SZARODZIENNOŚĆ
czyli o czym rozmyśla bezrobotny obywatel nie uwikłany w trud rządzenia państwem.

• Polityków wybierasz po to, aby twoją niezbyt wesołą rzeczywistość czynili jeszcze gorszą. •

K
to rządził w polskiej piłce nożnej? Już wiadomo, że cwaniacy mający oparcie u takich samych cwaniaków za granicą. Chcąc walczyć z korupcją w polskiej piłce nożnej należało zacząć od FIFA i UEFA. Jak to jest możliwe, by suwerenny kraj nie mógł zrobić porządku we własnym piłkarskim bagnie? Widać to dokładnie po reakcji europejskich związków, które każą sądzić, że korzeni naszego "piłkarskiego pokera" należy szukać także poza granicami naszego kraju. Już straszy się kibiców wykluczeniem naszych reprezentacji z rozgrywek. Ludzie nie dajmy sie zwariować. Polska piłka nożna zamiast radości i dumy dawała tylko zwiększoną liczbę zawałów serca, nadprodukcję śliny i powiększała statystykę używania wyrazów na "k". Nic się nie stanie jak naród odetchnie na jakiś czas od parodii piłki nożnej w wykonaniu nadmiernie opłacanych "baletnic", które na boisku nie odbiegają od Gołoty na ringu. Końca świata przez to nie będzie, a jest nadzieja, że zacznie się początek prawdziwej i sportowej piłki nożnej. Najważniejsze jest to, że wreszcie odejdą łachudry, które polską piłkę traktowały jak własny folwark, a z telewizji znikną opasłe ryła towarzyszy z PZPN i ich bezczelne, błazeńskie tyrady.

W
mediach rozgorzała dyskusja na temat amerykańskiej tarczy antyrakietowej na terenie Polski. Tak na dobrą sprawę proszę się zastanowić, co to takiego. Mają być zainstalowane rakiety o zasięgu "tylko" kilkuset kilometrów i tylko głupek nie zajarzy, czyje rakiety mają być strącane. Wiadomo też, że taka baza, ze względu na umieszczenie w niej najnowszej techniki, nie może być dostępna dla nikogo z Polski, bo "czekiszczakiści" w dalszym ciągu współpracują z "putinowszcziną". Będziemy mieli następne "Borne Sulinowo", tyle że pod innym sztandarem, a więc coś w rodzaju kubańskiego Guantanamo. Oczywiście będzie potrzebne tam lotnisko, więc lotnisko w Szymanach nie będzie już niepotrzebne i pies z kulawą nogą nie będzie wiedział, co tam wylądowało i do czego ma służyć. Nie jest wykluczone, że po radzieckich głowicach jądrowych, będziemy mieli "bezpieczniejsze" - amerykańskie. Pójdźmy dalej. Rakiety z tej bazy będą strącać rakiety lecące na zachód, czyli głowice będą spadać na nasze terytorium i zapewne nie będą to głowice konwencjonalne. Wobec tego należy przypuszczać, że tarcza nie ma chronić Polski, ale przede wszystkim Niemcy wraz z ich amerykańskimi bazami. Reasumując - tarcza ochronna, która w teorii ma chronić nasze terytorium, chronić go nie będzie, a w razie konfliktu przyspieszy tylko tylko naszą agonię. Baza, która powstanie będzie kolejnym stanem USA, do którego nikt z Polski nie będzie miał dostępu, a więc będzie poza kontrolą państwa. Mit obrony Polski przez NATO, doprowadził do kompletnego rozpieprzenia narodowych sił zbrojnych, które na dzień dzisiejszy stanowią tylko magazyn armatniego mięsa dla USA i NATO oraz wytworzenia jedynej namiastki nowoczesnego wojska jaką jest jednostka GROM, której jedynym zadaniem jest i będzie ochrona rządu i generałków z MON wraz z ich rodzinami. W zamian za to wszystko dostaniemy jakieś "owsiakowe" propozycje w postaci jeszcze bardziej nowoczesnej fabryki frytek, przerabiającej amerykańskie kartofle hodowane na GMOJ'u. Czy Polacy powinni wypowiedzieć się w referendum na temat "tarczy"? Zdecydowanie tak. O oddaniu w obce ręce skrawka ziemi ojców winien wypowiedzieć sie naród, a nie rząd, choćby nie wiem jaki dobry i całkowicie propolski.

J
ak donosi "Rzeczpospolita" najbardziej niebezpiecznym miejscem w Polsce nie są drogi, podróże koleją czy samolotem, a pobyt w państwowym szpitalu. Dziesięć tysięcy Polaków rocznie umiera z powodu zakażeń szpitalnych. Zakażenia szpitalne pochłaniają rocznie prawie dwa razy więcej ofiar niż wypadki samochodowe i trzy razy więcej niż zabija rak piersi. Tak Polacy wyszli na lewackiej reformie służby zdrowia i wprowadzeniu Narodowego Funduszu Zgonów. Mechanizm jest ponoć bardzo prosty. Ograniczenie liczby personelu medycznego spowodowało brak czasu na mycie rąk i ponoć szpitale muszą wybierać - albo powolność obsługi pacjenta spowodowana częstym myciem kończyn górnych albo zarażanie śmiercionośnymi mikrobami, których to każdy szpital ma ponoć mnóstwo. I pomyśleć, że łachudra który reformę firmował swoim nazwiskiem żyje dalej i opływa w luksusy, podobnie jak reszta lewactwa lecząca się przezornie w specjalnie wyznaczonych szpitalach "nur für Knesejm", doskonale wyposażonych za pieniądze całego narodu.

M
inister Obrony Narodowej ubolewa, że wiekszość wojskowych uważa gen. Jaruzelskiego za bohatera, a płk. Kuklińskiego za zdrajcę. Pan minister nie raczy zauważać, że w wojsku (i nie tylko) do roku 1990 obowiązywał jeden tylko słuszny obraz historii Polski oparty o wywody historyków bolszewickich. Od roku 1990 obowiązuje historyczny nurt "kuronio-geremko-michnikowszcziny", który nie różni się niczym od poprzedniego i obowiązuje do dzisiaj. Jak więc Polacy mogą wyrobić sobie własne zdanie nie znając prawdy? Wywody ministra opierają się o opinie wojskowych pracujących na ciepłych posadkach w MON, których korzenie tkwią nadal w Polsce Ludowej. Jeśli nadal w Polsce będzie się uczyć zakłamanej historii, to i za 100 lat wyniki sondaży będą takie same.

P
olski sondaż erekcyjny członków partii donosi, że Donaldowi się podnosi, a Jarosławowi opada. Reszta, czyli kmioty i arbuzy, lewitują w 5% półzwisie, co oznacza, że jakby dziś odbyły się wybory to itd., itp... Wahnięcie spowodował zapewne upadek stosunku do pracy pierwszej bufetowej stolicy z powodu "majątek jej mąż", a co ona sama nazywa polityczną zemstą rządowego Ludwika, bo niby on się boi, że ona odkryje afery PiSu w stolicy. Inne sondaże bez zmian - prezydent do d..., premier do d..., rząd do d... i tylko komuchy cacy.

L
ewackiej hucpy ciąg dalszy. Były poseł, który siedział w pierdlu za niewinność, pisze do do maszałka sejmu o ... zapomogę. Ma ponoć dożywotnią rentę w wysokości 1900 polskich złotych za jakiś wypadek samochodowy (czy tak "niską" rentę dostał za obrażenia czy tylko za to, że był posłem SLD - nie wiadomo, choć wszystko wskazuje na to drugie) i bidula nie może przeżyć do pierwszego. To niech się łachudra popyta jak to robią inni renciści, co muszą przeżyć każdy miesiąc za 200 złotych, albo niech popyta tych, co muszą dzięki takim jak on, grzebać w śmietnikach. Ciekawe, czy były "zakład pracy" przychyli się do jego prośby. Może by tak wszyscy, którym nie starcza do pierwszego, zaczęli pisać o zapomogi do sejmu?

D
zisiaj (24 stycznia) około godziny 15-tej nastąpił potężny wybuch na Słońcu. Między 15:00 a 15:30 wielkość wybuchu osiągnęła wielkość samego Słońca. Oczywiście sprawa jest tak błaha, że tego nie podano nawet w ciekawostkach. Chętnych do obejrzenia zdjęć z satelity SOHO zapraszam na stronę  przeczytaj . Należy zaznaczyć "LASCO C3" (pod IMAGE TYPE) a potem pod "Start and End Dates" wpisać w lewy prostokącik - 20070124 i kliknąć na "Search". Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że Słoneczko powinno "spać" w najlepsze, bo jest w okresie najmniejszej aktywności (jak to głosi wszechwiedząca nauka).

K
rasnoludy z Wsilandu nie dają za wygraną, a ich Gazeta Wyrodna podniosła lament - W komisji weryfikującej Wojskowe Służby Informacyjne pracują ludzie Antoniego Macierewicza, Bogusława Nizieńskiego, urzędnicy IPN i działacze PiS. Wśród weryfikatorów nie ma osób związanych z wojskiem. Hehehe... A kto niby ma pracować? Komisja Michnika poszerzona o Kiszczaka i Jaruzelskiego, wzmocniona doradcami w postaci Olina, Kata, Ałganowa, Żagla i Kuny? Dlaczegóż to nie ma wojskowych? Ano dlatego, że żaden pies nigdy samemu nie wygryzie swoich pcheł. Jak widać, tęsknota za czystą michnikowszcziną dalej bełta marksistowskie mózgi czerwonej demokracji.

P
onoć pan prezydent (jak był mniejszym prezydentem) nakazał zwolnić pielęgniarkę za to, że pielęgniarka się zdziwiła na jego widok. Ile w tym prawdy nie wiadomo, bo teraz gazety opisują wszystko, co "wymyśli głowa" i ponoć tylko nekrologi są prawdziwe, choć i tego do końca nie wiadomo, bo wszystko cenzuruje niejaki nadredaktor "wyrodnej". A mnie interesuje, jak dziś sobie radzą wyrzuceni pracownicy z sejmowej knajpy oraz kto i dlaczego do dzisiaj serwuje tam gorzałę wbrew prawu (100 metrów od miejsca kultu czyli kaplicy sejmowej zawsze wychodzi poza sejmowymi murami). A może rządzenie jest tak skomplikowane, że "biez wodki nie razbieriosz"? Muszą jednak coś pić, bo jak mawiał Laskowik, jakby pili wodę, to by głupot nie gadali.

P
ierwsza bufetowa RP, uczona w prawie, przeprosiła wyborców za zamieszanie z powodu nieznajomości prawa. Z urzędu może zwolnić ją tylko sąd, bo tylko on umie czytać popieprzone prawo i interpretować je w "poprawny" sposób. Ona przyznaje, że spóźniła się tylko 10 godzin, a nie dwa dni, tak jakby to miało jakieś znaczenie. Wielki Donald nic nie wskórał u Jarosława w jej sprawie i Partia Obrażonych jeszcze bardziej się obraziła. Jak widać, bez kolesiostwa trudno jest robić karierę i za cholerę nie da się naciągnąć prawa. Teraz Hajke papla, że wojewoda wprowadził ją celowo w błąd. Hehehe... Oczywiście, bo ona taka kształcona w prawie, że trzeba jej podpowiadać, co trzeba robić a co nie. Coś kręcicie Hajke, kręcicie...

P
atrząc na to, co się zaczyna dziać w partiach politycznych możnaby sądzić, że już za chwile będzie wiosna. Rozpoczęło się wielkie rykowisko i byki walczą o dominację w stadzie. W stadzie obrażonych bezbarwny przywódca stada walczy z barwnym potencjalnym następcą, a w stadzie lewaków byk nieumoczony wziął się za rogi z umoczonym. Stada zdyscyplinowane stoją z boku w kupie i czekają kogo zwycięstwo wyniesie do roli przewodnika i tak do następnej rui. Walki są efektowne ale mają jedną wadę - niczego nie zmieniają, bo do władzy dochodzi najsilniejszy w mięśniach a nie w rozumie.

T
raktor do tankowania - albo - Serwer pobierz dane. Tu nie chodzi o inteligentne maszyny, a o nawoływania ukraińskiej matki do karmienia swoich dzieci. Takie bowiem Ukraińcy wybierają imiona dla swych pociech. U nas możnaby upowszechnić imię Bieda. Też ładnie - Bieda, choć dam ci zapomogę.

O
statnimi czasy fora internetowe, zachodnie media, a nawet już i nasze zabierają głos na temat daty 21 grudnia 2012 roku. Będzie koniec świata czy nie będzie, a jeśli będzie, to jaką przybierze formę - czy będzie to odnowa duchowa ludzkości czy totalne zniszczenie wszystkiego, co w morzach, powietrzu i na ziemi, które zakończy tą pseudonaukową epokę "Darwonu". Dyskusja przybiera już formę kłótni gdzie tzw. ateistyczni racjonaliści odsądzają od czci wierzących w Boga, objawienia i przepowiednie, a ci drudzy nie pozostają dłużni. Rozgorzała walka na słowa (na razie) stworzonych przez Boga z ewolucyjnymi potomkami szympansa bonobo. Kto będzie miał rację - nie wiadomo, choć wszyscy bez wyjątku podświadomie odczuwają strach, który stopniowo będzie narastał osiągając kulminację w grudniu 2012 roku... Jak zatem będzie? Czy 21-go od samego rana dać "w żyłę" na maxa, bo jutra nie będzie? Sądzę, że przydadzą się słowa otuchy... Żył w Polsce człowiek wielce odpowiedzialny za swoje czyny i słowa. Nazywał się Andrzej Czesław Klimuszko. W swojej książce "Moje widzenie świata" zawarł słowa - "Widzeń swoich o charakterze ogólnoludzkim ani też żadnych przepowiedni nie podaję chociażby dlatego, aby nie były fałszywie interpretowane. Na marginesie zaznaczam, że widziałem tragiczne losy trzech narodów. Jeśli chodzi o nasz naród, to mogę nadmienić, że gdybym miał żyć jeszcze lat pięćdziesiąt i miał do wyboru stały pobyt dla siebie w dowolnym kraju na świecie, wybrałbym bez wahania jedynie Polskę, pomimo jej nieszczęśliwego położenia geograficznego. Nad Polską bowiem nie widzę ciężkich chmur, lecz promienne blaski przyszłości.". Czesław Klimuszko zmarł 25 sierpnia 1980 r. Cóż zatem? Ano, głowa do góry...

D
la tych, którzy wiedzą jakie wyciągnąć wnioski, zamieszczam notkę Jakuba z forum "Kod Czasu" - Otrzymałem prywatną informację o tym, że Indianie Hopi wynoszą się z terenów nizinnych w góry. Decyzja o przeniesieniu się całego narodu na tereny położone wyżej ma zapewne związek z przepowiedniami tego jednego z najstarszych plemion Indiańskich. Wódz Hopi - Biały Niedźwiedź - jest autorem historii o zagładzie Kaskary i o boskich nauczycielach - Kaczynach.

C
zy jest jeszcze ktoś w Polsce (oprócz ministra Religi), kto wierzy w reanimację polskiej służby zdrowia? Będąc jeszcze dyrektorem kliniki kardiologicznej, Religa brał rząd "na górnika" - jeśli nie będzie pieniędzy, to on w telewizji będzie mówił, co myśli. Rząd miał taki wybór jak zwykle z górnikami - albo pieniądze, albo strajk na grubie i najazd na stolicę w celu jej "upiększenia". Władza nie miała wyboru, bo musiała dbać o swój wizerunek, przynajmniej za granicą (a szczególnie w Izraelu i USA), więc pieniądze dawała i na jakiś czas kupowała spokój. Potem nasz kardiolog wstąpił do bliskiego sercu lewackiego sojuza, gdzie całym organem poparł program utworzenia Narodowej Fundacji Zgonów, wedle planu jakiejś zezowatej, psychicznej miernoty. Będąc ambitnym, ale mało widocznym towarzyszem, założył własną partię "Centrum", która zadziałała identycznie jak słoik chemicznych super witamin o tej samej nazwie. Z wierzchu kolorowe opakowanie, ulotka z zapewnieniem zdrowia, ale na dłuższą metę rozwalała organizm od środka. Partia też nie wytrzymała. Dzisiaj minister Religa siedzi w rządzie PiS i dalej realizuje zdrowotną politykę lewaków, nawet nie myśląc o tym, że ten system zdrowia jest do dupy, bo był stworzony nie po to by leczyć, ale po to by wyciskać pieniądze od coraz biedniejszego narodu. Pierwszy punkt - wypędzenie lekarzy "za chlebem" i "odstrzał" personelu pomocniczego wykonano perfekcyjnie i przystąpiono do następnego punktu - likwidacji "nieopłacalnych" szpitali, które można będzie wykupić za darmochę i przerobić na lofty albo na galerie sztuki abrahamowej, a z łaski zostawić po jednym szpitalu na województwo. Pomimo pewnych sukcesów w deratyzacji państwa, PiS nie ma absolutnie żadnego pomysłu na służbę zdrowia i tym samym wpisuje się w lewacko-liberalny plan eksterminacji narodu. A Religa? Z każdego kardiologa można zrobić polityka ale z polityka kardiologa już nie, bo nawyki inne. Pan doktor zasmakował w darmowych pieniądzach i żadnego serca już nie wyleczy, a służba zdrowia jak zwykle będzie czekać na coroczną ściepę narodu na leczenie, organizowaną przez Wielką Kapelę niespełnionego witrażysty. Każdy ma czyste sumienie, a umrzeć i tak musi każdy i nieważne, że bogaty w czyściutkim łóżeczku a biedny w zafajdanym śmietniku...

P
omaleńku nasza służba zdrowia zbliża się do poziomu lat powojennych. Wzrosła liczba zachorowań na gruźlicę, a ostatnio w mieście stołecznym alarmuje się o wzroście wszawicy. Pierwsza to zapewne skutek permanentnego niedożywienia narodu, ale już druga to efekt postępującej nędzy i spadających warunków higieny, przede wszystkim w dużych skupiskach ludzi, bo żaden "adiekałon" bakterii nie wybije. Są to efekty braku kontroli w podstawowych środowiskach. Nie pamiętam kto zlikwidował funkcje higienistek w przedszkolach i szkołach, bo u nas jak zwykle za wszystko (i to od roku 1945) winien jest minister System, choć należałoby znaleźć tego obywatela i przykładnie, publicznie wychlastać go po pysku. Podobnie szuka się winnego różnych chorób poza granicami kraju. Medyczna gerontokracja doszła do wniosku, że sepsę dostaliśmy w ramach internacjonalizmu aż z Afryki (może przy okazji AIDS?). Dlaczego stwierdzono to tak późno? Czy dopiero teraz zaczęto ją badać, czy też jest to potrzeba chwili? Raczej to drugie, gdyż nie sposób wytłumaczyć narodowi, że miało się to głęboko w dupie, a jak się powie że to z Czarnego Lądu to naród wyrozumie i będzie umierać spokojniejszy, bo na układy nie ma rady. W ramach ochrony dziewiczej przyrody polikwidowano też specjalistów od odszczurzania (dziś na zasadzie "zrób to sam"), więc tylko patrzeć jak dorobimy się epidemii dżumy, a to już ciężko będzie zgonić na Murzynów.

M
inister Defensywy podał się do dymisji i została ona przyjęta. Zwyczajna sprawa, ale nie dla gazeciarzy. Dla nich to kolejna sensacja i powód do szukania przyczyn. A to - że plotkował za granicą, a to - że nie się nie lubieją z innym ministrem itd. Każdy powód jest dobry, byle gazeta zeszła wypełniona byle czym. Hehehe... Wysunięto nawet dziwaczną tezę, że usunięcie ministra spowoduje wzrost śmiertelności na misji w Afganistanie. Ba, okazuje się nawet, że na wojsku znają się nawet utytułowane baby, dla których odejście ministra to narodowa tragedia. Prawda jak zwykle leży gdzie indziej i nie zostanie ujawniona, bo prawda jest o wiele gorsza i leży na styku politycy - wojskowi. Jeśli ktoś myśli, że minister ma wpływ na wojsko, to żyje w innym świecie. Prezydent (zwierzchnik papierowy) czy minister obrony (tzw. zwierzchnik polityczny) w armii ma tyle do gadania, co (za przeproszeniem) Żyd za okupacji, bo tam w dalszym ciągu rządzi komuszy tabun wężyko-pagonnych. Dlaczego do tej pory nie zakończono restrukturyzacji armii? Bo jest permanentny sprzeciw wojskowego "salonu". Mamy kilkanaście dywizji, a generałów liczy się w setkach, więc ta armia "telewizyjnych prezenterów" po restrukturyzacji straciłaby wysokie apanaże, przywileje i dodatki, a przede wszystkim władzę. Od roku 1990 w wojsku nie zrobiono nic oprócz planowej dezorganizacji czyli rozpieprzenia tego, co działało w miarę dobrze. Sztandarami z napisem "Bóg, Honor i Ojczyzna", z etatowym tylko "kałachem" oraz sprzętem o dawno minionej świetności ziemi i narodu się nie obroni. Tak więc dymisją nie ma się co przejmować, bo niczego to nie zmieni. Rząd, to tylko specyficzna przychodnia i bez przerwy słychać - następny proszę...

K
olejny sukces nowoczesnej medycyny - trzem osobom wraz z organami wszczepiono klasyczną białaczkę, która już jednego "uszczęśliwionego" biorcę przeniosła do krainy wiecznej szczęśliwości, a dwaj pozostali czekają jeszcze w kolejce. Oczywiście nie na zachodzie a u nas, gdzie działa najwspanialszy lewacki system medycznej eksterminacji. Teraz się tylko przeprowadzi śledztwo i po paru latach dowiemy się, że winny był dawca, a nie system albo lekarze. Natomiast Amerykańce twierdzą, że za chorobę wściekłych krów nie odpowiadaja priony a wirusy albo bakterie, bo dokładnie i tak nie wiadomo. Teraz najważniejszym problemem jest nagroda Nobla - czy przyznano ją za prawdziwą teorię, czy był to kolejny naukowy przekręt. Ci sami Amerykańce będą prowadzić badania nad nową szczepionką na AIDS. Oczywiście nie na białych a na Murzynach, bo najpierw trzeba gościa zaszczepić a potem zarazić i badać, a narażać białego to przecież niehumanitarnie. I na koniec - jak leczyć Parkinsona? To bardzo proste. Należy zastosować leki zwiększające aktywność receptora dopaminowego i jednocześnie podawać substancje hamujące rozpad kanabinoidów syntetyzowanych przez mózg chorego. Już działa to na ewolucyjnych myszach, a ponieważ ludzie są bardzo podobni do myszy, więc musi i na nich zadziałać.

"Powinniśmy zapamiętać, że antybiotyk wpływa nie na jednego pacjenta, ale na całe ich pokolenia". dr Stephanie Dancer

P
o ostatnim wystąpieniu cara Władymira może się okazać, że wszyscy powinniśmy dziękować ministrowi Endriu za podtrzymywanie kontaktów z komunistycznymi Chinami, bo jak na razie to one są hamulcowym przed kolejnym najazdem Euroazjatów na Polskę. Z taką armią jaką posiada III RP (dzięki liberało-lewakom) "cudu nad Wisłą" nie ma co oczekiwać ale jest nadzieja, że car nie pójdzie na zachód, bo musiałby wystawić swój goły "wschód" na dotkliwe pogryzienie przez chińskiego smoka, który pożądliwie łypie na syberyjską ropę. Póki co, car otwarcie grozi Ameryce i wysyła oddziały spec-nazu do Iranu w celu - uwaga - ochrony własnych (sic!) instalacji atomowych. Ze względów geopolitycznych prawy nasz kraj będzie musiał przymknąć oko na prawa człowieka w Chinach, podobnie jak czynią to Amerykanie. Wyższa konieczność.

P
an profesor Mirosław G. ordynator kardiochirurgii w szpitalu MSWiA został aresztowany i postawiono mu 20 zarzutów, w tym za prawdopodobne morderstwo chorego pacjenta, którego rodzina nie dała w łapę lekarzowi. Ciekawsze od konferencji ministra Ziobro są komentarze internautów. "anonim" - Mirosław G. to inaczej Mirosław Garlicki prawa ręka Dziadkowiaka. Nie mogę w to uwierzyć, że ten człowiek został zatrzymany. Jednak natura ludzka jest nieodgadniona. "lusia" - To perwszy bezwzględny i cyniczny łapówkarz! Miałam wątpliwą przyjemność poznać go w Krakowie gdy pracował w Klinice JP II - to on doprowadził do śmierci mojego męża po przeszczepie serca, a kasę brał cały czas! Nawet bezczelnie dzień przed śmiercią! Cóż tu dodać. Powinien ponieść karę. "aldi" - Garlicki... pracowałam z nim przez 6 miesięcy - jeszcze w Krakowie. Bezwzględny typ!!! "Jego" pacjenci płakali przez niego. Nie miał litości. Zresztą nie tylko pacjenci - personel też. Wszystkich miał za nic..., a przeszczepy serca? - koniecznie "wywleczcie" odsetek zgonów w czasie i po przeszczepie (ok. 8 lat temu). To musi zobaczyć prokuratura!!! Wszystko szło na ilość!!! Wypowiedzenie z pracy złożyłam, jak "Gary" był na urlopie - bałam się jego zemsty. Był nieludzki. Gary pochodzi z Mielca i jest kawalerem, bo nikt by z nim nie wytrzymał. Ja czekałam na tą chwilę wiele lat. Nareszcie! Ciekawe czy prokuratura to przegląda -

P
o wielu perypetiach opublikowano raport o WSI. Włos się jeży, chociaż to, co opublikowano to kropla w morzu tego co było i jest. "Ciepłe" przyjęcie go przez większość mediów świadczy dobitnie, że uderzono bardzo boleśnie, choć nie śmiertelnie. Najbardziej opluwają go wszelkiej maści sługusi sługusów, którym nie udało się całkowicie sprzedać Polski czerwonemu bratu i ci pseudopatrioci bedący przy spec-korycie. Z raportu doskonale widać komu zależało na całkowitym rozbiciu polskiego wojska, energetyki i przemysłu. W założeniu mieliśmy być w dalszym ciągu całkowicie zależni od Rosji, czyli całkowicie spisani na straty, bo Unia Europejska też nie jest zainteresowana naszym rozwojem. Najtrafniej raport ocenił minister Endriu - to jest średnia półka. Z górnej nie ruszono nikogo. Ciekaw jestem, czy kiedykolwiek dowiemy się, ile miliardów dolarów zgarnęła ta dobrze zorganizowana (w)sitwa.

B
itwa o Rospudę wkroczyła w fazę czynu. Na pomoc ruszyła nawet Unia Europejska, bo przecież to już jej rezerwat, gdyż po jej "nieskażonej przyrodzie" od dawna jeżdżą pociągi i samochody. Stąd jej wielkie poparcie dla naszych eko-terrorystów, której oddziały tworzą z reguły "rolnicy z Marszałkowskiej". Sceny z przygotowań do wielkiej bitwy pokazały ostatnio niezależne telewizornie. I cóż można było zobaczyć? Obrońcy przyrody w ścisłym rezerwacie urządzili sobie obozowisko, używają otwartego ognia w lesie i jak małpy łażą po chronionych drzewach rezerwatu. Kto udzielił im zezwolenia na rozbicie obozowiska w terenie chronionym prawem? TV tego nie pokazała, ale można się domyślać, że teren po ich pobycie będzie zasrany, zaszczany i zaśmiecony gorzej niż po budowlańcach. I po co ten pic naszego "grinpicu"? Jak zwykle chodzi o zadymę i o pieniądze na dalsze "walki" o nieskazitelność polskiej przyrody. Pytam jeszcze raz - gdzie byliście, wy obrońcy przyrody od siedmiu boleści, jak wyżynano hektary lasu w górach Izerskich? Kto wtedy i za ile zamknął wam gęby na kłódkę? Pokażcie w telewizji ten martwy już krajobraz - efekt waszej zaniechanej prywatnej "wojenki"?

T
u, gdzie potrzeba ingerencji ekologów, to ich nie ma. "Newsweek" donosi - polski rząd po cichu zmienia przepisy dotyczące upraw transgenicznych. W miniony wtorek premier Jarosław Kaczyński podpisał przygotowany w Ministerstwie Środowiska projekt ustawy o GMO. Jeśli ustawę o GMO'ju przyjmie parlament, w Polsce będzie można uprawiać rośliny genetycznie modyfikowane. Ustawa nie przewiduje nawet, by w Polsce można było tworzyć obszary wolne od GMO, jak to jest już w Austrii czy Grecji. Jedyny twardy warunek, który musi wypełnić przyszły plantator GMO, to utworzenie wokół uprawy "izolacji przestrzennej", która uniemożliwi zanieczyszczanie okolicznych pól przez GMO. Wielkość tych stref - największa z nich, dla rzepaku (olej), wynosi 2,5 km, 2 km dla upraw buraków (cukier) i 1 km dla kukurydzy (płatki) - czyli wszystko do codziennego spożycia. Średni zasięg zapylającej pszczoły wynosi około 5 km, więc nie ma problemu z rozniesieniem skażonych pyłków. Nie bierze się też pod uwagę roli wiatru w rozsiewaniu pyłków. Ustawa nie wspomina też ani o oddzielnym magazynowaniu ani o oddzielnych liniach produkcyjnych, co z pewnością będzie wykorzystane przy mieszaniu produktów zdrowych z produktami GMO. Jak działa transgeniczna żywność na organizm ludzki nie wiadomo, bo skutki mogą być widoczne dopiero w następnych pokoleniach. Nie bada się też ile GMO spożywamy już w produktach wytwarzanych z importowanych z USA surowcach (soja, płatki kukurydziane), bo żadem producent nie umieszcza na nich ani ostrzeżenia ani pełnego składu. Sprytne...

Z
aczęło się wielkie biadolenie nad nieszczęśliwą Polską. "Szklany Judasz" wylewa kubły jadu przy głośnej klace papierowych organów postkomuny. Pozbawiony swoich zabawek generał już wyssał z kciuka (plotka jak 150) wiadomości mrożące krew w żyłach, że naszych "J-23" aresztują za granicami na pęczki, a jeden platformiasty Bronek na "K" (nie mylić z Kononowiczem) uściślił, że to afgańscy talibowie (z raportem w ręku ) wyławiają "kwiat wsi" w odwet za pomoc szatanowi zza oceanu. Najbardziej boleją nad tym wszystkim leninowskie organa czerwonego brata, co w sumie nie powinno dziwić, gdyż utracili najlepsze źródła informacji. Nawet były niskoprocentowy nie wytrzymał i nazwał dzisiejszego durniem, bo niszczy to, co on "własnemi ręcyma" zbudował. A co ten mądrala takiego zbudował? Całe pięć lat udzielał tylko "wywiadów" księdzu Cybuli w przerwach meczy w piwnicznego ping-ponga z własnym woźnicą. Rzygać się chce słuchając tego wieśniaka. Wymowne jest milczenie Amerykanów. Widać analizują teraz, któremu i ile powiedzieli i co z tego już dotarło do Kremla. Wspólny wróg w dwóch osobach pojednał nawet kierownictwo Partii Obrażonych, co uczcili wspólną konsumpcją "pokojowej" sety i galarety i znowu się wzorcowo miłują aż do następnej zdrady programu cienia gabinetu. Sprawa po "raporcie o likwidacji" jest rozwojowa i może niezadługo zaczniemy się dowiadywać o "zupkach na dioksynach", "rycynowych parasolkach" albo "polonie-210" czyli o nowych "raportach o likwidacji".

W
ałęsa popełnił (hehehe) przeprosiny. Czyta się dobrze, bo od razu widać że ktoś mu to napisał i chyba nawet nie pod dyktando. Po "psycholach od Rydzyka" przyszła kolej na "durni", a ja czekam na przysłowiowe "do trzech razy sztuka". Doczekam się na pewno, bo ten typ tak ma i z pewnością nie raz jeszcze ktoś mu nadepnie na "przerost ambicji" i urazi dumę "budowniczego polskiej wsi". A jaki znawca historii... - "Chyba i tak byłem łagodniejszy od Marszałka Piłsudskiego". Pewnie..., tyle że Piłsudski miał dobrą szkołę i doskonałą kindersztubę, a tego w zawodówkach PRL-u nie uczyli. Jego słynne "kury wam szczać prowadzać" odnosiło się do sejmowych głupców i nieudaczników, których pomioty do dziś brudzą tylko parlamentarne fotele. A kogo właściwie przeprasza pisząc - "Rodacy"? Polaków czy swoich? Żałosny facet...

W
dolinie Rospudy tylko robale zachowują spokój. Krainę latających żab najechały ekoludy i rozbiły obóz w ścisłym rezerwacie pod hasłem "no pasaran". Zmiana czuwająca zwisa z drzew wypatrując agresorów z krainy "latających siekier", a odpoczywająca nie wychodzi ze spiworów, bo mróz tęgi. Najpierwszy premier chce ogłosić plebiscyt tylko dla mieszkańców podlaskiego z zapytaniem "czy chcesz Tira koło wyra?" (czyli już wiadomo, kto wygra), ale ekoludki nie w ciemię bite i wiedzą z historii jak Niemiec sposobem plebiscyta wygrywał, dlatego chcą by głosowała Polska cała. Problem w tym, że Liga Narodów ma gdzieś problemy Polaków i nie godzi się ani na plebiscyt ani na budowę drogi. Tam też siedzą uczeni w historii nowożytnej i doskonale wiedzą, dlaczego Adolf H. z bolszewizmem przegrał. Nie dlatego, że Armia Czerwona była niezwyciężona, ale dlatego, że oni nie mieli dróg i Wermacht najpierw utonął w błocie, potem zamarzł, a wtedy po nich przeszli krasnoarmiejcy. Unia nie po to wchłonęła Polskę i inne demoludy by miały lepiej, ale po to by Unia miała swoją strefę opóźniającą przemarsz ze wschodu na zachód i swoje rezerwaty przyrody z sanatoriami dla zmęczonych, czystych rasowo Europejczyków.

K
ilka lat temu genialni naukowcy z małego kawałka afrykańskiej kośći odtworzyli całą, zatroskaną twarz małpoluda Toumai, a nie tak dawno odkryto w tejże Afryce pozostałości szympansów z epoki kamienia łupanego i ich narzędzia. Dziś dowiadujemy się, że szympansy używały (i używają) dzid bojowych do polowania na swoich mniej inteligentnych przodków, co dowodzi niezbicie, że wojny nie wymyślił człowiek, a daleki jego przodek bonobo. Coraz więcej mamy dowodów, że jednak pochodzimy od małpy. Nasza epoka późnego Darwonu zaczyna obfitować w coraz donioślejsze odkrycia. Być może niedługo dowiemy się, że małpy już od dawna paliły tytoń (ślady nikotyny odkryto przecież w mumiach faraonów, więc nałóg musieli odziedziczyć po afrykańskich przodkach) i pędziły bimber z orzechów kokosowych. Cała historia już niedługo może zmienić swoje oblicze, bo niemiecka minister chce wprowadzić jednolitą historię dla całej Europy i pewnego dnia znowu obudzimy się w Świętym Cesarstwie Rzymskim Narodu Niemieckiego jako "polnische Untermenschen".

P
ostęp w leczeniu nowotworów złośliwych, wbrew temu, co twierdzą onkolodzy, nie jest wynikiem spektakularnych nowych metod terapii. To mit, który skrzętnie wykorzystują firmy farmaceutyczne. W USA skuteczność leczenia guzów złośliwych jest taka sama jak przed 35 laty, gdy ogłoszono National Cancer Act. Program miał doprowadzić do całkowitego wyeliminowania w USA tej choroby. W Polsce jest jeszcze gorzej i każdy, kto myśli logicznie zauważy na pewno, że dzisiejsze metody nie są wcale skuteczne. Ludzi, którzy którzy mieli wyniki w walce z rakiem izolowano i fizycznie niszczono. Przykładem niech będą tacy naukowcy jak Raymond Rife, Wilhelm Reich czy David Hudson. Pierwszemu zniszczono dorobek naukowy, sprzęt, spalono laboratorium i wyniki wieloletnich badań, a on sam zmarł zaszczuty w szpitalu. Drugiemu zabroniono sądownie prowadzenia badań, a trzeci jest zwalczany jako zwykły szarlatan. Wszystkich łączy jedno - mieli znaczące wyniki w leczeniu i wyleczeniu raka i dlatego tacy ludzie byli, są i będą zwalczani przez utytułowanych matołów, którzy z "leczenia" (a nie wyleczenia) ciągną krociowe zyski. Już bardzo dawno temu, amerykański lekarz Gerson, mówił swoim uczniom - "Rak to zemsta organizmu za nieprawidłowo spożywane posiłki. W 99% to zatrucie własnymi toksynami, a tylko 1 % to nieodwracalne zmiany w organizmie.". Czy ktoś zna kraj, w którym prowadzi się program zdrowego odżywiania własnego społeczeństwa? Oczywiście, że nie i dlatego nowotwory, to zemsta za brak takiej polityki. Kto tego nie zrozumie, ten niezawodnie zapozna się z "możliwościami" państwowej służby zdrowia. Dalej więc "gotujmy z Pascalem" i jedzmy to, co podsuwa nam Makłowicz z Kuroniem, McDonald i KFC. Zapijmy to wszystko Coca-Colą i spokojnie czekajmy na pogotowie, które doskonale wie, kogo powiadomić w następnej kolejności.

K
urczaki są karmione mączką z padłych zwierząt. "Życie Warszawy" pisze, że polscy hodowcy drobiu karmią kurczaki mączką z zabitych lub padłych zwierząt. Już w 2002 roku ze względu na ryzyko choroby wściekłych krów zabroniła tego Unia Europejska. Blisko pięć procent próbek pokarmu używanego w polskich kurzych fermach zawiera zakazaną na terenie Unii Europejskiej mączkę zwierzęcą - wynika z przeprowadzonej w ubiegłym roku kontroli inspekcji weterynaryjnej. Tylko na Opolszczyźnie wykryto 16 kurzych ferm, w których stosowano zakazaną mączkę mięsno-kostną. Choroba "wściekłych kurcząt" puka do naszych drzwi.

N
iesmaczny żart gadzinówki III RP czy faktyczna groźba partii opozycyjnych i ich zbrojnego ramienia - czekiszczakistów? Wedle tej gazety, do kancelarii premiera dotarła przesyłka zawierająca trzy naboje i przesłanie - "Dla kota, dla twojej matki, dla ciebie". Czyżby Polsce znów groziły kolejne morderstwa polityczne? Takie zdarzenie, to jeszcze jeden dowód na to, że robactwa nie da się oswoić. Czy rządzący pamiętają jeszcze metody, jakimi w PRL tępiono stonkę? Mogę przypomnieć - zbierano w co się dało (do słoików, torebek, butelek), a potem rozpalano ognisko i wrzucano to robactwo do ognia.

P
odrzucono mi dzisiaj pod drzwi reklamówkę "szybkiego serwisu kredytowego", sygnowaną przez PKO BP SA. Polski Bank reklamuje "najbardziej dostępny kredyt na rynku, korzystne zabezpieczenie, atrakcyjne oprocentowanie, wybór waluty, okres kredytowania do 8 lat i do 35 tysięcy bez poręczycieli..." itd., itp. Dla przykładu - zaciągając kredyt w wysokości 1000 zł, spłacać go będziemy w miesięcznych ratach - w pierwszym roku po 87 zł/mies, w drugim po 46 zł i kolejno 34, 27, 23, 20 19 i 17 zł. Nietrudno policzyć, że za 1000 zł musisz spłacić 3276 zł, co daje bandyckie oprocentowanie w wysokości 327,6% (przy pożyczce 35 tysięcy oddasz 114708 zł, oprocentowanie - 327,7%). Jak widać polski bank jest kilkaset razy gorszy od przedwojennej żydowskiej lichwy. Teraz już wiadomo dlaczego ustawowo zniesiono w Polsce lichwę - tamta mogła pożyczać maksymalnie na 40%. Pamiętaj o tym i nie pożyczaj od największego złodzieja w kraju, tej komucho-liberalnej, finansowej sitwy.

C
oraz więcej miejsca zaczyna się poświęcać niepokojącej dacie 23 grudnia 2012 roku. Człowiek czytający to wszystko może popaść w nieuleczalną depresję z maksimum objawów w czasie zbliżania się do tej daty. Dyscyplina sportowa zwana szumnie nauką usiłuje nas przekonać, że to co ona prognozuje jest tak pewne, jak nasze pieniądze w (hehehe) polskim ZUS-ie. Przypomina to rozgdakany kurnik, gdy nad nim pojawi się tylko cień jastrzębia. Skąd wzięto hipotezę o przebiegunowaniu ziemskiego pola magnetycznego, skoro nauka nie ma zielonego pojęcia o jego genezie, nie wspominając już o wiedzy na temat działania pól magnetycznych występujących w naszym układzie i wszechświecie? Dlaczego ta tzw. nauka nie zdołała przewidzieć tak gwałtownej aktywności Słońca wciskając nam kit o okresie spokoju? Dlaczego akurat katastrofa ma nastąpić w 2012 roku? Bo tak wykoncypowano z hieroglifów Majów i Egipcjan? Hola, hola... A skąd pewność, że nasz kalendarz jest prawidłowy, skoro jego początek swobodnie zwisa w mrokach dziejów nie określając żadnego zasadnego wydarzenia? Z resztą do dzisiaj nie zdołano skorelować żadnego starożytnego kalendarza z naszym. Koniec naszej cywilizacji i tak jest przesądzony, bo nasze działania są wybitnie destrukcyjne i tak głupia, pełna pychy cywilizacja nie zasługuje na przetrwanie i robi wszystko by nie przetrwać. Jeśli ma być "koniec świata", to i tak będzie, bo człowiek ma tyle do powiedzenia, co skazaniec tuż przed egzekucją. Zadbajmy więc raczej o swój wewnętrzny spokój i nie dajmy się panice, sianej z niekłamaną satysfakcją przez żądnych pieniędzy potomków jakiejś małpy.

O
statnio jak z rękawa sypią się odkrycia w dziedzinie genetyki, a szczególnie odczytywania genomu zwierząt czy roślin. Klonuje się coraz więcej zwierząt, a społeczeństwa mami się niebotycznymi korzyściami ze zjadania owoców nowoczesnej nauki. Polscy naukowcy odczytali ostatnio genom rodzimego ogórka i stwierdzili, że niewiele rózni się od żeń-szenia i jak twierdzą - "Zsekwencjonowanie genomu jest powszechnie uznawane za punkt wyjścia do opracowania najnowszych aplikacji sterujących wzrostem i rozwojem organizmów, w tym modyfikacji genetycznych". Wprowadzona cichaczem i pełna "dziur" polska ustawa o roślinach genetycznie modyfikowanych wpisuje się w naukową modę ostatnich czasów i daje zielone światło dla "poprawiaczy życia" bez jakiejkolwiek możliwości kontroli ich poczynań na naszej, polskiej ziemi. Czy ktoś jeszcze pamięta zeszłoroczny incydent padania całych rojów pszczół w USA? Polska prasa opisała to jako ciekawostkę obiecując wyjaśnienie go po przeprowadzeniu naukowego dochodzenia. Jakoś wyjaśnienia nie było, bo problem leży w genetycznie zmienionych roślinach, które za pomocą manipulacji genetycznych uodporniono na szkodniki. By nie stosować pestycydów, do genomu roślin wprowadzono trujące białko i ono właśnie było przyczyną śmierci pszczół podczas zapylania tychże roślin. Jak zjadanie takich roślin odbije się na ludziach? Nikt nie chce pamiętać słów Alberta Eisteina - "Jeśli znikną pszczoły, ludzie przeżyją je tylko o kilka lat".

I
ntrygującą informację na temat Tybetu zamieściła prasa - "Chiny planują wybudowanie miniaturowej repliki dawnej rezydencji władców Tybetu - pałacu Potala w Lhasie. Prace mają zacząć się w drugiej połowie tego roku - podała chińska agencja Xinhua" - Jak widać Chińczycy przystąpili do ostatecznej rozprawy z Tybetańczykami, uderzając w podstawę narodu, ich główną świątynię i religię. Tłumaczenie budowy nowej świątyni w celu zabezpieczenia starej przed niszczeniem pałacu-klasztoru przez turystów, uważam za czysty, komuszy kamuflaż. Po wybudowaniu kopii przeniosą tam część wyposażenia wraz z mnichami i zamkną stary klasztor przede wszystkim dla Tybetańczyków. Legendy mówią, że w świątyni Potala znajduje się wejście do podziemnego świata - Szambali, a jak wiadomo Chińczycy (podobnie jak Niemcy, Rosjanie czy Amerykanie) są bardzo zainteresowani starożytną techniką hinduską, którą mają nadzieję odnaleźć.

O
statni sondaż Unii Europejskiej przyniósł nie lada sensację. Polacy nie są wcale "ochlapusami" jak uważano dotychczas. Okazuje się, że jesteśmy poniżej średniej unijnej w spożywaniu alkoholu (chyba w sondażu nie uwzględniono polskiego Knesejmu ), a wyprzedzają nas Duńczycy, Szwedzi czy Niemcy. Ciekawi mnie, kto do tej pory dorabiał nam takie pióra.

N
aukowcy nie wiedzą dlaczego ziemia się trzęsie, ale za to umilają nam życie innymi "doniosłymi" odkryciami. Ponoć człowiek, jako jedyny naczelny, hoduje na sobie dwie odmiany wszy - jedne na głowie, a drugie trochę niżej. Wszy głowowe odziedziczyliśmy po przodku bonobo, natomiast te drugie, nie wiedzieć czemu, po gorylach. Oba wszane gatunki pochodzą od wspólnego przodka, a podział dokonał się jakieś 3,5 miliona lat temu. Ciekawe... Jej wysokość nauka twierdzi, że drogi homo i bonobo rozeszły się gdzieś 7,5 miliona lat temu, a jeśli to prawda i prawdą jest rozejście się przodków wszy 3,5 miliona lat temu, to wniosek, że jeszcze 3 miliony lat temu człowiek musiał się stykać z gorylem wiadomym miejscem. Oh, Mandy...

P
olski, businessman pan Aleksander, rzucił kamyczek i wywołał lawinę, która spadła jak grom na polskie lewactwo, przygniatając wielkiego "męża stanu" - Grubego Józia. W ciągu jednej chwili pan Józio stał się "trędowatym" i został wykopany ze stada. Wszelkie próby przeprosin spełzły na niczym, bo towarzysze już nie lubią towarzysza, który tak bezczelnie nasrał we własne gniazdo. Ale pan Józio nie jest głupi i do walki o dobre imię zaangażował swoje media. Naczelny "przekroju" przeprowadził z nim wywiad-strumyczek , który miał na celu jeśli nie obronę dobrego imienia pana Józia, to przynajmniej złagodzenie burzy pośród lewactwa. Pan Józio tłumaczy nawet, że jak szedł do pana Aleksandra, to nie miał pojęcia kto on zacz (to tak, jak podczas wizyty papieża, ubek pytał ubeka - ty, kto tam siedzi koło księdza Dziwisza?). W ogóle pan Józio jest cacy i wyparłby się nawet tej nagranej rozmowy, gdyby nie to, że jego głos jest tak charakterystyczny jak posłanki Senyszyn, a i styl jego mowy jest nie do podrobienia. Cała ta "spowiedź" przypomina wywiad Olejnikowej z prezydentem, gdzie gdyby nie stól, to by się mu bez mydła wślizgnęła. Szkoda tylko, że te lewackie pomyje wylewają się po kropelce, a nie całym strumieniem. Sfora zaczyna się wygryzać i należy życzyć tylko powodzenia i szybkości. Najciekawsze jest to, że do "przecieku" nie przyznaje się ani pan Aleksander ani prokuratura i wychodzi na to, że to wodzuś Partii Obrażonych rozpoczął grę wstępną celem osłabienia konkurenta na wypadek powrotu do polityki "małego krętacza".

P
o raz kolejny okazało się, że immunitet poselski jest przede wszystkim tarczą dla osłony łajdactwa. Sejm nie odebrał immunitetu lewackiej łapówkarce, a to dzięki wparciu Partii Obrażonych, która kolejny raz pokazała, że jest Młodą Gwardią starej Czerwonej Gwardii i bliżej jest jej do skompromitowanego lewactwa niż do polskiej prawicy. Jak widać styropian też może być czerwony. Podobnie jak PO głosowały arbuzy, ale to było do przewidzenia, gdyż korzenie tych "chłopów z Marszałkowskiej" tkwią głęboko w PZPR-owskiej glebie. Nawet wśród koalicyjnej Sam00brony połowa głosowała przeciw odebraniu immunitetu posłance SLD. Jak widać "odwszenie" łatwiej idzie w terenie niż na "salonach", bo na Wiejskiej kryminaliści mają się lepiej niż dobrze.