SZARODZIENNOŚĆ
czyli o czym rozmyśla bezrobotny obywatel nie uwikłany w trud rządzenia państwem.

Głosowanie to instrument i symbol władzy wolnego człowieka, dzięki któremu robi on z siebie głupca, a ze swojego kraju ruinę.

A
ndrzej Gwiazda i jego żona Joanna wyszli z domu 18 lipca i dotychczas nie powrócili. Tak chyba powinna zaczynać się jedyna notka prasowa traktująca o zaginięciu małżeństwa. Wyjechali tylko na dwa tygodnie i gdyby nie rodzina, do dzisiaj nikt by się tym nie zainteresował. Wyjechali w Bieszczady, gdzie mieli zamiar powędrować w rejonie Gorganów i Czarnohory - pasm górskich o wysokości powyżej 2000 metrów. Nikt nie rozpoczął oficjalnych poszukiwań, bo podobno nikt nie zgłosił zaginięcia. Czy w Bieszczadach działa jakiś inny górski regulamin turystyczny? Czy pan Gwiazda jest aż tak nierozważnym i nieodpowiedzialnym turystą, że nie wpisał trasy wycieczki przed wyjściem i godziny powrotu? Dlaczego właściciel schroniska do tej pory nie złożył meldunku o zaginięciu, choć obowiązkiem jest natychmiastowe zgłoszenie, że turysta nie powrócił z trasy? Ponoć mieli wędrować aż na ukraińską stronę. Czyżby granicę przekroczyli w ubrankach typu "stealth"? Ponoć prowadzi się jakieś "koleżeńskie" poszukiwania na Ukrainie, które dotychczas nie dały rezultatu. Trzeba jednak pamietać, że tam też się zmieniło i powróciło "stare". Po pomarańczy nie zostały nawet pestki, a do władzy doszedł czerwony grapefruit. Legendarne małżeństwo, założyciele prawdziwej "S" przepadli jak kamień w wodzie. Gazeciane śledztwo OPOS-u ustaliło, że ktoś ich widział przed tygodniem w bacówce nad Wierchomlą z "Gazetą Polską" w ręku, ale nie ma 100% pewności. Ustaliło za to, że starsze małżeństwo pokonuje góry z prędkością 60 km na dzień. Zakładając dzienny, 8-godzinny marsz - daje to 7,5 km/godz, co w górach może być rekordem świata w tej kategorii wiekowej, bo młody człowiek w mieście i po chodniku, spiesząc się maszeruje z prędkością 5 km/godz. Początkowo sądzono nawet, że zabrali ze sobą całą dokumentację do książki o swojej, pierwszej i prawdziwej "S", którą piszą, ale na szczęście ponoć to nieprawda. Wszyscy szukają "prywatnie", bo podobno oficjalnie nikt nie zgłosił zaginięcia. Czy pan Gwiazda jest osobą aż tak obojętną dla Polski? Nietrudno się domyśleć, że z zaginięcia Andrzeja Gwiazdy z pewnością cieszy się co najmniej jedna osoba w Polsce. Sprawa zaczyna brzydko pachnieć, by nie rzec dosadniej.
P.S. - Odnaleźli się na Ukrainie 18 sierpnia w godzinach popołudniowych.

J
ak zwykły człowiek nabroi, ukradnie lub pobije kogoś, to staje przed sądem i cierpliwie, latami czeka jak go osądza i ukarzą. Gdy to samo zrobi polityk, to wszelkie działania przeciwko niemu są działaniami odwetowymi i politycznymi. Szuka się od razu podtekstów rasistowskich i antysemickich. Wtedy się nie dochodzi, a manipuluje albo bierze się odwet, bo on komuś wcześniej musiał zrobić "w brew". Tak twierdzi zbawca RP, pies na złotówkę i twórca najnowszych polskich "Dziadów". Rząd Tymczasowy wziął się za prześwietlenie polskiej bankowości i stąd takie nerwowe reakcje u "czystych jak łza". Nie jest już tajemnicą, że tylko przy prywatyzacji polskiego sektora bankowego Polska poniosła straty w wysokości co najmniej 200 miliardów zł. (to nie pomyłka - miliardów) i prawdopodobnie część przynajmniej winy spada na aktualnego prezesa NBP. Lecz jak to w Polsce bywa, nie jest to monstrualny szwindel, a polityczna "vendetta". Tylko ignorant nie zauważy, że prywatyzacja w Polsce miała jeden tylko cel - jak najwięcej zniszczyć wszystkiego co polskie i co może służyć narodowi oraz jak najwięcej oddać w obce ręce, by nie było "że Polak, Polakowi". Taki plan opracowano przy Okrągłym Stole i taki plan mieści się w strategii "Mędrców Syjonu" oraz polskich bolszewików - "naród niczym - wszystkim my". Druga persona z Partii Obrazonych, startująca do ciepłego stołka w warszawskim magistracie już zapowiedziała, że przesłuchanie komisji ds. bankowości, to nic innego jak "wbicie jej noża w plecy". Tu już jednak mamy szansę na sprawdzenie jej osobistej teorii "że co jej nie obali, to ją wzmocni". Czekajmy więc cierpliwie na wynik, bo wreszcie może obali. Jeśli ciekawią cię wybitni politycy nowej RP, poszukaj w Internecie choć dwóch - Aarona Bucholtza oraz Hajki Grundbaum - i trzymaj się mocno krzesła oraz zacznij wierzyć w to co piszą, bo to są brakujące klocki do lisowej układanki "Co z tą Polską?".

P
artia Obrażonych zaczyna fermentować, co zwykle jest zapowiedzią wypączkowania czegoś mniejszego na bazie większego. Podział ma się dokonać na linii liberalizmu i konserwatyzmu, co w tłumaczeniu na nasze ma być pęknięciem na bogatych i mniej bogatych, czyli na tych co na bazie partii robią "biznes" i na tych co z biedy musieli popaść w ideologię. Podział przebiega mniej więcej wzdłuż granicy bogate Kaszuby i biedna Galicja. Oczywiście wszyscy się zarzekają, że chodzi o tzw. "wyższą prawdę", ale już od dawna wiadomo, że rozłamu zawsze dokonywali ci, co nie zdołali się "nachapać" i żeby nie powiedzieć tego wprost nakładali zawsze berecik z napisem "idea zwycięży". Dla Polski jest to następne rozdrobnienie dzielnicowe i teraz ideowcy będą szukać poparcia w najbiedniejszych rejonach, gdyż tylko tam będzie można uzyskać poparcie, bo jak wiadomo swój lgnie do swego. Sama "bida" nie poradzi, ale już dwie "bidy" to przynajmniej raźniej, jedna wysłucha drugiej ze zrozumieniem w obliczu TV i można przynajmniej wypłakać się drugiemu w rękaw. Tzw. konserwatystom ponoć nie podoba się zbliżenie się liberałów do "czerwonych kapturków", co też może potwierdzać zależność pieniądza od większego pieniądza czyli tzw. wspólny interes. W każdym bądź razie jest to coś bez znaczenia dla samej Polski, bo jak dotychczas żadnej partii nie zależało i nie zależy na Polsce i Polakach.

Pytanie - ilu polskich prezydentów po roku 1945 było narodowości polskiej? Odpowiedź - jeden (o ile życiorys jest prawdziwy).

N
ajsłynniejszy europejski azbestowiec wycieczkowy "Rotterdam", który 10 lipca miał pokazać gdańszczanom "killwater" nadal stoi przywiązany do pachołka w Gdańsku. Następny termin, 24 sierpnia (chyba bieżącego roku), kiedy to ma się udać już nie do Kaliningradu a do Wilhelmshaven, jeszcze nie został przekroczony. Na redzie waruje holenderska "Celica", na którą miano przerzucić azbest, ale nic z tego nie będzie, bo polskie władze nie zezwoliły i zobowiązały odpowiednie służby do całodobowego jej pilnowania. I tak, dwa tylko statki, zatrudniły całą polską Straż Graniczną w tym rejonie Bałtyku nawet w nadgodzinach, bo trzeba być czujnym przez okrągłą dobę, czy przypadkiem "coś" nie wylatuje za burtę. Nurkowie ryją w szlamie pod "Rotterdamem" czy już aby Holendrzy nie ukryli tam worków z azbestem a tysiące oczy w dzień i w nocy podgląda oba statki i szkoda tylko, że nikt nie pomyślał by zatrudnić przy tym bezrobotnych, co niewątpliwie (chociaż na moment) wyzwoliłoby falę optymizmu polskiego rządu. I tak interes dla stoczni za 100 mln zł, zamienił się w deficyt dla miasta, jak duży nie wiadomo, bo akcja pilnowania jeszcze trwa. Winnego też nie będzie.

R
olniku polski, czy jesteś gotów do spłacania długów za kolejnego darmozjada, który reprezentuje Ciebie na szczeblu państwowym? Panisko chciało zobaczyć jak działają karty kredytowe i "niechcący" narobiło długu za prawie 300 tysięcy złotych. Przy okazji okazało się, że Krajowy Związek Kółek i Organizacji Rolniczych ma jeszcze inne długi na ponad milion złotych i garba w postaci komornika. Oczywiście żadnej winy przewodniczącego nie ma, a "być może za tym atakiem na mnie stoją ludzie, którzy chcą mnie politycznie zniszczyć" - jako rzekł on sam i dodał - "To nie Serafin, ale związek ma dług". Karierę zaczynał kiedyś z pierwszym "orczykiem RP" blokując drogi, które potem same się rozeszły. Pierwszy został pierwszym rolnikiem RP, a drugi załapał się do Brukseli, gdzie posiada biuro jako wiceprzewodniczący Komitetu Rolniczych Organizacji Zawodowych. Światowiec bardzo lubi pieniądze, ale cudze i jakoś nie lubi ich oddawać, bo wie że za niego wyłożą jego kochani rolnicy, których broni przed całą Europą. Podobno gospodarzy w Kłobucku i może stąd słynne powiedzenie "pierdoła z Kłobucka". Rolniku polski, ciułaj pieniążki, bo niedługo wystąpi do Ciebie z apelem o pomoc w spłaceniu niesłusznie mu naliczonych "politycznych" długów.

W
najbliższy czwartek przed warszawskim sądem rozpocznie się rozprawa o znieważenie prezydenta RP. Oskarżony to bezdomny, który po pijanemu, w obecności policjantów, obrażał bieżącego prezydenta, za co mu grozi do 3 lat więzienia. No i jest problem, bo jak jest pisane prawo, to trzeba je stosować, ale według mojej oceny problem leży jednak zupełnie gdzie indziej. W Kodeksie Karnym stoi: "Kto publicznie znieważa Naród lub Rzeczpospolitą Polską... [...] Kto publicznie znieważa Prezydenta RP... [...] Kto znieważa funkcjonariusza publicznego albo osobę do pomocy mu przybraną podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych... [...] Kto publicznie znieważa lub poniża konstytucyjny organ RP... - podlega karze... " itd. Zacząłem więc szukać oficjalnej definicji "zniewagi" i nie znalazłem nic oprócz "lżenia, obrazy czy ubliżenia", a to oznacza, że ocena - znieważył lub nie - zależy od widzimisię, czyli "inteligentnej" interpretacji wyżej wymienionych osób i od sądów. A w naszym państwie panoszy się wielu inteligentów. Powiedz takiemu "ty ch...", to nawet nie zwróci uwagi, bo natychmiast skojarzy to z "prężnym i dumnie wyprostowanym członkiem" i oczywiście własnej partii, ale już "ty głupi ch..." wyzwala w nim śmiertelnie obrażonego przedstawiciela władzy. Jest też znamienne, że w żadnej prasie czy telewizji nikt nie przekazuje użytych słów, które są podobno obraźliwe. Dlaczego? Ano dlatego, że z pewnością wywołałoby to salwę śmiechu u narodu, co także byłoby "znieważeniem władzy", ale całego narodu zamknąć się nie da. Prasa napisała, że rzeczony bezrobotny "puścił długą wiązankę", która już na papierze A-4 (format urzędowy) osiągnęła długość 20 stron. Przyznam szczerze słyszałem facetów, którzy puszczając 5-minutową (bardzo długą) wiązankę nie powtórzyli się ani razu, ale na papierze zajmowało to niespełna cztery strony i to formatu zeszytowego. Ktoś widać "rozbudował" wypowiedź, by mieściła się w sądowych ramach znieważenia. Proces ma być ponoć precedensowy. Tu się zgadzam. W ten prosty sposób bezdomny może zapewnić sobie opiekę na całą zimę albo dłużej. Będzie miał solidne wyżywienie, opiekę medyczną oraz telewizję, czego nie ma w kanałach ciepłowniczych albo na dworcu. Jest to też sposób na przeżycie dla emerytów i rencistów, bo tu już państwo z urzędu musi zabezpieczyć opiekę medyczną i comiesięczny pełny zestaw leków. Kto wie, czy to nie jest jedyny sposób na przeżycie w tak opiekuńczym państwie, rządzonym przez tak inteligentnych "wybrańców z narodu wybranego". Emeryci, renciści, bezrobotni i bezdomni z całej Polski - łączcie się. Zacznijcie mówić o władzy (najlepiej "po użyciu" i w obecności policji), wtedy poziom waszego życia szybko ulegnie poprawie.

N
asz pierwszy niekomunistyczny (hehehe) prezydent przez własną "inteligencję" (nie napiszę inaczej, bo mogę znieważyć) wpędził się w nie lada kłopot i to natury honorowej. Pisałem już, że obiecał zrzec się honorowego obywatelstwa miasta Gdańska, gdy tego nie uczyni Günter Grass. Grass już zdecydowanie powiedział że nie, ale dla pewności zapytano samych Gdańszczan, czy Grass powinien zrzec się honorowego obywatelstwa ich miasta. I co? Szok - z badań wynika, że 53% respondentów nie chce, by Grass zrzekł się tytułu, a aż 72% badanych nie życzy sobie, by tą sprawą zajmowały się władze miasta. Panie pierwszy niekomunistyczny (hehehe) prezydencie, jak się pan czuje? Kiedy zaczniemy wywracać kota ogonem? A może chociaż raz pan pokaże, że ma pan coś takiego, jak resztki honoru i odda te swoje honorowe obywatelstwo właścicielowi.
P.S. - już się wypowiedział. Beznadziejny przypadek. Lec dobrze powiedział - Dno jest dnem, nawet jeśli jest odwrócone do góry.

Trzej przyjaciele z... pałacu - Lejba Kohne, Jakub Windman i Aaron Fleischman. Czy kojarzysz tych panów? Bo znasz ich na pewno.

Z
erwałem się skoro świt (koło 11-tej) i od razu spojrzałem do kalendarza jaki to dzień tygodnia mamy. Jest poniedziałek, a więc według mojego grafiku w sondażach powinna prowadzić Partia Obrażonych, ale niedużo, bo dopiero pierwszy dzień tygodnia. Żeby nie wypaść u rodziny jako internetowy nałogowiec, najpierw poddałem się rytuałowi - wypróżnienie, ablucja oraz ponowne napełnienie i dopiero potem ruszyłem w środki masowego przekazu. I oczywiście, jak w pacierzu - "Gdyby wybory parlamentarne odbyły się dziś, wygrałaby je Platforma Obywatelska z 26-procentowym poparciem". PiS na drugim o oczko mniej, a dalej już pustynia gdzie na krawędzi tzw. społecznego poparcia majaczą Sam00brona i "czerwone kapturki". Poza ringiem polskie "arbuzy" i Liga Pana Romana czyli "normal". Jest to scenariusz dni nieparzystych, bo w parzyste na czele zwykle jest PiS. Ażeby nie zmieniać grafiku, niedzielę uznano za dzień neutralny, gdzie zwykły obywatel odpoczywa lub modli się w kościele w intencji swojego faworyta. Tak będzie do najbliższych wyborów, gdzie prawdopodobnie znowu wygra PiS i jakimś cudem "czerwone latarnie" także znajdą się nad kreską, bo wszystko mieści się w ramach tzw. statystycznego błędu. Czy ktoś wie, z czyich pieniędzy utrzymuje się to stado darmozjadów, udające pracujące liczydła? Czy komuś takie sondaże są potrzebne? Chyba tylko tym tzw. partiom, które zaraz po sondażach zaczynają pokazywać się w telewizji, bo każde "ryło" na wizji to jakiś ułamek procenta w sondażu. Czy ktoś zauważył, że ostatnio bardzo cicho jest o Ministrze Edukacji Narodowej? Widać jako jedyny wziął się do roboty i nie ma czasu na telewizyjne pierdoły. Nawet pierwszy "orczyk RP" zapomniał, że krowa która dużo ryczy, daje mało mleka. Może dlatego, że hoduje strusie.

J
ak się okazuje Hesbollah używał przeciw Izraelowi nie tylko broni typu "kałallah" i "katiuszmet", ale także brytyjskich noktowizorów, które są bardziej nowoczesne niż takie same od wielkiego "czerwonego brata". Izrael delikatnie (na razie) daje do zrozumienia, że są to jakieś dostawy z Iranu, który sprowadzał kiedyś noktowizory z królestwa Albionu, by sprawniej zwalczać handel narkotykami, lecz bardziej prawdopodobne jest, że używano ich do nocnego wzbogacania uranu. Napisałem "na razie" dlatego, bo wydaje się, że jest to początek finansowej "wojny" Izraela w celu choć częściowego pokrycia wydatków na nieudaną walkę w Libanie. Wojna z libańskim Hesbollahem kosztowała izraelskiego podatnika około 6 miliardów dolarów, ale teraz już wiadomo, kto pokryje przynajmniej część kosztów. Można zatem oskarżyć Wielką Brytanię o "pomoc" dla Hesbollahu i zażądać odszkodowania. Ile? O to się będą kłócić rządowi adwokaci. Noktowizory miały pomóc (teoretycznie) Iranowi w walce z narkotykową mafią, o co usilnie zabiegała ONZ, ale jak widać nadają się wszędzie i do każdej walki. A może irański program atomowy też ma służyć do walki z handlarzami opium, a ten głupi zachód nie chce tego zauważyć?

N
aukowcy z odłamu rasy ludzkiej, szczycącego się pochodzeniem od "inteligentnego" bonobo, odkryli gen który ponoć "napędza ewolucję ludzkiego mózgu, a przez to - po części odpowiada za naszą wyjątkowość w świecie zwierząt". Jest to gen nazwany HAR1F, który działa tylko od siódmego do dziewiętnastego tygodnia ciąży i dzięki któremu to "coś" znajdujące się w łonie matki z małpy zamienia się w człowieka. Do takiego wniosku skłoniło porównanie genomów prawie wszystkiego, co żyje i po komputerowej analizie wyszło to, co wyszło. Od szympansa odróżnia nas ponoć 18 genów, ale najważniejszy jest ten odpowiadający za wygląd twarzy. Jak mawiają uczeni, nasz mózg zawiera jeden szczególny "przycisk", który daje kopa w kierunku inteligencji i już są na jego tropie. Wiadomość ta zelektryzowała polityków na całym świecie i już trwają zapisy do kolejki celem uaktywnienia go, bo któż nie chce być doskonalszy od doskonałego. Obawiam się, że to ślepa uliczka i wyjdzie tak samo, jak pewnej robotnicy z fabryki samowarów w Tule, która chcąc mieć taki sam w domu, wynosiła po cichu części do domu. Zrezygnowała, gdy za trzecim razem zamiast samowaru, wyszedł jak zwykle pistolet typu "tetetka".

W
dniu 17 sierpnia 1991 roku pewien fizyk UW nawiązał kontakt internetowy z UK i data ta została uznana za narodziny polskiego Internetu. Nazwiska fizyka historia nie podaje, bo nikt się nie chce ujawnić, ale za kilka lat coś się wpisze, o ile IPN nie zgłosi sprzeciwu. Dzisiaj polski Internet, to 4,4 miliona Polaków mających do niego dostęp. Stanowi to 11,6% narodu, ale nie przewyższa nałogowych palaczy czy smakoszy etanolu, więc nie można mówić o sukcesie intelektualnym. Przez 15 lat, mozolnie w tempie 0,3% rocznie wzrastała liczba przystępujących do sieci, co też nie przerosło tempa rozkradania Polski, gdzie wynik jest nadal utrzymywany w tajemnicy. Ażeby podnieść wynik na tle starej Europy, odkurzono pomysł PRL, gdzie w miejsce objazdowego kina wprowadzono objazdową sieć. Sprzęt nowoczesny, ale dopuszcza się tylko tych, co mają umyte ręce i z twarzy nie wieje debilizmem, bo taki wiadomo, wejdzie i zepsuje. Sprzęt można obejrzeć, ale nie wolno dotykać, bo musi starczyć na całą Polskę i nie po to wydało się tyle pieniędzy, żeby kogoś uczyć. Skrzętnie za to liczy się, ilu w ciągu dnia zdołało obejrzeć sprzęt w "netobusie" i dane przesyła się do Brukseli, gdzie sukcesywnie wzrasta nam "krzywa" i już w tyle zostawiliśmy Albanię, o Białorusi nie wspominając. I niech kto teraz powie, że rząd nic nie robi w celu komputeryzacji kraju.

P
erfidia, przewrotność, hipokryzja, dwulicowość, obłuda i kpina z milionów uczciwych Polaków. Naczelny "Głosu Targowicy", super nadredaktor o polskim pseudonimie Adam Michnik otrzymał nagrodę "za czynienie Polski lepszej". Syn ukraińskiego komunisty Ozjasza Szechtera (współpracownika Jakuba Bermana, agenta Moskwy), brat stalinowskiego kata sądowego Stefana Michnika, główny "spawacz" syjonizmu z komunizmem w Magdalence, współtwórca biblioteki esbeckich "haków" i "grubej kreski", wielki przyjaciel Kiszczaka i Jaruzelskiego oraz pierwszy "polewający" przy Okrągłym Stole został okrzyknięty "Budowniczym Lepszej Polski". Tfu, psiakrew... Otake Polskie... Zbigniew Herbert powiedział - "Michnik jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny." Nagrodzony odbierze nagrodę w prawdziwej ojczyźnie - w Jerozolimie. Ciekawe, kto będzie następnym laureatem, bo o tym stanowią laureaci, jako kapituła. Proponuję Czesława Kiszczaka i Stefana Michnika.

B
yły "prezio", panujący nam miłościwie przez 10 długich lat "wybraniec z narodu wybranego" o polskim pseudonimie Aleksander Kwaśniewski, znalazł wreszcie kandydata na zakup najsłynniejszego mebla schyłkowej epoki PRL - okrągłego stołu. Nikt z sąsiadów, nawet Ukraina, nie chciała mieć u siebie mebla otoczonego targowicką sławą. Kupca znalazł wreszcie wśród swoich i to na drugiej półkuli - na Kubie. Jest to jego prywatny handel państwowym meblem, ale taki handel to nie pierwszyzna "pierwszego", czemu dał wyraz przez całą dekadę handlując mniejszymi i większymi "meblami". O ile transakcja dojdzie do skutku, państwo nasze straci kolejny "zabytek" oraz ściśle tajną instrukcję do prowadzenia rozmów przy tak nietypowym meblu. Istnieje też niebezpieczeństwo, że stół nie spełni oczekiwań, bo jak wiemy na Kubie nie ma Żydów, a szczególnie Żydów-komunistów, bo Związek Radziecki nie zdążył ich dostarczyć wraz z rakietami z powodu blokady Kuby przez USA. Pan Aleksander chce zdążyć także przed wyzdrowieniem kolegi Fidela, licząc na to, że wiecznie pijany Raul weźmie stół bez mrugnięcia okiem. Nie martwi go to jednak, bo jeszcze została Korea Północna i jego wielki przyjaciel Kim Dzong Il.

S
specjalistka od podrabiania podpisów na listach wyborczych (słowa kluczowe - kurwiki, sex, owies), od niedawna ciesząca się sławą świeżo upieczonej maturzystki, została felietonistką w gazecie specjalisty od smrodu, zwanego przez kolegów "setka żytka". Po nieudanych próbach zostania modelką i tancerką (ze względu na nietypowy rozmiar XXL) teraz postanowiła zostać obrończynią smrodu wytwarzanego przez zakłady właściciela gazety i będzie opisywać ten sam smród ale od strony byłego senatora. Bardzo możliwe, że jej pisanina to tylko wprawki przed czymś większym, bowiem kolega partyjny rozwija w Bielsku Białej "sex-business" i niedługo potrzeba będzie scenariuszy w stylu "Pamiętnik Fanny Hill" czy "Emanuelle", a to dla pani poseł stanowi przysłowiowy "pryszcz" bowiem wymaga tylko przelania na papier "doświadczeń z owsem".

C
oś tam w Gdańsku stuknęło, coś tam w Gdańsku huknęło, ale to nie komar z dębu spadł... to nasz były pierwszy niekomunistyczny (hehehe) prezydent spadł na dobre z "Solidarności". Jak sam powiedział - "To już nie jest mój związek. Inne czasy, inni ludzie, inne problemy. Nie będę się mieszał. Niech teraz działają inni, a ja nie jestem im chyba potrzebny". Wrodzona (hehehe) skromnośc przebija przez słowa byłego wodza. Powód jest chyba całkiem inny - "były" nie cierpi krasnoludków i to szczególnie "podwójnych", bo się czuje wtedy jak po przedawkowaniu ulubionego napoju, a on przecież abstynent, czemu niejednokrotnie dawał wyraz w przerwach obrad okrągłego stołu (nawet są piękne fotki). Dzisiejszy związek też nie jego. "Własnemi ręcyma" oczyścił go z wrogich elementów (o czym natychmiast powiadomił ówczesne MSW Kiszczaka), ale "element" i tak się jakoś dostał i pokrzyżował mu plany. Dlatego ma w d... Polskę, Polaków i całą już nie jego "S" i pod stoczniowe krzyże przyjdzie osobno i po ciemku, jak nie będzie nikogo, bo ciemność uniemożliwia celowanie jajami, a także nie widać na garniturze jak trafią. Krasnoludy też prowadzą wrogą jemu politykę, bo zaczęli ścigać aferzystów i dlatego jest mu bliżej do Partii Obrażonych, bo ci obiecali mu ich nie ścigać, a przede wszystkim tam jest jego synalek (ten trzeźwiejszy od białego wywiadu). Trafnie napisał jeden z internautów - "Nareszcie wielki wstyd jest poza. Teraz mogę zapisać się ponownie do Solidarności. Będzie lepiej w Solidarności i w Polsce". Można ewentualnie dodać - "spieprzaj dziadu".
P.S. - już wiadomo, że nie zrzeknie się też tytułu honorowego obywatela miasta Gdańska. Taki honorowy...

C
zy jest taki kraj, gdzie można niewinnemu dać w mordę, napluć w twarz, skopać i nie nawet przeprosić? Jest. W samym środku cywilizowanej Europy i nazywa się Rzeczpospolita Polska. Ale musi zajść jeszcze jeden warunek. Bijący, kopiący i plujący musi być chroniony immunitetem, czyli musi należeć do grona "wybrańców narodu", a na dodatek zasadność czynu musi potwierdzić polski sąd, by nie doszło do niewinnego oskarżenia "świętej krowy". W czerwcu minęła czwarta rocznica, jak przewodniczący Sam00brony zaprosił TV na uroczyste sypanie niemieckiego żyta na polskie tory i dopiero teraz w roku 2006 polska Temida nakazała... przeprosić pokrzywdzonego. Z przeprosinami też będzie problem, bo pan przewodniczący awansował w rolniczej hierarchii i dziś jest królem pól, łąk i nieużytków RP, co oznacza, że nawet polski sąd może mu nadmuchać do... żyta. Polskie młyny sprawiedliwości działają konsekwentnie choć z prędkością ameby i niedługo trzeba będzie wprowadzić do kodeksu kary pośmiertne, gdzie najdotkliwszą będzie ta połączona z ekshumacją oskarżonego.

N
asz uzdrowiciel polskich "SS" (służb specjalnych - wyjaśnienie dla wymiaru sprawiedliwości), zwany delikatnie "nieobliczalnym" lub "kontrowersyjnym" wypowiedział się ostatnio w kanale telewizyjnym "na żywo", czyli bez możliwości natychmiastowego "wycięcia", że - "część z tych osób (chodzi o ministrów spraw zagranicznych RP od 1989 r.), to są byli członkowie PZPR, tego sowieckiego namiestnictwa. Większość spośród nich w przeszłości była agentami sowieckich służb specjalnych. Nie wszyscy, ale kilku reprezentowało interes struktur postsowieckich". Niby nic nowego, ale rozpętało to burzę, bo chodzi o garstkę ludzi trzymających władzę, a nie o połowę narodu, który władzy nie trzyma. Wymieniony już stanął na dywaniku u premiera, ale premier oficjalnie nie zrugał podwładnego, czyli coś "jest na rzeczy", bo oskarżenie jest wielkiego kalibru. Sprawdzić tego nie ma jak, bo tzw. Instytut nie posiada wiarygodnych danych w swojej makulaturze, przetrzebionej dokładnie już w 1989 r. przez tzw. komisję "Holzer-Michnik-Kroll" i dowody z pewnością szlag trafił. Teraz wiceminister czeka na "spowiedź" u swego ministra, która być może spowoduje dymisję i najprawdopodobniej samego ministra. O co więc tu chodzi? O drobiazg. Rozpoczęła się ostra "rywalizacja" wśród samych "wybrańców narodu z narodu wybranego", a powodem jest chwila szczerości "nieobliczalnego" wiceministra. W grę wchodzi tylko dziewięć osób - ministrów spraw zagranicznych - Szymon Schimel, Mosze Brandwein, Władysław Bartoszewski, Dariusz Rosati, Berele Lewartow, Dawid Goldstein, Adam Rotfeld, Stefan Meller i Anna Fotyga, z których do współpracy przyznał się tylko Mosze Brandwein.

N
ie chce się czytać przepowiedni? No chyba nie chce, bo już Nostradamus albo nasz Weneryhora napisał - "Zza siedmiu blokad, siedmiu beczek z gnojem, wyjdzie kmiot oszołom, wejdzie na pokoje..." - no a taki jak wejdzie, to już nie wyjdzie. Wypisz, wymaluj pierwszy "orczyk RP", który tak się "skrólewił", że do domu musi latać samolotem. Na razie lata dwusilnikowym na śmigła typu "Bryza", a to tylko dlatego, że kolesie z MON-u jeszcze nie wybudowali mu pasa startowego za oborą i nie może lądować odrzutowcem. Trzeba tylko gdzieś "urwać" 3 kilometry z autostrady i pas będzie. "Bryza" jest przystosowana do transportu 17 żołnierzy z pełnym wyposażeniem, ale panisko lata samo, za to z dużą ilością paszy. Prasa donosi, że przez godzinę lotu potrafi zjeść za drobne 1100 złotych, czyli tyle co stu rencistów w jeden miesiąc, a sam przelot kosztuje marne 5000 złotych, czyli odpowiednik odszkodowania dla 11 rolników dotkniętych powodzią, które panisko obiecało. Lot ma swoje dobre strony, bo "uczniowie" mogą pamiętać na czym polega blokada drogi i mogą mu przyblokować transport naziemny, a z góry widać tylko piękne pola i nie widać rolniczej biedy, na którą jest tak "wyczulony". I tak krok po kroku budujemy "tanie państwo" dla narodu, a "skrólewione" dziadostwo przeciera podniebne szlaki dla swoich następców. Panisko hula po niebie, a opuszczony partyjny fraucymer musi sam dbać o własną reklamę, jak dla przykładu dwie niedawne maturzystki. Jedna po "doskonałym" pozbyciu się męża, teraz nastaje na córki przy pomocy wschodnich ciężarówek, a druga każe porywać wnusia, tylko nie przewidziała, że popsuje się samochód "terrorystów" i cały plan trafi szlag.

D
ziś miał się rozpocząć proces pana Huberta, za zniesławienie nie wiadomo kogo (policji czy prezydenta), ale się nie rozpoczał, bo pan Hubert zniknał. Rozesłano więć listy gończe za wrogiem publicznym nr 1 Rzeczypospolitej Polskiej i proces przełożono aż na 26 września. Uzasadnione, bo kanalizacji w samej Warszawie jest na kilometry, a pan Hubert nie znał widać adresu, przy którym mieści się główny właz wejściowy. Szkoda, bo na sali rozpraw czekał też najbardziej pokrzywdzony przez IV RP - Jakubek Windman, który przybył w ramach prywatnego protestu. Ciekawe, że nawet kancelaria prezydenta, która wydała oświadczenie - "Wydaje się, że mamy do czynienia z nadmiernym 'aktem dobrej woli' ze strony prokuratury, która wykazała się trochę nadgorliwością i złą oceną sytuacji", jest raczej mało zainteresowana procesem, chociaż chodzi o jej szefa. Czy nasza Temida nie wie, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu? A tak na marginesie - na jaki adres bezdomnego wysłano wezwanie na rozprawę?

A
le ten Günter namieszał. Nie dość, że kolejny już raz elektryk zrobił z siebie durnia, to jeszcze połowę Polski zmusił do przeczytania najnowszej historii i przejrzenia własnych spisów honorowych obywateli. Radni z Legnicy do dziś nie doszli do porozumienia czy odebrać honorowe obywatelstwo Adolfowi Hitlerowi i co ciekawe przeciwko odebraniu są radni z "czerwonych kapturków". Jeszcze większy orzech do zgryzienia mają radni Wrocławia, bo u nich jest cała trójca - Adolf Hitler, Hermann Göring i Joseph Gebbels - ale nie odbiorą, bo jak mówi Grzegorz Stopiński, przewodniczący rady miejskiej Wrocławia "To część historii naszego miasta". Wałbrzych ma zaskakujący duet - Adolf Hitler i Szewach Weiss, a Jelenia Góra - wujka Adolfa i jego pilotkę. Prawnicy są innego zdania - ponieważ tytuły honorowe nadały miasta jako miasta III Rzeszy, więc nas to nie obchodzi, bo nie jesteśmy spadkobiercami tysiącletniej Rzeszy. Czyli Breslau ma, a Wrocław nie ma i problem z głowy. Natomiast historycy są skłonni samą sprawę oddać historii i też prawda, bo co może być jak powstanie IV Rzesza? Wtedy możemy liczyć na łaskawość i zrozumienie. Zwykły naród jest zdziwiony i oburzony, ale to przecież nie naród tworzy historię a jego rządy, a ponieważ od 18 lat rządom to nie przeszkadza, więc naród ma zamknąć gęby, nie pyskować i dalej żyć pod honorowym patronatem, bo to jest wzór dla rządu.

J
ak napisała "Rzepa" - "Do tej pory Polsce nie udało się wylansować wyrobu, który byłby rozpoznawalny na całym świecie" i dlatego sprawę w swoje ręce wziął polski rząd. Będzie reklamował polską gorzałę. Chodzi tu przede wszystkim o reklamę tego, co pisze na nalepce sztandarowego wyrobu, a nie o standardowego obywatela po spożyciu tego, co kryje się pod nalepką. Przerypaliśmy marketing Okrągłego Stołu, gdzie codziennie reklamowano sztandarowe produkty w ogromnnych ilościach i to przez modele z pierwszej półki. Teraz trzeba robić wszystko od nowa. Teraz już wiesz obywatelu, że gorzała w Sejmie, to nie dla codziennego ochlaju, a dla marketingu polskiej marki w świecie. To że przy reklamie śpiewają sprośne rzeczy, to też jest marketing naszego folkloru, choć niejako przy okazji. To że czasem zarzygają miejsce reklamy w obcych liniach lotniczych, też wchodzi w skład marketingu zdrowej, polskiej żywności. Posłowie nie jeżdżą w pijanym widzie dla własnego widzimisię, a dla marketingu polskiego produktu. Nie wolno zatem odbierać im prawa jazdy, bo reklama jest ważniejsza. Zwykły obywatel nie ma podpisanego kontraktu na marketing, więc nie może prowadzić po pijaku, bo zabiera chleb innym, a to już jest karalne. Jeśli marketing się powiedzie, to znowu ruszy pełną parą bimbrownia "czerwonych kapturków" założona co prawda z myślą o biopaliwie, ale ustawa nie przeszła, bo złapali i wsadzili tego co prowadził negocjacje. Teraz wystarczy zmienić tego kościotrupka z nalepki na orła i pójdzie w świat jako najlepsze to, co Polak potrafi. Obywatelu, przestań patrzeć na pijaną władzę, jak na łajdaków. Spójrz na nich jak na ciężko pracujących, lansujących narodowy wyrób, który twe życie uczyni lżejszym. A ty jak prowadzisz to nie pij, bo za dużo się rozlewa.

D
la mnie rewelacja. W Ameryce powstała firma, która za drobną opłatą na podstawie twojego genomu powie ci, skąd pochodzą twoi przodkowie. Pewien murzyn, którego trapili przodkowie niewolnicy, dowiedział się dzięki firmie, że jego murzyńscy przodkowie pochodzili z Europy zachodniej , jedna aktorka (też murzynka) znalazła przodków w Gwinei Bissau, a jedna czarnoskóra astronautka pochodzi od murzynów azjatyckich . Ciekawe jak badania wypadłyby w Polsce. O ile o naród można być spokojnym, bo raczej autochtoni, o tyle przodków "elyty" należałoby szukać w stepach europejskiej Azji wśród wielkiej rodziny "konia Przewalskiego" i ciekawe tylko skąd większość - z plemienia Jewrejów stepowych czy Jewrejów moskalskich.

M
iała być polityczna burza nad całą Polską, a wyszło zabełtanie siuśków w sejmowym nocniku. Pan Antoni, co miał być młotem na polskie "SS" (służby specjalne - wyjaśnienie dla wymiaru sprawiedliwości), okazuje się być młoteczkiem i to zaledwie modelarskim. Dzisiaj ustami swojego rzecznika przekazał - "że mówiąc o byłych polskich ministrach spraw zagranicznych użył niewłaściwego skrótu myślowego, a osoby urażone tą wypowiedzią przeprasza". Prawda jakie to proste? Wystarczyło użyć "niewłaściwego skrótu" i narobić takiego szumu, aż się echo odbiło o mury Kremla, bo przy okazji jakoby obraził ichnie NKWD. Używanie skrótów myślowych jest zależne od organu, który te skróty wybiera i jeśli skróty wybiera niewłaściwie, to należy go wymienić u pierwszego lepszego rzeźnika, albo po prostu przestać go używać, jak to uczyniła już większość naszego parlamentu. Pan Antoni w wypowiedziach dla środków "nie cenzurowanych", raczył powiedzieć, że był się przejęzyczył, bo nie chodziło mu, że "większość spośród nich w przeszłości była agentami sowieckich służb specjalnych", a "naszych służb". Dowody na to ma, ale nie pokaże, bo ich nie ma, czyli "pełno ich, a jakoby żadnego nie było", bo są w innych rękach niż te, którymi on może poruszać. Sprawa jest załatwiona, bo pan Antoni odbył już tzw. "mięsne" rozmowy z wszystkimi co trzeba i teraz poświęci się zadaniu, do którego został powołany, czyli zacznie wymieniać "naszych" na "swoich". Sprawa ucichnie jak wszystkie, bo jeżeli głos odważnie zabierają nawet ci, którzy chwilowo nie są w sferze zainteresowań prokuratury, to znaczy że pan Antoni ma w kieszeni pistolet, tyle że bez amunicji. Dla przypomnienia. Na tzw. "liście Macierewicza" z roku 1992 znaleźli się byli i późniejsi ministrowie spraw zagranicznych - Włodzimierz Cimoszewicz (Carex), Andrzej Olechowski (Must) i Krzysztof Skubiszewski (Kosk), a w ostatniej chwili, z braku "twardych" dowodów, wykreślono Bronisława Geremka, czyli ilość zbliżona do liczby pana Antoniego - "nie wszyscy, ale kilku".

W
czoraj, radio zbliżone do kręgów galicyjskich podało wiadomość, której potwierdzenia nie doszukałem się w innych źródłach. Chodzi o zakup fragmenciku złóż kazachstańskiej ropy naftowej przez polską firmę od niby-programów niby-komputerowych. Zakupione za 800 milionów dolców miejsca, pod którymi ma znajdować się ropa, znajdują się... nie wiadomo gdzie. Strona kazachska nic nie wie o takiej transakcji i zarzeka się, że nikt u nich nie może kupić praw do wydobycia ropy, a tym bardziej jakaś polska firma. Potwierdza to także Rosja, która z racji "ojcostwa" trzyma łapę na newralgicznych miejscach w swoich dawnych republikach. Co i gdzie zatem zakupił pan Rysio? Albo "pralnię" buduje się gdzie indziej, albo akcjonariusze z plemienia "czerwonych kapturków" dali się nabić w roponośne pola, albo poszedł sygnał, że 800 milionów już jest bezpieczne. Może to być także jakiś "akt rozpaczy", bo prokuratura IV RP zaczęła pisać ostatni rozdział pracy naukowej na temat "Wpływ władzy III RP na rozwój szwajcarskich banków".

N
aukowcy apelują o zaprzestanie dodawania do wędlin azotynów, gdyż te zwiększają ryzyko zachorowania na raka. Inni naukowcy, wielbiciele wędlin, udowadniają że bez azotynów nie da się wyprodukować zdrowych wędlin. Sprawę jak zwykle rozwiążą politycy, każąc umieszczać na wędlinach napis - "kiełbasa albo zdrowie - wybór należy do ciebie" i spożycie wędlin zacznie podlegać tym samym regułom, co palenie tytoniu. Potem wystarczy zakazać spożywania w miejscach publicznych i problem rozwiąże się sam. Na razie pocieszmy się tym, że naukowcy po wielu latach badań lingwistycznych stwierdzili, że każda krowa "muczy" w swoim dialekcie i my Polacy rozpoznamy swoje bydło w każdym zakątku świata.

P
ierwszy "MEN" czwartej Rzeczypospolitej dał... pedagogicznego ciała. Nie przyjął do wiadomości, że Pluton przestał być planetą, bo wiadomość podała "G. Wyborcza" i uważa to za prowokację wymierzoną wprost w niego. Panie Romanie, to niestety prawda. Proszę uwierzyć, że nawet "G. Wyborcza" podaje czasem wiadomości prawdziwe zamieszczając nekrologi. Z Plutonem wyszło głupio, bo wymyślono jeszcze głupszą definicję planety, według której jajko kamienne i jajko kurze, to takie same jajka. Proszę jednak pamiętać, że naukowcy są tacy sami jakie są ich ministerstwa edukacji.

L
arum grają. Polskie kasztanowce giną, bo zjada je szrotówek kasztanowcowiaczek. Ratunkiem dla drzew są szczepionki, ale w Polsce jest ich tyle samo, ile do walki z ptasią grypą czyli nędza z bidą i szczepi się tylko drzewa rosnące w pobliżu urzędostwa państwowego. Resztę można ratować przy pomocy zwykłych grabi, bo tych u nas dostatek i wszyscy znają instrukcję obsługi. Na razie głupim i naiwnym serwuje się sprzedaż tzw. cegiełek, z których pieniądze idą rzekomo na zakup szczepionek. Będzie jeszcze gorzej, bo organizm państwowy atakuje o wiele gorsze robactwo z rodziny mendowatych i jakoś nie widać, by ktoś się tym przejmował. Wszystkie partie są toczone od lat przez "jewrejka zakapturzonego" i "bolszewiaczka wszystkożernego". W terenie bezkarnie grasuje "podjadek agencyjny", a w sektorze finansowym rozpanoszył się "wciornastek bankowo-giełdowy" bardzo trudny do zwalczania szczególnie po skrzyżowaniu się z "jewrejkiem zakapturzonym". Jeśli do tego dołożyć "rzeszotka korumpowniaczka" żerującego w parlamencie i wszystkich urzędostwach, to sytuacja wydaje się beznadziejna. Dziadostwo jest odporne na wszystkie szczepionki i chyba jedynym ratunkiem jest metoda zagrabienia na jedną kupę i natychmiastowego spalenia, stosowana przy zwalczaniu szrotówka. No, ale jeśli chcemy by Polska była zdrowa, musimy podjąć walkę od zaraz i być może za kilkanaście lat ostatnie larwy znikną a Polska stanie się zdrowym organizmem.

P
o ponad 20 latach dowiadujemy się o kolejnych "nasionach", które wykiełkowały jako drzewa na deski późniejszego Okrągłego Stołu. Znany pod polskim pseudonimem "Jacek Kuroń", jeden z przywódców Komitetu Obrony (hehehe) Robotników, przynajmniej od roku 1985 prowadził rozmowy z gen. Kiszczakiem na temat przyszłych obrad nad przekazaniem władzy w "nowe" ręce. Jak widać, obrady Targowicy były przygotowywane od chwili zakończenia stanu wojennego (a być może jeszcze w trakcie jego trwania, bo było dużo łatwiej o kontakty) i były prowadzone nie z "przewodnią siłą narodu" a z faktyczną władzą PRL, czyli z esbecją. Kuroń był "prowadzony" przez mjr Jana Lesiaka (dziś pułkownik i dobrze znany w polityce). W meldunkach Kuronia wymienia się Michnika, Mazowieckiego, Geremka, Wałęsę (z racji pozycji, a nie intelektu), jako przyszłych konstruktorów paktu ze strony "opozycji". Wałęsa nawet twierdzi, że upoważnił (hehehe, kto kogo) Kuronia do negocjacji z bezpieką. Okrągły Stół nie był spontanicznym przyrostem chęci uczynienia czegoś lepszego dla Polski i z Polski. To była kilkuletnia, starannie przygotowana operacja służb specjalnych, mająca na celu przekazanie władzy w konkretne ręce, w konkretnym celu, z konkretnymi korzyściami dla ustępujących i konkretnym stwierdzeniem kto tu rządził i kto będzie te rządy kontynuował. Osiemnaście lat trwa przedstawienie teatrzyku cieni, a głównych animatorów w zasadzie nie znamy. Po to też stworzono tzw. Instytut, który raz na 20 lat rzuci "perły przed wieprze" (o ile "kiszczakowszczina" łaskawie zezwoli), by stworzyć pozory jakiejś "uczciwej" pracy i zasłużyć na przetrwanie.

W
Rosji rozgorzał ponownie spór o pochodzenie człowieka. Grupa kreacjonistów z naukowymi dyplomami, zbulwersowana naukowymi oszustwami, pseudonaukowymi metodami udowadniania ewolucji oraz przyznaniu wciąż nie udowodnionej hipotezie Darwina prawa teorii naukowej, postanowiła tymi samymi metodami naukowymi udowodnić, że to małpa pochodzi od człowieka, a nie odwrotnie. Teraz kreacjoniści będą się zastanawiać jaka rasa ludzka dała początek danej rasie małp. Jeden z naszego rządu już mi pasuje na protoplastę goryli jeśli nie twarzą, to przynajmniej rozumem.

K
toś, komuś zdrowo nadepnął na odcisk. Pewien polityczny konwertyta, który był "delegatem" we wszystkich prawie ugrupowaniach politycznych, a zagrzał dopiero miejsce w swojej ideologicznej kołysce (działanie typu - "Kapitan C. wykonał zadanie"), wystapił w obronie tzw. "autorytetu". Z kwiecistej mowy poprzetykanej "mięskiem" (zapytanie do IPN - "czy wyście się z chu...m na łby pozamieniali?!") dowiedzieliśmy się że w tzw. Instytucie działają "małe gnojki". Skoro tak, to kogo w tym Instytucie zaliczamy do "dużych gnoi"? Tego nie wyjaśnił, a szkoda. Zabełkotał coś jeszcze o szambonurkach, ale jest to chyba "skrót myślowy", bo sam jest tak rozerwany ideologicznie, że broni wszystkich, którzy tylko mają coś wspólnego z korytem. Ot, taki typowy polski czerwony liberałek. Z tekstów nie wynika, że Kuroń był współpracownikem bezpieki, bo przecież "plenarnego posiedzenia" przyszłego rządu nie można nazwać współpracą, a co najwyżej uzgadnianiem podziału władzy, więc nie wiadomo po co właściwie ten cały szum medialny. Wypowiedział jeszcze dość ciekawe zdanie - "Ludziom, którzy nigdy palcem nie ruszyli, żeby cokolwiek zmienić w PRL, mówi się dziś, że ci, którzy cokolwiek robili dla zmiany Polski, to ostatnie gnoje". Świetne spostrzeżenie, ale chyba bardziej adekwatne byłoby użycie słowa "goje" zamiast "gnoje", a jeszcze lepiej "szabesgoje". Jak się można było spodziewać w obronie Jacusia wystąpił też dzisiejszy, pierwszy ideolog RP, czyli nasz jąkający się "Władymir Iljicz" wałęsianej "S", też zresztą upoważniony do rokowań, który napisał - "...wszystkim wybaczał, pewnie wybaczyłby także i tym draniom". Tu się chyba pomylił, bo ta nacja jak żadna inna nigdy nie wybacza, chociaż co innego może mówić. Najbardziej ciekawe jest to, że Jacusia najzacieklej bronią komuchy. Dlaczego? Całość wygląda na "kontrolowany przeciek", bo przecież w Polsce nie ma już o czym gadać, a kopnięcie w furtkę zawsze wyzwoli jazgot kundli zza płota, a kto choć trochę zna "pochodzenie" naszych polityków, dokładnie wie kto to będzie. I o to chodzi...

P
olicja jest pewna, że wnusio "Piggy" z Sam00brony sam wymyślił porwanie, by nie dostać lania za zbyt późny powrót do domu. Oburzona jest babcia, bo dzieci są prawdomówne, a stwierdzenie o kłamstwie ukochanego wnusia, uważa za policyjną manipulację. Oj, chyba prawda z tym jabłkiem i jabłonią. Sąd też nie chce uwierzyć babci, że podpisy same się podpisały na jej listach wyborczych.

C
oś się musiało stać, bo Partia Obrażonych chce wystąpić z wnioskiem o zmianę Konstytucji w taki sposób, by do naszego parlamentu nie dostawały się - "osoby karane za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego oraz takie, wobec których wydano prawomocny wyrok warunkowo umarzający postępowanie karne w sprawie popełnienia takiego przestępstwa". Sama inicjatywa jest spóźniona o osiemnaście lat (bo wtedy nie było szubrawców ) i bynajmniej nie chodzi w niej o to, by do organu nie dostali się bandyci, złodzieje i inne indywidua o podejrzanej reputacji, ale przede wszystkim o to, by utrącić ludzi którzy są przeciwni antypolskiej władzy i za to zostali skazani z urzędu, a więc o utrącenie w majestacie prawa prawdziwej polskiej opozycji. Oczywiście jest to (jak zwykle) poparte "życzeniem milionów Polaków", tyle że nie wiadomo których, bo takiej ankiety jeszcze nie widziałem. Partia Obrażonych ma już także poparcie wodza "czerwonych kapturków", ale z zastrzeżeniem, że nie wolno robić tego "na pałę", czyli należy tak skonstruować, by nie utrącić "swoich". Inicjatywa śmierdzi już z daleka, bo znając polityków, chodzi głównie o to, by zacząc coś majstrować przy samej konstytucji i potrzeba tylko otwarcia furtki, by do niej wleźć. Sam termin postawienia sprawy jakoś dziwnie zbiegł się z rządami PiS, co do których przekonuje się coraz więcej Polaków, bo chociaż powoli ale z uporem zaczynają przekształcać Rzeczpospolitą "obojga narodów" w prawdziwą Rzeczpospolitą jednego, polskiego narodu. Proszę tylko zobaczyć jaka panika ogarnęła byłych esbeków. Jeden założył nawet "kącik porad" w internecie - "jak unikać zagrożeń" (blog niewiniątka z SB o ksywie "ecco53" ).

N
ajpierw bezkrwawo obalono komunizm i ogłoszono to "cudem". Owszem, o ile "cud" odczytamy jako skrót - "Całkowicie Udane Działanie". Następnie rozwiązano PGR-y, z dnia na dzień pozbawiając pracy i płacy miliony Polaków utrzymujących się z "orki" na państwowej roli. Potem wzięto się za robotników. Prywatyzowano zakłady pracy, by w krótkim czasie ogłosić ich upadłość a załogi wyrzucić na bruk. W taki prosty sposób i w krótkim czasie we względnie kwitnącym kraju rozgrabiono majątek narodowy lub sprzedano w obce ręce, a z ludzi zrobiono żebraków grzebiących w śmietnikach. Miliony ludzi przemieniono w stado głodnych wilków gotowych pozagryzać się na wzajem za kawałek chleba lub za byle jakie miejsce pracy. To też był "c.u.d." na skalę światową. Prosto i w majestacie prawa ustalono kto teraz jest władzą, a kto jest niewolnikiem. Spowodowano masową emigrację "za chlebem" ludzi młodych, tych których zadaniem zawsze była opieka nad starszymi, a starszych którzy własnymi rękami zbudowali swój jako taki byt skazano na powolne wymieranie pozbawiając ich na dodatek opieki lekarskiej. To jeszcze nie koniec planu. Należało zbudować bariery nie do przejścia, by uniemożliwić naukę dzieciom tych, których już wdeptano w ziemię. Postawiono barierę finansową. Zlikwidowano państwowe szkoły wprowadzając na ich miejsce prywatne i płatne, a więc dostępne tylko dla dzieci klasy panującej, czyli tej która ma pieniądze. Przystąpiono do realizacji punktu - niewolnik nie może mieć wyższego wykształcenia. Ostatni przykład to Akademia Medyczna w Poznaniu, gdzie pod pretekstem "poprawy ściągalności opłat" zlikwidowano opłaty w ratach, uderzając w studentów nie pochodzących z klasy "panów".  przeczytaj To jest następna część szerokiego planu, który ma zaowocować następnym "cudem". W znanej mi historii Polski nikt tak jeszcze nie upokorzył narodu polskiego w imię zaplanowanego "cudu", jak uczynili to władcy z ostatnich osiemnastu lat. Zapalmy więc świeczkę Jackowi Kuroniowi, który może nie "współpracował" ale na pewno wypracował razem z jemu podobnymi ten nasz polski "c.u.d.", za który został odznaczony przez swój naród Orderem Orła Białego "za zasługi" dla naszego, polskiego narodu.

B
ył rok 1953. W Krakowie toczył się proces grupy "szpiegów amerykańskich" powiązanych z krakowską Kurią Metropolitarną. Do władz ówczesnej Polski wystosowano rezolucję, w której napisano - "My zebrani w dniu 8 lutego 1953 r. członkowie krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich wyrażamy bezwzględne potępienie dla zdrajców Ojczyzny, którzy wykorzystując swe duchowe stanowiska i wpływ na część młodzieży skupionej w KSM działali wrogo wobec narodu i państwa ludowego, uprawiali - za amerykańskie pieniądze - szpiegostwo i dywersję. Potępiamy tych dostojników z wyższej hierarchii kościelnej, którzy sprzyjali knowaniom antypolskim i okazywali zdrajcom pomoc, oraz niszczyli cenne zabytki kulturalne. Wobec tych faktów zobowiązujemy się w twórczości swojej jeszcze bardziej bojowo i wnikliwiej niż dotychczas podejmować aktualne problemy walki o socjalizm i ostrzej piętnować wrogów narodu - dla dobra Polski silnej i sprawiedliwej". W tym procesie trzech księży skazano na śmierć a pozostałych na długoletnie więzienie w tym bp. Kaczmarka. Pod rezolucją podpisało się 53 intelektualistów, a wśród nich jedna pani, która dzisiaj pretenduje do polskiej nagrody literackiej NIKE - pani Wisława Szymborska, "polska" poetka i noblistka, która przyczyniła się do komunistycznej zbrodni.

P
artia Obrażonych zwiera zwieracze przed wyborami i usilnie poszukuje nośnego hasła, które ma być krótkie i zawierające konkretną treść, która ma być kojarzona tylko z nią i wyłącznie z nią. Hasło nie może być długie, bo Polacy mają wstręt do czytania pełnych zdań i z reguły poza pierwszym słowem nie pamiętają nic co było dalej, zupełnie jak z wkuwanymi wierszami ze szkolnych lat. Wybór padł na słowo "Razem", które jest krótkie, treściwe i przywodzi na myśl skojarzenia dosłownie ze wszystkim - od miłości po zdobycie Berlina. Mnie od razu przyszedł na myśl tytuł pewnego pisemka z czasów, gdy nikt jeszcze nie myślał o "poczęciu" tej partii. Wielu starszych Polaków pamięta jeszcze tamte tytuły i dlatego hasełko z nich złożone powinno zapaść w pamięć przynajmniej do wyborów. Możnaby sklecić coś takiego - "Razem" - z - "Głosem Robotniczym" - po - "Chłopskich drogach" - "Na przełaj" - do - "Trybuny ludu". Nostalgia za starym musi wygrać. Byle tylko przywódcy nie wsadzili w tło swoich gęb, bo misterny plan trafi szlag.

P
ewna niezależna (tylko z nazwy) telewizja, lansująca "styl" pewnej pani, córeczki stalinowskiego zbrodniarza, ma teraz wprowadzić do studia "styl" jej męża, też synka zbrodniarza z NKWD. Nie wiadomo, czy normalni Polacy zechcą przejąć styl wymienionych, ale akurat ta telewizja nie będzie pytała zwykłego "robola" czy "kmiota" o jego zdanie. Program widać jest skierowany wyłącznie do "władców narodu" oraz "ukłonem w stronę" i formą wdzięczności za umożliwienie zaistnienia stacji u zarania "przepoczwarzania" się naszego kraju z komuny na jeszcze "lepszy".

I
jak tu nie wierzyć w duchy? W gmachu Akademii Kijowsko-Mohylańskiej musiał się zagnieździć duch Ozjasza Szechtera, przedwojennego działacza Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, który natchnął władze uczelni, by przyznały tytuł honorowego profesora uczelni, jego synowi - Aaronowi. Jak zauważył pan rektor - "Jest to dla mnie honor i szczęście, że człowiek reagujący na niesprawiedliwość w swoim kraju i na całym świecie, zgodził się stać honorowym profesorem naszej Akademii". Wyróżniony odczytał wykład inauguracyjny poświęcony polityce historycznej w Polsce, na Ukrainie i w Rosji, a studenci nagrodzili go oklaskami na stojąco. Fakt, świeżo upieczony profesor honorowy jest człowiekiem reagującym na niesprawiedliwość, bo jak sam zauważył - "żądanie Nadzwyczajnego Trybunału rozliczenia stanu wojennego jest czymś wyjątkowo niegodziwym, jest drwieniem z cierpień tych, którzy zginęli". Sam "profesor honorowy" nie ma też wątpliwości - "..., że Jezus go umiłował". Ale nade wszystko należy zapamiętać jego własne słowa - "komunistyczna Polska to moja Polska".

C
o z tą Polską? - zastanawia się bez przerwy jeden redaktor i do dziś "bidulka" nie może uzyskać odpowiedzi. A jest tak - po 11 latach sąd skazując prokuratora, który po pijaku potrącił śmiertelnie pieszego, orzeka że "nie zagraża on praworządności w Polsce" i otrzymuje w nagrodę karę "w zawiasach" mogąć być dalej prokuratorem. Pan z Olsztyna, który wykazał niekompetencję głupiego urzędnika, został skazany za obrazę władzy, a nazwał go tylko delikatnie "ignorantem i pseudofachowcem". Jeden pan minister wytoczył proces emerytce o pomówienie i oczywiście wygrał, obniżając jej przy okazji "wysoki" standard życia. Inny minister interweniuje w pracę sądu, bo sąd chce zamknąć złodziei, ale problem w tym, że padło na kolegów pana ministra. 1:0 dla ministra, bo sprawę sądowi odebrał. Policja ściga bezdomnego, który w pijanym widzie wypowiedział prawdę o władzy w obecności "władzy", a na strychu przychodni zdrowia w Poznaniu znaleziono 7 ton gołębiej padliny i jej gówien. Tak na dzisiaj wygląda Polska i nie ma sensu zadawać głupich pytań, tylko stwierdzić po prostu - "do d... z taką Polską".

P
oniedziałek oprócz "damskiego" wiatru przyniósł nam nową orientację seksualną, a właściwie jej brak. Okazuje się, że oprócz mono, homo, bi, hetero i czort wie jakich jeszcze, są ludzie, którym miłość wisi w przenośni i dosłownie. Do Polski wkracza następna grupa "Aven", której członkowie nie uprawiają seksu, bo nie sprawia im to żadnej przyjemności. Jest ich na świecie ponoć około 1,5% i postanowili też stworzyć "grupę nacisku" choć nie wiadomo na co ten nacisk położą. Póki co, już uczeni zastanawiają się czy to choroba genetyczna (ciekawe czy jest gen głupoty), lęk przed wysiłkiem czy przyzwyczajenie do słodkiego niecnierobienia w tym zakresie. Sadzę, że od razu zainteresują się nimi pracodawcy, bo w przypadku kobiet odpada im problem macierzyństwa, co już daje oszczędności, a w przypadku mężczyzn odpada "wiszenie" na internecie w poszukiwaniu wizualnych przygód. Nie będą też walczyć o jakieś prawa dla "związku", bo byłoby to przeciwne z filozofią organizacji. Swoją drogą, jak to jest, że pomimo silnego "odpychania" zdołali się połączyć? Mamy więc kolejny klub samotnych mózgów, bo o sercach nie może być mowy. Ciekaw też jestem, która partia przygarnie ich do swego łona i co im obieca za wyborcze głosy.

J
ak napisało "Życie Warszawy" - "Jeżeli polskie władze nie zajmą się antysemickim Radiem Maryja, powinna interweniować Unia Europejska - ogłosiła potężna organizacja żydowska w USA Liga Przeciw Zniesławieniu" - ta sama która odznaczyła Adama Michnika "za czynienie Polski lepszej" (hehehe). W dzisiejszej Polsce już za samo użycie słowa "Żyd" zostaje się antysemitą, nie mówiąc o tych, którzy pokazują rolę "narodu wybranego" w najnowszej historii naszego kraju. Słowa - "Trwam", "Maryja", "Nasz Dziennik" czy "Rydzyk" wywołują alergiczną reakcję wśród "prawdziwych polaków", a ponieważ sami od lat nie mogą zniszczyć "wrogiej" radiostacji, na pomoc wzywają wszelkie siły (oczywiście swoje) działające poza granicami. Dlaczego tak się dzieje? Ano dlatego, że ojciec Rydzyk z uporem maniaka obnaża działalność "narodu wybranego" w życiu narodu polskiego, szczególnie ukazując ich rolę po roku 1944, a przede wszystkim pokazuje prawdziwy ich rodowód. Pokazuje ich rolę w tzw. transformacji i narodowej zdradzie dokonanej w Magdalence. To dlatego "polski" Kaszebe z "narodu wybranego" rychłej zguby Polski dopatruje się w "moherowych beretach", a wtóruje mu w tym następny "polak" z Galicji, też o dziwo o tych samych korzeniach. To dlatego wszystkie prawie partie w całkowitej zgodzie prowadzą nagonkę na jedyne radio przekazujące historyczną prawdę, bo od prawicy po lewicę nie uświadczysz w nich Polaka, a tylko wybrańców z "narodu wybranego". To dlatego trwa bezprzykładna nagonka na Giertycha, bo ośmielił się upomnieć o nauczanie młodych Polaków prawdziwej historii Polski. To dlatego atakuje się PiS, bo popiera toruńską radiostację i uczynił z niej swoją platformę do przekazywania własnych idei, bo tylko w niej może się wypowiedzieć bez "liberalnej" cenzury. To dlatego zajadle atakuje się kościół, bo to jedyna siła, która od wieków pielęgnuje polskość, jest jej ostoją i nauczycielem. To dlatego atakuje się "kaczorów", bo chcą przerwać ten taniec rządów "narodu wybranego" i ujawnić prawdę o najnowszej "Targowicy". Jeśli masz chęć i trochę czasu spróbuj policzyć ilu Polaków znajduje się we władzach naszego kraju w samej tylko stolicy. Jeśli wyjdzie ci 5%, to policz dokładniej, bo praktycznie nie przekracza nawet 1%. Wtedy zrozumiesz dlaczego Rydzyk jest antysemitą, a "moherowe berety" to wróg publiczny nr 1.

P
owstał nowy związek hipokrytów pod nazwą "Front Demokratyczny", którego głównym zadaniem ma być - "zbudowanie frontu demokratycznego sprzeciwu wobec psucia państwa". Do sprzysiężenia przystąpiły partie, które nigdy nie psuły państwa, a więc SLD, SdPL, Unia Pracy i Partia Demokratyczna czyli dawna Unia Wolności, od której zaczęło się psucie. Skład przypomina dawny Front Jedności Narodu, który już kiedyś prowadził Polskę "świetlaną drogą" i doprowadził do sytuacji, którą starsi na pewno pamiętają - "nasz kraj stoi nad przepaścią i dlatego musimy wykonać krok naprzód". Kto zna skład tzw. Partii Demokratycznej, to wie że więcej tam komuchów niż "demokratów", gdyż po dobraniu paru członków zbiegłych z SLD jej oblicze ideologicznie "poczerwieniało" jeszcze bardziej. Dziwne, że w takiej partii znalazł się nawet wnuk Piłsudskiego, co raczej przeczy powiedzeniu o jabłku i jabłoni, chyba że chodzi o przedwcześnie spadłe, sparszywiałe jabłko. Dziadek Piłsudski może się jedynie przewracać w grobie, bo nic już nie zrobi, podobnie jak jego wnusio. Doskonałe są komentarze internautów.  przeczytaj Na takiej koalicji poznał się nawet genetyczny lewicowiec Ryszard Bugaj, który ten "związek" nazwał oszustwem - "Nie chcemy i nie możemy w jakikolwiek sposób wspierać porozumienia (SLD, SdPl, UP, PD), które jest w istocie kolejną próbą oszukania wyborców" i na znak protestu po raz kolejny opuścił szeregi Unii Pracy.

P
artia zbliżona do chłopskiej czyli Sam00brona ostatnie dożynki uczciła "po bożemu" na mszy w Częstochowie. Zanim jednak dotarła na mszę, zrobiła wprzódy swoje "dożynki" w hotelowej knajpie pod Częstochową, gdzie oczywiście najważniejszym elementem było tegoroczne "żyto" zakąszane pieczywem z ostatniego przemiału. Nie było szefa, bo wyłgał się spotkaniemi, ale wiadomo że nie pije, bo swój "przydział" już przekroczył, co potwierdziła także rządowa medycyna.  przeczytaj Poselski rytuał wypełniono w 100% - "była wódka, były śledzie, i... też było". Zapobiegliwi zgarnęli resztki do reklamówek i na kilka godzin przed mszą świetą udali się do Częstochowy. Zważywszy krótki czas pomiędzy ochlajem a przyjęciem komunii nie powinni byli tego robić, albowiem nie wypada zakąszać ciałem pańskim, ale kto by się przejmował takimi pierdołami, szczególnie w tak chrześcijańskiej partii. Najprawdopodbniej członkowie Sam00brony do dziś nie mogą pojąć istoty wiary i stąd te "biez wodki nie razbieriosz".

C
zy minister zmieni "dórnowate" prawo? Bardzo możliwe, bo jest zaniepokojony późnoletnim spadaniem dojrzałych samolotów. Ostatnie osiem dni zaowocowało nietypowym lądowaniem czterech samolocików podczas których zginęło już siedem osób. Skąd takie zainteresowanie pana ministra? Z pewnością nie chodzi mu o stare samoloty, a tym bardziej o ludzi. Pan minister przejrzał wreszcie na oczy, bo następny samolocik, niekoniecznie zepsuty, może wylądować w gmachu Sejmu lub co gorsza na jego biurku. A to byłby już zamach terrorystyczny i nie pomogłoby tłumaczenie, że "wszystko jest pod kontrolą". A mnie jest szkoda... lata.

O
dbył się sąd nad Zytą. Sąd uniewinnił, ale jakby od niechcenia zauważył, że w świetle nowej ustawy i tak będzie co najmniej "OZI" czyli osobowym źródłem informacji, co w sumie równa się współpracy, choć na mało eksponowanym stanowisku "plotucha" nie wymagającym (podobno) rejestracji. Premier czeka z jeszcze ciepłym stołkiem, a reszta współczuje mrugając porozumiewawczo okiem. Rozprawa wykazała polską specyfikę sądu lustracyjnego, bo jak w żadnym innym o uczciwości mafii zapewniali sami jej członkowie i trzeba być naprawdę "kopniętym w mózgowie", by wierzyć w ich chęć mówienia prawdy. Sama instancja powiedziała, że wszystko jest białe, ale już w uzasadnieniu mówiła o czarnym - czyli niewinna, ale na wszelki wypadek wypadałoby rozstrzelać. Zasada "panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek" zadziałała w majestacie prawa i nie mogło być inaczej, skoro wszyscy z tamtej strony barykady zajęli pozycje jeszcze za "czerwonych kapturków". Wysoki sąd "kochający" III RP musiał wydać głos "przymilający się" IV Rzeczypospolitej. Bezrobocie mamy duże i nie spada...

K
olejnego sensacyjnego odkrycia dokonali szkoccy naukowcy. Przez kilka lat za pieniądze podatników, obserwowali sobie szympansy w Gwinei i dokonali wiekopomnego odkrycia - "Obserwowana przez nich grupa szympansów inaczej zachowywała się na małej drodze, uczęszczanej przez pieszych, a inaczej na ruchliwej dużej jezdni". Jest to bardzo ważne odkrycie, bo jak sami mówią - "zachowanie szympansów pomoże lepiej zrozumieć sposób, w jaki rozwijała się organizacja społeczna naszego, ludzkiego gatunku". Czyli aby zrozumieć człowieka musimy dokładnie obserwować małpy i na tej podstawie kształtować Kodeks Drogowy. A głupim żabom z doliny Rospudy trzeba budować przejścia dla pieszych. Ech ta ewolucja... małpiego rozumu.

P
olska "sprawiedliwość" zgnoiła następnego prawego Polaka, który pomagał biednym i bezrobotnym rozdając za darmo niesprzedany chleb. W kraju, gdzie najlepiej ma bandyta, złodziej i polityk, nie wolno być czułym na ludzką biedę i krzywdę.  przeczytaj To jest zwyczajny skurwysynizm i podłość. Tak upodlić człowieka może tylko kraj, w którym prawo stanowią ci, którzy tak postępują. Taką Polskę "wysmażył" nam między innymi, ten któremu ostatnio tak gorliwie zapalano świeczkę, bo on niewinny.

P
oseł Kroll uważa, że mniejszość niemiecka ma prawo być reprezentowana w Sejmie. Ma pan rację panie pośle, bo na tym ponoć opiera się nasza demokracja. Oczywiście takich reprezentantów nie może być za dużo, bo wtedy polska demokracja zaczyna się chwiać i debaty mogłyby przekształcić się w jeszcze gorsze niż dziś pyskówki, a i nie wiadomo czy nie doszłoby do mordobicia. Nie może być was za dużo, bo pewnego dnia moglibyśmy się dowiedzieć, że to my, Polacy, rozpętaliśmy drugą światową i odpowiadamy za gehennę Niemców, co już dziś udowadnia niejaka Erica. W Sejmie powinny być także reprezentacje Ukraińców (Kaszuba już mamy) i innych mniejszości, które na siłę zaliczyliśmy do Polaków, a które mają i pielęgnują swoje narodowe tradycje. Tak być powinno, ale nie będzie. A czy ktoś wie, dlaczego w polskim Sejmie nie ma mniejszości żydowskiej? Hehehe..., bo jest większość. Gdyby była mniejszość, to Polska już dawno byłaby Polską.

A
propos większości mniejszości. Czy zauważyliście coraz większą ingerencję diaspory w wewnętrzne sprawy Polski? Nie dość, że plują na rząd i prezydenta z każdego miejsca, to już zaczynają nam wybierać prezenterów radiowych. Za oceanem, u dzisiejszego, największego przyjaciela Polski, szum podnoszą wszelkie mniejszości wielkiego Syjonu, a w tym Liga Przeciw Zniesławianiu (ta sama, która odznaczyła syna swojego narodu oddelegowanego do naszego narodu, za wzorowe wykonanie zadania), że redaktor Michalkiewicz, który pracował w "antysemickim" radiu Rydzyka, wydaje teraz głos w ogólnopolskiej "jedynce". Jeżeli redaktor nadal będzie "w eterze", to oni uruchomią nawet Brukselę, by nałożyła restrykcje. A może zmniejszenie limitu połowu dorsza, to wstęp do działań na większą skalę? Krowom już przykręcono zawory na mlecznych gruczołach. Do zamknięcia mamy jeszcze trzy stocznie, a do spieprzenia została jeszcze polska energetyka i przemysł naftowo-gazowy. Panie Michalkiewicz, czy pan chce zniszczyć Polskę?

W
ładza popełnia błędy. I nie chodzi o błędy, które popełnia na codzień, bo do nich już przywykliśmy. Chodzi o błędy, które mogą mieć wpływ na rządy w Polsce. Pierwszy - to umieszczenie opozycji w samolocie rejsowym do USA. Panie premierze, chcąc choć lekko obezwładnić opozycję należy im umożliwić przelot rządowym Tupolewem, a samemu lecieć rejsowym. Czy nie widzi pan, że ta słynna marka ostatnio zaczyna upadać i to dosłownie? "Jeśli pragniesz mojej zguby, w Tupolewa wsadź mnie luby". Prawo Murphy'ego jest nieubłagane i szkoda, by padło na pana. Drugi błąd chcą popełnić "centusie", bo chcą wybudować metro pod miastem Kraka. Ja rozumiem, że powstanie dużo szybciej niż w stolicy, co chcą udowodnić, ale niebezpieczeństwo przeniesienia stolicy jest wtedy bardziej realne. Czy po to męczył się Turnau z Sikorowskim śpiewając "Nie przenoście nam stolicy do Krakowa"? Zresztą "róbta, co chceta" jak głosi jeden owsik. Kto ma pszczoły ten ma miód, a kto władzę ten ma smród.

Ł
ódzki sąd uniewinnił dwóch chirurgów oskarżonych o nieumyślne spowodowanie śmierci 11-letniego chłopca. Zdaniem sądu nie było podstaw, aby skazać lekarzy, chociaż "popełnili błąd w sztuce nie podając chłopcu na czas antybiotyków mimo, że przyjęto go do szpitala w ciężkim stanie". Czyli popełniono morderstwo w majestacie prawa i nauki poprzez zaniedbanie sztuki lekarskiej, ale nie ma winnych. Gdyby operowali bandziora, który ma zostać skazany za popełnione morderstwo, operacja musiałaby się udać, bo na ręce patrzyłoby wiele oczu, a w tym i prokuratora, który z pewnością skazałby bandytę na dożywocie. Dożywocie zaś, to śmierć, ale poprzez długie życie w doskonałych, choć więziennych warunkach. Skoro nasi lekarze są tacy "wspaniali", czy nie warto się zastanowić nad sprytnym ominięciem przepisu o zakazie wykonywania kary śmierci? Mamy przecież doskonałych "fachowców", którym czasem może nie wyjść.

P
an prezes Narodowego Banku Polskiego, znany krajowemu ogółowi jako prof. Leszek Balcerowicz, powiadomił komisję sejmową ds. banków poprzez jedyną jeszcze dobrze działającą pocztę radiowo-telewizyjną, że nie stawi się na jej wezwanie, bo ona może mu naskoczyć. Pan prezes obraził się, że jakieś poselskie "zero" śmie wzywać jego, pana polskiej złotówki, na jakieś przesłuchanie, co jemu osobiście w głowie się nie mieści. Tak więc dał nam doskonale do zrozumienia, że oprócz służb specjalnych, do organizacji ponad narodowych, a więc takich, które nie podlegają Sejmowi i rządowi RP, należy także jego prywatny bank nazwany dla niepoznaki "narodowym". Jest to, jak się wyraził, jedna z form obrony naszego pieniądza. Swoje uzasadnienie "władca złotego" przedstawi na piśmie dwojgu byłym prezydentom i ewentualnie dziś panującemu. Jak widać nasze pieniądze należą do narodu, tyle że do narodu wybranego, co pan prezes łaskawie przemilczał, nie chcąc nas widać denerwować. I wy panowie z komisji też nie denerwujcie pana Leszka, bo złotówka poleci na zbity pysk.

P
olskiemu detektywowi "tysiąclecia", aresztowanemu w lipcu tego roku, sąd zajął majątek na poczet kary w wysokości 100 tysięcy złotych. Gościu ochraniał mafię paliwową, która nakradła ponoć za ponad 400 milionów, a on sam nachapał z tego około 3 milionów. Ciekawe, co mu zajęli? Sam posiadał zegarek wart 180 tysięcy, nie mówiąc o reszcie. Dlaczego z położeniem łapy na majątku czekano aż dwa miesiące? Chyba dali mu czas na sprzedaż albo upchnięcie po rodzinie. Jak widać "Prawo" jakoś działa, ale "Sprawiedliwości" wcale nie widać.

W
miejscowości Pawszino pod Moskwą, w zakładzie uzdatniania wody nastąpił wybuch. Są ofiary. Odpowiednie służby wykluczyły zamach terrorystyczny i nie wiadomo co wybuchło. Woda w żadnej postaci raczej nie wybucha, więc może... Radziecką tradycją jest, że w fabrykach traktorów budowano doskonałe czołgi, samoloty wylatywały z fabryk lokomotyw, a w Tule w fabryce samowarów produkowano "tetetki". Swego czasu radzieckie gazety opisywały jak to nad Ussuri Chińczycy ostrzelali radziecki traktor. Traktor jak przystało na radziecki odpowiedział z czterech luf i odleciał. U nas też już można zobaczyc podobne "anomalie". Firma Wifon, kojarząca się z produkcją muzyki, produkuje proszkowe zupy, gdzie wszystko masz w... zupie.

C
zytając codzienne wiadomości zaczynam się zastanawiać kto rządzi w tej IV Rzeczypospolitej. Minister Obrony poleciał sobie do USA polatać zakupionym zabytkiem dla polskiego lotnictwa, a politykę obronną usiłuje prowadzić minister rolnictwa. Krajowi rolnicy czekają na pomoc po suszy, ale pierwszy "orczyk" RP zajmuje się polskim kontyngentem do Afganistanu. Może pamięta ze szkoły, jak "przyjaciel" Polski, wysłał na Haiti 6000 naszych legionistów, skąd powróciło tylko 300? Może, ale niech lepiej patrzy ilu pozostanie mu rolników po jego rządach. Pierwszy MONiek kombinuje jak założyć w Polsce Guantanamo-bis. Będzie to już druga baza, do której rząd nie będzie miał dostępu, bo pierwsza to NBP, gdzie Polska nie prawa do kontroli ale za to ma Unia Europejska. Lesio Monetarysta już wzywa na pomoc zagranicę, ale póki co uzgadnia zeznania z Janem Krzysztofem, bo mogą się przydać przed komisją sejmową. Odnoszę wrażenie, że krajem nie rządzi nikt, bo wszyscy czekają na wybory terenowe. Czyli po staremu. Z wyborów nie wyniknie nic (oprócz zmian u koryta) i znowu będzie królował marazm gangokracji do następnej zmiany. Jak na razie tylko Ziobro coś działa, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni.

W
dniu 17 września mija 67 rocznica agresji bolszewickiej na Polskę, która przypieczętowała IV Rozbiór Polski i zapoczątkowała ponad półwieczną sowiecką okupację. Do dzisiaj w historii nauczanej w szkołach jest to określane jako "wkroczenie" wojsk radzieckich, co jest nie tyle delikatną pomyłką ale ordynarnym kłamstwem serwowanym nam od wielu, wielu lat. Zadbali o to napierw komuniści, a potem rządy ponoć już wolnej Polski. Okupacja bolszewicka zaowocowała może mniejszą liczbą ofiar niż po stronie niemieckiej, za to większym bestialstwem i okrucieństwem. Komu zależy na tym, by pomniejszać znaczenie tej (zd)radzieckiej agresji? Kto w dalszym ciągu tak kocha wschodniego sąsiada i boi się go drażnić? Czy przypadkiem nie zawdzięczamy tego Wałęsie, Kuroniowi, Michnikowi, Geremkowi, Kwaśniewskiemu i im podobnym? Nie trudno zauważyć, że Rosja pod rządami generała KGB wcale się nie zmieniła na lepsze. Każdy braterski uścisk Rosji z Niemcami zawsze zgniatał Polskę. O tym należy zawsze pamiętać, bo od żadnego z nich Polska nie doznała niczego dobrego. 17 września pamiętajmy nie tylko o pomordowanych w Katyniu, Charkowie, Miednoje czy Bykowni. Pamiętajmy o wielu setkach tysięcy mordowanych w domach i w drodze na Syberię, do Kazachstanu i innych miejsc w głębi Rosji. To jest nasz, polski obowiązek, bez względu na to kto nami rządzi.

Tylko dziennikarze prasy brukowej budzą wśród Brytyjczyków mniejsze zaufanie niż zawodowi politycy - wynika z sondażu Ipsos MORI.

N
a Węgrzech zamieszki. Co prawda nie tak duże jak w 56-tym, ale rząd użył policji do ich stłumienia. Powodem było wystąpienie premiera który oświadczył - "Kłamaliśmy przez ostatnie półtora roku. [...] Nie znajdziecie ani jednego znaczącego posunięcia rządu, z którego moglibyśmy być dumni. Kłamaliśmy rano i wieczorem. [...] Nie mieliśmy wyboru, ponieważ spieprzyliśmy gospodarkę, i to nie tylko trochę, ale bardzo" i zapowiedział zaciśnięcie pasa, oczywiście na brzuchach obywateli, a nie rządu. Tego Węgrzy nie wytrzymali i ruszyli w Budapeszt, paląc po drodze samochody i gmach telewizji. Nasi komentatorzy nie widzą błędu rządu węgierskich komuchów, a tylko załamanie węgierskiej gospodarki albo życie ludu ponad stan. Unia Europejska uznała to za wewnętrzną sprawę Węgier i "przynajmniej dzisiaj nie podejmie żadnych działań". Miłe to, ale z ukrytą groźbą - ruskich u was nie ma, ale my mamy NATO. Węgrzy nie rezygnują. Po nocnym stłumieniu zamieszek już zwołują się na następny wieczór. Polacy jednak są cierpliwym narodem, bo nas okłamują nie od czterech ale od osiemnastu lat, a my nic. W roku 1956 Węgrzy wzięli z nas przykład. Dziś mamy 2006 i może teraz należy popatrzeć na bratanków? U nas na razie spadła tylko złotówka. Szkoda...

W
październiku 1986 roku kapituła amerykańskiej RFK Human Rights Award postanowiła uhonorować trzech ludzi z dalekiej Polski: Adama Michnika, Zbigniewa Bujaka i ks. Jerzego Popiełuszkę (pośmiertnie). 20.10.1986 New York Times pisał: "ojciec Popiełuszko został pośmiertnie współlaureatem nagrody im. Roberta F. Kennedyego za obronę praw człowieka. Wyróżnienie warte 40.000 dolarów amerykańskich przyznano jeszcze dwóm Polakom: ideologowi Solidarności Adamowi Michnikowi i liderowi struktur podziemnych Zbigniewowi Bujakowi". Tyle tylko, że rodzice ks. Popiełuszki nie zobaczyli z tej nagrody nawet złamanego centa, a wtedy w przeliczeniu na "nasze" była to suma około 800 tysięcy zł.  przeczytaj Śledztwo dziennikarskie przeprowadził już wtedy red. Andrzej Gelbert z Tygodnika Solidarność. Bujak zapowiedział, że go zniszczy jeśli nie przestanie się tym interesować, a łeb sprawie ukręcił naczelny TS, a był nim nie kto inny tylko Jarosław Kaczyński. Sam Bujak przyznał agencji Videofact zainkasowanie 20 tysięcy dolarów, i chyba logiczne, że drugą połowę musiał "pobrać" Michnik. Dzisiaj ci pospolici złodzieje nadal pouczają nas co to godność i etyka, a rodzice księdza nadal nie ujrzeli przyznanej nagrody dla ich syna. Może dlatego, że ks. Popiełuszko był Polakiem?

N
o i mamy to, co było do przewidzenia. Do całkowitej impotencji rządu już niedaleko. Zwyczajny kmiot chce być królem, ale nie potrafi zrozumieć, że rządzić może tylko jeden, a nie dwóch naraz. Panisko na razie nic nie robi, tylko panoszy się z dworem po całej Polsce i przez parę godzin potrafi przepuścić całą obiecaną pomoc dla rolników. Ciekawe jaki będzie scenariusz najbliższych dni. Na samorozwiązanie Sejmu nie ma co liczyć, bo żadna świnia z własnej woli od koryta nie odejdzie. Opozycja bardzo konstruktywnie ciągnie Polskę na dno. Wypadki na Węgrzech spłyneły po całym tałatajstwie jak woda po gęsi, bo uspokojono ich tym, że to tylko chuligani, a nasza policja jest lepsza od węgierskiej. Jedyna możliwość to wyrzucenie warchoła z rządu, ale kto w jego miejsce? Arbuzy z PSL? Komuchy? Gulasz po węgiersku już zaczyna pachnieć.

J
eżeli ktoś miał nadzieję, że obecnemu rządowi chodzi o Polskę, to już chyba nie powinien mieć złudzeń. Rozpoczął się "survival" dla dzisiejszej opcji politycznej. Arbuzy liczą głosy sejmowe i jeśli będzie choć cień obawy, że Sejm może zostać rozwiązany, to natychmiast przystąpią do koalicji. Tworzy się już jak w poprzednej kadencji ugrupowanie "zlewek" sejmowych, którym wystarczy coś obiecać, a będą głosować rękami i nogami za sponsorami. Większość w Sejmie już ma strach w oczach przed spłacaniem zaciągniętych pożyczek i widmo codziennej nędzy. Jak z tego widać nie będzie samorozwiązania, bo nie leży to w interesie żadnego darmozjada. Chyba następne cztery lata trzeba będzie zapisać po stronie strat.

S
tało się, co stać się miało. Wielki polski "artysta" Endriu Warchoł wypadł z gry. Z dnia na dzień z pierwszego orczyka RP stał się zwykłym orczykiem. Partia zamordyzmu, wzorowana na łukaszyźmie białoruskim, też zaczyna się rozlatywać, aż wódz musiał sięgnąć po "wunderwaffe", czyli po weksle dyscyplinujące. Z tym też może mieć kłopoty. Jedni mówią, że to bezprawie, a inni już szykują proces o zwrot niezapłaconego podatku VAT od każdego weksla, czyli ponad 100 tysięcy od każdego partyjnego łba. Jak na razie "firer" bawi u swojego kolegi Aleksandra na Białorusi i ładuje swoje podupadłe źródło zasilania. Już raz panisko za pieniądze podatnika popijał w Chinach żeń-szeń, na służbowej ponoć wycieczce (szukał rynku zbytku), a teraz co trochę znika za wschodnią granicą. Czym za młodu skorupa... Widać w Polsce nie ma z kim pogadać, bo nawet piękna Piggy zaczyna się usamodzielniać (ponoć z pomocą Edgara) i wzorem pierwszego niekomunistycznego (hehehe) prezydenta do polityki wkręca całą rodzinę. Co jest fajne, to to, że PiS znowu przypomniał sobie o kłączach Sam00bronki i znowu chce badać, czy partia chłopskich blokersów nie ma esbeckich korzeni. Hasło rewolucji francuskiej "kto nie jest z nami jest przecieko nam" doskonale działa na polskiej ziemi. Reszta po staremu. Lekarze piją, kierowcy chlają i coraz więcej pijanych prowadzących dzieci.

S
zanowny Pan metropolita gdański abp Tadeusz Gocłowski skrytykował ks. prałata Henryka Jankowskiego, który ujawnił nazwiska tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa, w tym księży. Według niego, w interesie każdego z duchownych leży to, by oczyścić się z zarzutów. Po pierwsze, który TW dobrowolnie się przyzna, a po drugie, to może już czas, by Pan metropolita powiedział nam wszystkim, jaka była jego rola przy okrągłym stole? Co On zrobił, by wtedy nie dopuścić do zdrady narodu? Może dlatego tak konsekwentnie broni kapusiów?

K
miot kopnięty w dupę jest straszny i żywemu nie przepuści, dopóki się nie zemści. Teraz wiemy czemu przewodniczący zniknął. On z "bratniej" Białorusi kieruje operacją "Pisiorgate". Podsłuch to już przeżytek, on poszedł z duchem postępu - na podsłuch z podglądem. Zadanie otrzymała piękna Piggy, bo jak umiała sfałszować swoje wybory, to powinna też umieć zaintrygować ku chwale Sam00brony. W pokoju hotelowym umieściła kamery (sprzęt i pomoc techniczną otrzymała od założycieli partii) i problem polegał tylko na tym, jak do pokoju zwabić jakiegoś znacznego "pisiorka". Ale od czego słynne "kurwiki" i perfumy "Yellow Ovies"? No i dał się nabrać taki jeden z wyższej półki. Ciekawe czego oczekiwał po takim spotkaniu. Chłop się naobiecywał stanowisk, bo myślał, że to gra wstępna, ale Piggy była zimna, bo termin gonił i telewizja "niezależna" czekała na taśmę. No i "pisiorek" wyszedł na tym, jak tych trzech Czechów - Nepopil, Neporuchal i Smutny. Na to wszystko premier schował się do mysiej dziury, a ci co zabierają głos są tak żałośni, że przy nich komuchy za księcia Leszka Czerwonego, to półtora Urbana. Jak widać, zabawy sejmowe za nasze pieniądze weszły już na wyższy technicznie (czyli droższy) poziom. Scenariusz na przyszłość? Sejm się rozwiązuje, PiS przegrywa wybory, zwycięża Platforma Obrażonych, czyni koalicję (z kim? wiadomo) i dalej... powtórka z rozrywki, ale już z IV RP w konstruktywnej opozycji. Jak na razie do plusów można PiS-owi zaliczyć uświadomienie Polakom, że ich banki są w rękach Bucholtz'ów, Blumenfeld'ów, Grundbaum'ów i im podobnych. Może jednak spróbować tego gulaszu po węgiersku? Póki nie zginęła...

Jeśli wyjeżdżasz do Wielkiej Brytanii, to roztargnienie zostaw w Polsce. Nasz rodak przez zapomnienie zostawił plecak w londyńskim autobusie. Był strasznie zmartwiony, bo w nim miał połowę dobytku. Za tydzień otrzymał zawiadomienie, by zgłosić się po plecak na policję. Wszedł radosny, ale mina mu zrzedła, gdy oprócz plecaka wręczono mu rachunek na 50 funtów. Za co te 50 funtów? Za użycie plutonu saperów - usłyszał w odpowiedzi - i niech się pan cieszy, że nie wysadzili go w powietrze, bo to 100 funtów więcej.

P
rasa, radio i polskie szkło (czyli telewizja) zgodnie uderzyły w dzwon trwogi, że Polacy już poszli "węgierską" drogą. Jaja sobie robią, bo pod Sejm przyszło raptem stu młodych czerwonogwardzistów z plemienia Czerwonych Kapturków, a telewizja pokazała jedną kukiełkę na opał i parę namiotów na eksploatację cewek moczowych, jako protest całego narodu. Jest prawdą, że jedna "Barbie" o inteligencji ZOMO-wca zrobiła w balona wytrawnego ponoć polityka, ale też jest i faktem, że tokujący "pisiaczek" okazał się zwykłą trzodą, gotową zapłacić za leperowy weksel (z państwowych oczywiście) i "przymulić" jej kryminalne sprawy, byle tylko przeszła na ich stronę. "Rewolucja moralna" okazała się czekiem bez pokrycia, co było do przewidzenia znając nasze "steropianowe elyty". Całość wygląda na dobrze sterowaną zadymę, ale co lub kogo ma ten dym zasłaniać? Prawdopodobnie byłego pierwszego "orczyka" RP, który zaraz po detronizacji udał się za wschodnią granicę. Po co? Złożyć sprawozdanie mocodawcom? A może po następne nauki i wskazówki? Jakoś tym nie interesują służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa, co jest raczej dziwne. Jak widać jest obojętne, która z dzisiejszych partii wygrywa wybory, bo na wiejskiej i tak zawsze czuć aromat trzody.

B
ędziemy mieli nową partię o swojsko brzmiącej (ale kulawej) nazwie PZR czyli Polska Zdrowego Rozsądku. Zakłada ją nie kto inny, jak były pierwszy niekomunistyczny (hehehe), a do pomocy zawezwał swojego najlepszego polityka wśród szoferów - kapitana Miecia. Główne hasła, to "Nie o take my walczyli", "Ręce precz od mojej Polski" i "Razem z Mieciem kaczki zmieciem". Kpt. Miecio liczy na duże poparcie partii, bo codziennie studiuje sondaże w Trybunie Wyborczej i wnioskuje, że większość Polaków związanych z Czerwonymi Kapturkami jest przeciwna obecnemu rządowi. Już ich stratedzy planują połączenie z Platformą Obrażonych i Arbuzami, co ma "rozjechać" PiS. Już nie wystarcza synuś jako wtyczka i na kolację codziennie zjeżdża do Lecha, niekoronowany król Kaszub - jego wysokość Donald Pierwszy, a to znak że Sejm niedługo musi podwyższyć diety dla posłów, bo na swoim nie mogą wyżyć. Już chodzą słuchy, że jak wygrają to zmienią nazwę stowarzyszenia na Polską Zdrową Partię Rozsądku, a to już brzmi bardziej swojsko i "przyjaźnie". Ma być także amnestia dla "niewinnie" skazanych z książęcej drużyny Leszka Czerwonego. Wraca nowe?

A
jednak zabolało i to mocno. Nie wiem, czy tego chciał PiS, ale być może się spodziewał, że rozwiązanie WSI skonsoliduje zainteresowanych. Gdyby sądzić tylko po wypowiedziach, to widać że nasze "SS" (służby specjalne - wyjaśnienie dla wymiaru sprawiedliwości) nie miało wtyczek chyba tylko w Burkina Faso. Dobrze byłoby poznać "korzenie" tych wszystkich "niezależnych" telewizji, stacji radiowych i poczytnych tytułów prasowych. Ponoć teorie spiskowe są wyssane z palca, ale jak się dobrze przyjrzeć naszej Rzeczypospolitej, to nie jest aż tak niemożliwe. Nawet dzisiaj prasa podała, że pod WSI przyszło 200 agentów (chyba nieświadomych, że już nie pracują) i zaczęło paplać, że Macierewicz szukał tylko dziennikarzy pracujących dla wsi. Oczywiście żadnych nazwisk, żadnych zdjęć, żadnych nagrań bo "tajne specznaczenia". Podano tylko, że to kobieta miała odwagę mówić. Z rachunku wynika, że banitów powinno być conajmniej 1400 i powinni już organizować demonstrację. A jakie wypowiedzi polityków... A ilu głos zabrało... Jak by nie patrzył, coś za dużo "uczciwych i bez skazy". Oczka rozbiegane, szczęki opadłe, blady strach na twarzach, ale jeszcze walczą. Prym wiodą dwie bratnia partie - Platforma Obrażonych i Czerwonych Kapturków - a więc najbardziej uczciwe. PO w pierwszej linii wystawiła zaprawionego w "walce z komunizmem" byłego posła specjalnej troski, a dziś senatora, znanego jako TW Leopold (ten, co chciał wysadzić Lenina z Poronina, ale zapomniał zapałek), który od czasów ZChN pluje na wszystko i na wszystkich, byle w zasięgu śliny. A wszystko przez to, że nie wypalił traktat "Trzech Orłów", tym razem dwóch czarnych z jednym białym i rozpieprzono mafię paliwową, a już zabrakło ropy na stacjach WSIorlenu.

W
"Gazecie Polskiej" ukazał się reportaż o powiązaniach sekretarza programowego TVN, długoletniego współpracownika polskich "SS" (służb specjalnych - wyjaśnienie dla wymiaru sprawiedliwości) od czasów PRL z pewnym generałem, który był "doradcą" Sam00Brony i jednocześnie związanym "więzami krwi" z polskimi "SS" (służbami specjalnymi - wyjaśnienie dla wymiaru sprawiedliwości). Wniosek nasuwa się sam, że operacja odwetowa w wykonaniu rodzimej "Maty Ovies" była najzwyklejszą prowokacją, w której pierwsze skrzypce odegrały media wspierane i popierane przez "służby trzymające wszystko". Teraz po likwidacji WSI, niektórzy byli pracownicy już zapowiadaja odwet przy pomocy własnego "IPN". Nie dziwi i nie zaskakuje. Pomału zaczyna się wszystko klarować. Platforma Obrażonych lgnie do Czerwonych Kapturków i nowej "PZ(P)R" pod kierownictwem starej i "dobrej" władzy, a cichą "pomoc" zawsze zaofiarują "demokraci" i "arbuzy". Całością będą koordynować ci sami, co do tej pory (chwilowo bezrobotni). Jeżeli teraz PiS przegra, wejdziemy znów w epokę komuny różniącą się od poprzedniej tylko nową "facjatą", nazwą, innymi hasełkami i lepszą techniką.

N
asz pierwszy niekomunistyczny (hehehe) prezydent ma bardzo wielkie zaufanie do polskiej medycyny, a w zasadzie do jej czynnika wykonawczego (o który tak bardzo zadbał), że zabieg na sercu zamówił sobie aż w Mediolanie. Operacja się udała, pacjent niestety żyje, tyle tylko że nie wiadomo co mu podano w narkozie, bo po przebudzeniu, ale chyba jeszcze w pomroczności jasnej, rzekł - "Już czuję się lepiej, wienc chyba ruszem do boju i odbijem to wszystko, co kretyni porozwalali. Jak tylko wróci do mnie zdrowie to ja ich ustawie... mam energie, nie mogie sie utrzymać". Może to tylko pomyłka w diagnozie, bo powinien przejść raczej operację mózgu, ale na zachodzie "nasz klient nasz pan" i robią tylko to, co klient sobie życzy. Teraz trzeba czekać tylko na oświadczenie nowego KC Partii Chorego Rozumu, ale taka partia być może nie powstanie, bo całkowicie wybudzony, "były" powiedział - "W dobie komputerów powinniśmy mieć partię, która odpowiada tej epoce. Żadna platforma, żaden PIS, tylko coś z prawej, coś z lewej, coś umiarkowanego, coś populistycznego, coś dla proletariatu...". Czyli trochę gliny, trochę łajna... Takie polskie "all in one". Być może powstanie nowe stowarzyszenie liberałów, libertynów i jewrejskiej neokomuny "Czerwone Czerepy"?

W
kraju rozwiązano już filię GRU, ale widać że wymknęła się jedna jego komórka. BORowiki znowu strzelili "flagowego" babola i na przyjazd gościa ze wschodu wywiesił flagi dla gościa z południa. Analfabeci, sabotażyści czy polityczni daltoniści? To już drugi błąd tej "formacji" i teraz chyba zamierzony, by ośmieszyć prezydenta RP. Podobno gość "dyplomatycznie" nie zauważył, ale znając życie, stacja telewizyjna "WSI-24" na pewno udostępni nagranie dla kremlowskich "przyjaciół". Jak widać "faceci w czerwieni" są jeszcze wszędzie i działanie "facetów w czerni" musi jeszcze potrwać. Deratyzacja to dłuższa i skomplikowana operacja.

T
rzeba było osiemnastu lat rozpieprzania Polski, by jeden z politologów Uniwersytetu Warszawskiego raczył zauważyć, że "partie chcą władzy, a nie dobra kraju". A w rządzie konsternacja. Pierwszy kmiot Rzeczypospolitej wszedł do kancelarii premiera, wbił dwa nagie cepy w donicę ze sztucznym drzewkiem i rzekł - chce nazad do koalicji. O co tu chodzi? Prawdopodobnie dostał "zjebkę" od mocodawców z rodzimych "SS" (służb specjalnych - wyjaśnienie dla wymiaru sprawiedliwości), że rozwalił misterny plan obalenia rządu i ma to zrobić jeszcze raz w terminie późniejszym i dokładnie według instrukcji, ale już bez superszpiega Maty Ovies. PiS liczący tylko głosy w "Wysokiej Ciżbie" może się na to zgodzić, bo nie ma praktycznie większego wyboru. Liga Pana Romana uwielbia Sam00bronę, ale nie cierpi Arbuzów. Tak samo obszarnicy z partii Arbuzów nie lubią małorolnych kmiotów leperszcziny. Platforma Obrażonych kocha tylko siebie oraz Bolka i Lolka, ale puszcza oko do Czerwonych Kapturków i przechrzczonej komuny z Mumii Wolności. Sejmowe "zlewki" to mienszewizna, używana tylko na zasadzie korka do nadpitej flachy. Jak by nie liczył, zawsze wyjdzie za mało. Z tego widać, że egzystencja narodu jest uzależniona nie tylko od miłości międzypartyjnej, ale także od współpracy "warchoła" z "chamem". Jeśli PiS zgodzi się na drugą próbę współpracy, to za parę miesięcy kmiot znowu zabierze swoje cepy i pójdzie na skargę do Czerwonych Kapturków albo do Łukaszysty.

M
iał być gulasz po wegiersku, a wyszła mizeria. Polskie "szkło" niezależne (ale zawsze na usługach) dwoiło się i troiło by pokazać, że na wiecu Platformy było mnóstwo "donaldystów", a na wiecu PiSu trochę więcej niż przy panu Romanie, ale dużo mniej niż POkemonów. Że pod Donaldem zebrały się same prężne, młode członki - przyszłość narodu, a u Jarosława zmęczeni "moherowcy" z różańcami, jako schodzące społeczeństwo. Jedna tylko stacja TV miała odwagę powiedzieć, że to tylko na wiec PiSu zjechały delegacje z całej Polski. Czyli nie jest źle. O ile na zgromadzeniu "donaldystów" widać było tylko ludzi myślących telewizorami i "gie-wu", to do "kaczora" zszedł się cały przekrój dzisiejszej Polski, którzy widzą, że coś się zaczyna dziać w polskim bagnie i takie działanie popierają. Na zakończenie pan Donald teatralnie zakrzyknał - "panie Kaczyński, tu jest Polska!". Co zatem chciał przekazać Samuel Johnson, mówiąc - "Patriotyzm jest ostatnim schronieniem łajdaka"?

J
eśli historyk chce przekazać prawdę nazywa się go elegancko kontrowersyjnym, ale jeśli chce mówić prawdę o narodzie wybranym wtedy bez ogródek nazywa się go antysemitą. Podobnie jak bogatego nazywamy ekscentrykiem dopóki nie straci majątku, bo wtedy zostaje zwykłym idiotą. Rządy Polski od końca wojny konsekwentnie ukrywają prawdę o Żydach i ich roli w rządzeniu naszym narodem, z pewnością dlatego że chronią samych siebie i swoich przodków. Powojenną "bermanowszczyznę" po tzw. transformacji zastąpiono "szechteryzmem" reprezentowaną na forum Europy przez "lewartowszczyznę" i jest ona obecna na wszystkich kawałkach ziemi pod biało-czerwoną flagą. Ostatnio dała znać o sobie w amerykańskim konsulacie, gdzie pod naciskiem żydowskiego lobby w USA (Komitet Żydów Amerykańskich i żydowska Liga Przeciw Zniesławieniom) odwołano odczyt amerykańskiego historyka Tony'ego Judta (też pochodzenia żydowskiego, ale tego innego, złego), pod pretekstem że przesłanie, które zamierzał przekazać Judt w planowanym odczycie, "miało być całkowicie sprzeczne z całym duchem polskiej polityki zagranicznej".  przeczytaj Oznacza to, że nasz nowy rząd działa dokładnie w starym stylu. Czyli mówiąc poprawnie - jest spadkobiorcą i musi pielęgnować "dobre, polskie" tradycje.

Zmarł Marek Grechuta, drugi Niemen mojej młodości.

G
eniusz współczesnej nauki sięga zenitu. Francuscy naukowcy dokonali wiekopomnego odkrycia. Badania i eksperymenty trwały 17 lat i zakończyły się pełnym sukcesem. Zespół naukowców pod kierownictwem profesora Jean-Jacquesa Papu ogłosił, że - Ponad wszelką wątpliwość udało się udowodnić, iż przyczyną starzenia się komórek żywych organizmów, w tym organizmu ludzkiego jest upływ czasu. Czyli krótko mówiąć, starzejemy się z wiekiem. Odkrycie to wstrząsnęło naukowym światem i rozwiało ponad wszelką wątpliwość mit o życiu wiecznym. Ileż to pieniędzy wyrzucono w błoto...

P
olskie bagno polityczne zaczyna się gotować, a na powierzchnię zaczynają wypływać coraz większe brudy. Coraz więcej "niewinnych" lewaków trafia za kraty i oczywiście jest to polityczna, a nie kryminalna sprawa. Lwica lewicy, podobnie jak jej małżonek także już przeszła na solidną, więzienną dietę.  przeczytaj Wyglada na to, że Polska musi natychmiast zacząć budować drogie więzienia, a nie tanie mieszkania. Największy jednak smród powiał z otwartej szafy płk. Lesiaka. Dziś już wiadomo, że stary esbek znalazł pracę w nowych "SS" (służbach specjalnych - wyjaśnienie dla wymiaru sprawiedliwości) dzięki wstawiennictwu nie kogo innego jak... Jacusia Kuronia, jako wyraz wdzięczności za niezakładanie mu kajdanek podczas aresztowań (a może w nagrodę za "negocjacje"?). Na usługach Lesiaka była także słynna Anastazja P., której zadaniem było sprawdzanie siły wzwodu u męskiej części prawicy, a która przeegzaminowała między innymi posła "specjalnej troski" - TW Leopolda. Prawicę inwigilował też niby prawicowy Konstanty, syn "czerwonego Alfreda".  przeczytaj Swoją drogą jak tatuś mógł stać tak wysoko w PZPR, skoro synuś "zwalczał" jego formację? Rodzinne wychowanie musiało zostać w Konstantym, bo jeszcze nie widziałem, by z wiadra czerwonej farby ktoś wyjął czyściutką, białą koszulę. Podobnie także zwalczał "swoich", wysoko dziś postawiony POkemon,  przeczytaj zwany delikatnie "bajarzem ludowym" oraz jego pryncypał - premier w spódnicy (dzisiaj odbywa "pokutę" w Watykanie). Po roku odnaleziono też klucz do sejfu byłego "prezia". Całe dwie kadencje bawił się w "biały wywiad", bo znaleziono mnóstwo wycinków prasowych z afer z jego udziałem i jego damy. Widać kombinował o czym już wiedzą, a o czym jeszcze nie. Syf i malaria. Księdzu Isakowiczowi znowu zamyka się usta. Kardynał Dziwisz robi to z uporem godnym lepszej sprawy, a sam prymas nazwał księdza "nad-UBekiem", co jest więcej niż obrazą księdza. Książka też nie wiadomo, czy się ukaże, bo złożył rękopis w "Znaku", a przed jej wydaniem musi uzyskać zezwolenie od tych, o których napisał. Wydawać się może, że niektórzy hierarchowie kościelni mają więcej "za uszami" niż nam się wydaje, a wielu biskupów boi się uderzyć we własne piersi. Najciekawsze jest jednak to, że chyba jako jedyni na świecie mamy arcybiskupa marksistę i masona w jednej osobie.  przeczytaj Ciekawe jak się wytłumaczy przed najwyższym przełożonym, że tu na ziemskim padole, popierał ewolucję.

N
na Białorusi nawet zwierzyna ma dość dyktatury proletariatu. Bałoruskie krowy (w liczbie 240) przepłynęły Bug i poprosiły o azyl w Rzeczypospolitej. Rząd RP w obawie przed zemstą Łukaszysty nie wysłuchał próźb i odesłał je z powrotem w łapy dyktatora. Czekamy teraz na wyrok sądu białoruskiego na "zdrajczyniach narodu", czego dowodem będzie "wysyp" wołowiny w mińskich sklepach.

W
ódz "donaldystów" rzucił w Nowym Sączu wyborczą padlinę. Na zjeździe ichniejszych POkemonów w tłum padły te słowa - Polski samorząd wtedy ma szansę, gdy jest możliwie niezależny od Warszawy. Piękne, wzniosłe i jakże odkrywcze słowa. Szkoda tylko, że do takiego wniosku doszedł po prawie dwóch dekadach, i szkoda również, że takie hasła głosi będąc zawsze na tylnym siedzeniu. Hasło chwyci, bo jest niby mądre, choć nie do końca, bo cwaniaczek przezornie nie wspomniał o pieniądzach samorządu, które od 18 lat zgarniają nieroby z Warszawy, czyli tzw. partie, ich rządy i Wysoka Ciżba. Samorządy będą niezależne od Warszawy, gdy będą zarządzać własnymi, wypracowanymi pieniędzmi. Dzisiaj, gdy pieniądze samorządów trwoni rzeczona Warszawa, nawet najbardziej niezależny samorząd jest zależny od "okruchów z pańskiego stołu", ale o tym kaszubski baron nie raczył nawet wspomnieć.

N
areszcie właściwy człowiek na właściwym miejscu. Na obrady Unii Europejskiej w celu ustalenia definicji wódki, pojechał największy jej znawca czyli minister rolnictwa RP. Problem jest na skalę Europy, bo należy raz na zawsze ustalić z czego należy pędzić gorzałę, by dostąpiła zaszczytnego miana - wódki. Zagadnienie jest o tyle ważne, bo jak wiadomo każdy pędzi z tego, czego ma pod dostatkiem, a to jest nierozerwalnie związane z kierunkiem rozwoju polskiej wsi (bo cukrownie już rozwalono). Czy postawimy na ziemniaki czy na żyto. No i marketing. Zachód jest przyzwyczajony do nazwy "Polish Vodka", co jest naszym niezaprzeczalnym wkładem w kulturę europejską. Zresztą wymówić "Polska Gorzała" Anglik czy Niemiec nie potrafi. Dziwi tylko brak, chociażby w ramach obserwatorów, największych znawców, smakoszy i producentów z największej bimbrowni świata. Kto jeszcze pamięta hit monopolowy PRL - "Vistula"? Był też taki kombajn i stąd zagadka popularna szczególnie na polskiej wsi - "Co to jest - nie zbiera, nie młóci, a chłopa przewróci?".

K
orea Północna podobno przeprowadziła test nuklearny. Piszę "podobno", bo nawet Amerykanie nie mają 100% pewności. Wykryto śladowe promieniowanie, ale w dzisiejszej dobie, to nic pewnego, bo cała ziemia jest już tak skażona po tylu próbach naziemnych czy powietrznych, że gdzieby nie przyłożył Geigera, to zawsze będzie "tykał". Przeprowadzenie próby podziemnej było "chytrym" posunięciem, bo można zdetonować byle co i byle dużo, aby tylko zarejestrowały sejsmografy, bo "grzyba" i tak nie będzie. Swego czasu, jak pamiętam, Związek Radziecki pokazywał na defiladach najnowsze rakiety mające siać popłoch u Amerykanów, ale nikt nie wpadł na to, że był to wielki pic, bo większość stanowiły doskonale wykonane atrapy z dykty. Jest bardzo możliwe, że i Korea zdecydowała się na "parodię" wybuchu jądrowego, byle mieć kartę przetargową do dalszych negocjacji o żywność (armia musi być najedzona, by nie zjeść władzy). Wódz Korei Północnej zapowiedział, że dalszych podziemnych prób nie będzie, co także może wskazywać na to, że na "wielkie bum" zużyto cały zapas koreańskiego trotylu i prochu.

W
naszym zwariowanym kraju nawet budowlańcom odbiło w górę. Z Wrocławia będą robić Manhattan. To właśnie tutaj, w krainie powodzi i tąpnięć, stanie najwyższy w Polsce budynek - "Sky Tower", który będzie miał 200 m wysokości. Ale nie ma się czym martwić, bo to tylko 51 pięter. Jestem ciekaw jak będzie wyglądała akcja ratunkowa, gdy na 40 piętrze wybuchnie pożar. W Polsce nie ma jeszcze takiej drabiny, o śmigłowcach przeciwpożarowych nie wspominając. Jeden wysoko postawiony "sikawkowy" powiedział, że takie wieżowce muszą gasić się same. A co będzie jak zatrzęsie się ziemia? To dopiero będą jaja, bo nikt u nas nie przewiduje takiego zdarzenia i nie mamy też japońskich tradycji budowlanych. Będzie za to skąd filmować następną powódź. A jaka nazwa - Sky Tower. Jak by nie było polskich. Możnaby wieżowiec nazwać "Erekcja Wrocławia" albo "Sztywny Pal RP", zresztą jak zwał, tak zwał. Będzie to świetna pułapka dla mieszkających tam ludzi, co zapewne sprawdzimy jeszcze w tym wieku.

C
zy woda może płynąć pod górkę? Może, o ile wezmą się za to naukowcy. Taką tezę postawili uczeni badający rzekę Amazonkę. Skład ziemskiej powłoki z zachodniego wybrzeża Ameryki Południowej znacznie się różni od wybrzeża wschodniego pod względem minerałów. Badając rzeczne osady Amazonki uczeni stwierdzili, że w połowie rzeki jest mnóstwo osadów odpowiadających składem dla wschodniego wybrzeża. I tu pojawił się problem - skąd się tam wzięły? Zgodnie z siłą grawitacji skład osadów powinien stopniowo z biegiem rzeki zmieniać się od zachodniego do wschodniego, a tu nagle w połowie mamy osady odpowiadające wschodniemu. Aby to wytłumaczyć należało zmienić bieg rzeki ze wschodu na zachód, czyli pod górkę. Dla uwiarygodnienia cofa się w czasie rzekę aż do 145-65 milionów lat temu.  przeczytaj Problem jednak zostaje - co stanowiło wtedy źródła rzeki? Dlaczego w połowie swego biegu rzeka nie jest szersza niż dziś (wszak od źródła ku ujściu winna się rozszerzać)?. Jest to jak widać mało istotne. Według mnie zaś wytłumaczenie jest proste i nie wymaga "kołysania" Ameryką. Osady w środku rzeki to efekt tsunami po "wielkim uskoku skorupy ziemskiej", którego to wody północnego Atlantyku zepchneły osady aż do środkowego biegu Amazonki. Takie jednak tłumaczenie wymaga przyjęcia hipotezy Hapgooda, a ta teoria jest "zakazana".

M
inęło już dużo czasu od wyborów i co się zmieniło? Jak zwykle nic oprócz rządu. Widać tylko, że nowa władza miała mało wspólnego ze starym układem, bo go zwalcza, a stary układ nie daje za wygraną i gdzie tylko może (nawet za granicą) szkaluje nową. Władza "chamów" i "warchołów" zaplikowała nam jeszcze nową "nieskazitelnie czystą" twarz na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, pomimo niezbitych dowodów współpracy ze złodziejem i oszustem. Czyli zgodnie z zasadą "jaki by nie był, ale nasz". To kolejny dowód na to, że żadna władza nie liczy się z narodem i z jego oczekiwaniami. Podarowanie dziewięciu lat spokoju dla tego pana jest starą polityczną metodą na odsunięcie w czasie kontaktu z wymiarem sprawiedliwości (jak nie przymierzając tej z kurwikami w owsianych oczach, czy tej "co nie chciała" męża). Na razie władza tylko straszy, że ujawni tych, co "trzymają wszystko", bo w gruncie rzeczy każdy kij ma dwa końce, a w naszym kraju "raju" nie ma niestety nieskazitelnych tzw. "polityków". Nawet "czarna esbecja" utrąciła już księdza Isakowicza i to za całkowitym przyzwoleniem kardynała Dziwisza (co może dawać wiele do myślenia). Zupełnie jak w piosence Woźniaka - "przyszedł zegarmistrz światła purpurowy i tak nam zabełtał w głowach", że "biez wodki nie razbieriosz", a ta ma znowu zdrożeć. Co nam zostało Rodacy? Tylko wzmacnianie własnego organizmu witaminami, by przetrwać ten czas "syfilisu i malarii".

W
irtualna Polska donosi - Nowoczesny szpital, podgrzewana podłoga i klimatyzacja - to tylko niektóre z atrakcji w zmodernizowanym największym w Warszawie schronisku "Na Paluchu". W otwarciu wyremontowanej placówki uczestniczył komisarz Warszawy i kandydat na prezydenta - Kazimierz Marcinkiewicz. Zapowiedział, że miasto będzie wspierać organizacje działające na rzecz bezdomności, a z budżetu miasta popłynie więcej pieniędzy na ten cel. Prawda jaki czuły jest na biedę pan Kazimierz? Jak dba o własny naród? Obiecał też zwiększenie wydatków o 20% w stosunku do dzisiejszych i wszystko byłoby dobrze gdyby chodziło o ludzi. Niestety notatka brzmi inaczej - Nowoczesny szpital, podgrzewana podłoga i klimatyzacja w boksach dla zwierząt - to tylko niektóre z atrakcji w zmodernizowanym największym w Warszawie schronisku "Na Paluchu". W otwarciu wyremontowanej placówki uczestniczył komisarz Warszawy i kandydat na prezydenta - Kazimierz Marcinkiewicz. Zapowiedział, że miasto będzie wspierać organizacje działające na rzecz bezdomności zwierząt, a z budżetu miasta popłynie więcej pieniędzy na ten cel. Dla was bezdomni dalej kanały ciepłownicze, domy ze zużytych kartonów i apartamenty w śmietnikach. Bo kto się wami zajmie? Na pewno nie politycy. Oni mają Was w dupie, bo są bogaci i syci. A może upomni się o Was ten pies z kulawą nogą, któremu się polepszyło Waszym kosztem?

J
ak można wpłynąć na frekwencję w wyborach? Ano tak - Wódz POkemonów rzucił sobie od niechcenia - Jarosław Kaczyński zrobił wszystko, żeby frekwencja w wyborach (najbliższych samorządowych) była niska, a wielu polityków PiS nawet nie ukrywa, że w ich interesie jest, by ta frekwencja była niska. Chytrusek Kaszubek myśli tak - jak powiem, że przy niskiej frekwencji wygra PiS, to "mohery" nie pójdą głosować, bo po co, jak i tak wygrają, a wtedy przed końcem głosowania ruszą nasi i wygramy my - POkemony i komuchy. I będzie jak w Afganistanie - w Warszawce będzie ich rząd, ale w terenie będzie działać nasza partyzantka. W następnych wyborach może już być inaczej, ale do tego czasu musimy prowadzić dywersję i sabotaż, by po wygranej znowu wprowadzić centralizm demokratyczny. A co to jest ten centralizm demokratyczny? Wikipedia podaje - "Centralizm demokratyczny to całkowity prymat władzy wykonawczej, w szczególności zaś stojących na jej czele jednostek. Taka struktura prowadzi nieuchronnie do zjawiska kultu jednostki i czyni z partii marskistowsko-leninowskiej partię wodzowską". Czy coś się zmieniło od czasów komuny? Prawie nic. Wykreślono tylko słowa - "marskistowsko-leninowskiej".

C
złowieka od zwierzęcia odróżnia ponoć poziom inteligencji, czyli zdolność do kreatywnego myślenia zwanego w niektórych kręgach myśleniem abstrakcyjnym. Czytając jednak niektóre artykuły o filozoficznym wydźwięku można dojść do innego wniosku. Pewien naukowiec studiując zachowania pasożytów i darmozjadów czyli tzw. polityków doszedł do zgoła innego wniosku. Według niego podstawową cechą różniącą ludzi od zwierzyny jest ta, że zwierzęta nie potrafią kłamać, za to wyżej wymieniona "klasa" robi to w sposób doskonały i permanentny bez względu na porę dnia i roku. Szczyt osiagają zwykle przed każdymi wyborami rozdając na lewo i prawo wielkie obietnice zwane padliną wyborczą. Bogactwa języka używają tylko w celu zakamuflowania czynności, nazywając przykładowo zwyczajną korupcję - "negocjacjami", a pospolitą kradzież - "przeniesieniem środków finansowych" (z konta państwowego na prywatne). Szkoda, że nikt nie pokusił się jeszcze o napisanie pracy nakowej na temat "Obietnice polskich polityków a ich realizacja na przestrzeni ostatnich osiemnastu lat". Byłaby to iście pouczająca lektura. Inną znamienna rzeczą jest dawanie "nie swojego", czyli metoda Zagłoby "ofiaruj waszmość w zamian Inflanty". Doskonałym przykładem jest przystanek kolejowy "Gosiewo" na peryferiach 10-tysięcznej "metropolii" Włoszczowa, gdzie kasjerka pomiędzy dzienną sprzedażą dwóch biletów na "Intercity" potrafi pójść do sklepu, ugotować obiad dla rodziny i zrobić przepierkę. Cały splendor spada jednak na "darczyńcę", którego absolutnie nie obchodzi ekonomia i straty jakie ponosi i będzie ponosić z tego tytułu PKP. Ten (z przeproszeniem pana Onufrego) dzisiejszy Zagłoba zaczął niewinnie od zapowiedzi występu Dody, co niby miało być jego zasługą, a skończył na lotnisku międzynarodowym dla Kielc. Oczywiście nic z tego nie będzie, bo niedługo przystanek Włoszczowa-Gosiewo zostanie zlikwidowany jako nierentowny a lotnisko nie powstanie z braku samorządowych pieniędzy, ale sława "dobroczyńcy" u niektórych pozostanie. Dziwi mnie jedynie łatwowierność Narodu, który daje sobą manipulować, jak proletariat w starożytnym Rzymie, choć nie jego to wina, bo to nie Naród "wysmażył" oszukańczą i złudną ordynację wyborczą, mającą na celu wybieranie jednych i tych samych. Jak na razie kwitną rządy ludzi "o marnej reputacji", "chamów" i "warchołów" i tak będzie do chwili, kiedy nie zostaną zastopowani przez tych, którym zależy na uczciwej Polsce, czyli przez zwykły Naród. Ja zgadzam się tylko na zmianę obietnicy - zamiast 3 milionów mieszkań (których i tak nie będzie) na kilkaset miejsc w "domach wypoczynkowych" dla tych, co obiecują i nie dotrzymują obietnic.

N
ajlepszy dentysta, to własny - głosi powiedzenie. Ksiądz Isakowicz-Zaleski został "uziemiony" (chyba już na zawsze) dzięki "uprzejmości" kolegów po fachu. Pomimo tego, że jego książka została oddana do druku w wydawnictwie "Znak" (to tak, jakby złodziej piszący pamiętniki oddał je na przechowanie policji), otrzymał zakaz wypowiadania się nawet w gronie najbliższych i na dodatek pozbawiony duszparsterstwa u Ormian. Szybciej ma wyjść inna książka napisana przez tych, o których pisał ksiądz. Różnica ma chyba polegać na tym, że kartki tej kurio-zalnej będą czarne i druk też czarny. Książki mają mieć podobny tytuł. Ks. Isakowicza - "Księża wobec SB", a kurii - "SB wobec księży", dlatego zanim kupimy przypatrzmy się dokładnie, kto ją napisał, bo szkoda naszych pieniędzy na wspieranie "ciemnych mocy". Dziwi też, że atak na księdza przeprowadzili kryształowi krzewiciele cnót - prymas i kardynał, co w najlepszym przypadku można odczytać jako brak sympatii do prawdy. Ciekawe, czy księdzu zarekwirowano całą dokumentację. Jeśli nie, to jest nadzieja, że być może opublikuje się ją w drugim obiegu lub za granicą, jak w czasach największej "konspiry". "Ciemna strona mocy" ma się doskonale, więc "po co pieprzyć o wojnie, jak w kraju spokojnie". Zastanawiam się tylko czy jesteśmy już wolnym narodem, czy tylko "dyktaturę proletariatu" zastąpiono nam "dyktaturą demokracji"?