|
alo..., powodzianie... Jak się czujecie po przejściu kolejnego, chyba dziesiątego
już żywiołu?
Powinniście mieć doskonałe samopoczucie, szczególnie po wystąpieniu samego pana
ministra od naszych spraw wewnętrznych. Że co? Że gadał to samo, co poprzednicy?
A czego wyście oczekiwali? Już od roku 1997 przy każdym przekazaniu obowiązków
następnemu ministrowi, najważniejsza
jest koperta z nadrukiem "powódź" i w niej są wszystkie odpowiedzi. I tak - nie było
żadnej powodzi, tylko lokalne podtopienia. Że co? Że wody było pod sufit? To
wasza wina, że mieszkacie w dołku. Jak byście mieszkali na górce, to by wam zalało
tylko piwnicę. Macie jakąś OSP? Nie...? No to na razie wylewajcie wiaderkami, pompy
dojdą, jak skończymy w Czechach.
Tak..., państwo pomoże, bo ma na to pieniądze już od dziesięciu lat i jak tylko
woda opadnie rozpoczniemy wypłaty. Złożyć wniosek i czekać. A najlepiej jakbyście
byli ubezpieczeni, bo wtedy nie musicie czekać. Tak..., mamy dla was domy zastępcze, te
składaki z 97-go, ale ministerstwo czeka jeszcze na instrukcje jak to się składa, bo wtedy
nie doszły. Pomoc jest w drodze, ale nie wyślemy wojska, bo to źle działa na psychikę
tych jeszcze nie zalanych. Itd..., itd... itd...
Mija już dziesięć lat od tzw. powodzi tysiąclecia, więc rząd jest zdziwiony, że nikt
się jeszcze nie przyzwyczaił. Jak zawsze "wszystko jest pod kontrolą", a że przyroda
płata figle, to już wina
Pana Boga, a nie rządu. Rząd modlił się o deszcz? Modlił się... No to deszcz był, ale
następnym razem, jak będzie się modlił, to niech podaje ile tego ma spaść i gdzie. Inna sprawa,
to polskie prawo, którego nikt nie ma czasu zmienić, bo w Sejmie taki zapier..., że nie
ma kiedy załadować. Ci, co mają coroczne kłopoty z
powodziami, już dawno by usypali wały i pogłębili rzeczne koryta, ale im nie wolno, bo
to nie ich własność, a własność państwowa. W tym wypadku nawet praca w "czynie
społecznym" musi zostać ukarana i to wysoko, zgodnie z prawem. Właściciel,
czyli państwo nie może nic zrobić, bo nigdy
nie ma pieniędzy na roboty przeciwpowodziowe, a nawet jak ma, to przecież musi je
trzymać na odszkodowania po powodzi.
Pracy nie można zlecić, bo chłop to nie firma i choć fizyczny,
to nie ma osobowości. Zresztą najpierw by trzeba zrobić przetarg, a wiadomo jak
z chłopem się targuje, żywemu nie przepuści, a co dopiero urzędnikowi. Nawet ta
niedawna susza. Rząd tak szybko się wziął za szacowanie
strat, że na miejsca dotknięte suszą trzeba już było dopływać pontonem.
I tak się kręci od dziesięciu lat. Sucho - mokro - sucho - mokro, rządy niby inne
a jednak takie same. Prawo do dupy ale nie poprawią, bo może być lepiej, a
pieniędzy jak nie było tak i nie będzie. Nawet pomóc samemu sobie nie wolno, bo karę
przywalą. O take Polske my walczyli...
|