r. - Na tym dniu chyba zakończę cały ten artykulik. Pamięć o
Dziadku jest ważniejsza od tego politycznego szamba. Polski prezydent pojechał na 60
rocznicę zwycięstwa nad faszyzmem do Moskwy tylko po to, by zostać upokorzonym przez
pogrobowców Stalina. Na pokaz (chyba tylko dla Polaków), w ulewnym deszczu zmusił się do wygłoszenia
paru oklepanych frazesów w cichym zakątku moskiewskiego cmentarza nad symbolicznymi grobami
pomordowanych rodaków oraz w kameralnym gronie ambasady polskiej, gdzie wysłuchała go
garstka polskojęzycznych towarzyszy. Za to rosyjscy weterani wojny byli wniebowzięci, bo władza
dała im po goździku, parasolce, szklance wódki oraz łaskawie pozwoliła się cieszyć i pobrzęczeć medalami.
Rano wszystkich emerytów i rencistów wsadzono na antyczne ciężarówki i przez Plac Czerwony
przetoczyła się narodowa "Love Parade - Moskwa 2005" przy techno-ojczyźnianych dźwiękach,
którą zakończył przelot kilku zabytkowych odrzutowców.
Cała Polska zobaczyła prawdziwą twarz dzisiejszej Rosji. Główną trybunę ustawiono przed mauzoleum
woskowego dziadka - Lenina,
dokładnie zasłoniętym, bo na sztandarach panoszył się jego partyjny wróg - Stalin,
a na trybunie w pierwszym rzędzie
(aż przetarłem oczy ze zdumienia) państwa faszystowskiej osi w komplecie - kanclerz
Niemiec, premier Włoch, premier Japonii oraz dyktator Wszechrusi -
syn KGB i wnuk NKWD - car Władimir Pierwszy.
Żeby nie było wątpliwości - ogromny plakat, na którym wyjaśniono nieświadomym prawdy, że wojna dla Stalina
rozpoczęła się dopiero w czerwcu 1941 r. Nasz "pierwszy" tow. Kwaśniewski
pełen rozpierającej dumy, bo już w trzecim rzędzie, a mogło być gorzej. Prezydent Putin w krótkich słowach
podziękował wielkiej Rusi za zwycięstwo nad faszyzmem, które uzyskała przy drobnej pomocy USA,
Wielkiej Brytanii, Francji oraz... antyfaszystów z Niemiec i Włoch. O Polakach ani słowa.
Po więcej niż szybkim powrocie tow. Kwaśniewski natychmiast zwołał konferencję
prasową gdzie stwierdził, że jego wizyta była bardzo potrzebna, owocna i konstruktywna, a
przemówienie prezydenta Putina określił jako "niezwykle poprawne politycznie, ważne i
wyważone wystąpienie okolicznościowe"... Szczęka mi opadła w pierwszym momencie, ale później
zrozumiałem - nie wolno drażnić "wielikoj Rusi".
Przelałeś krew na darmo drogi Dziadku, spoczywaj przynajmniej w spokoju na tej bydlęcej
ziemi, bo dzisiejsza Polska pod rządami pociotków komuny takiej krwi nie szanuje.
|